Zapis rozmowy Jacka Bańki z posłanką Lewicy Razem, Darią Gosek-Popiołek.
Jest poselski projekt ustawy, która umożliwi pracodawcy sprawdzenie, czy pracownik jest zaszczepiony, czy nie. Lewica poprze projekt posłów PiS?
- Jeszcze wczoraj, jak sprawdzałam, nie było go na stronach Sejmu. Była informacja, że zgłasza ten projekt poseł Hoc z grupą 15 posłów. Nawet na konferencji prasowej posła nie było informacji, co projekt zawiera. Nie chcę mówić, jak Lewica będzie głosować. To kupowanie kota w worku i rozmowa o czymś, czego jeszcze nie czytaliśmy.
Jest tam mowa o trzech filarach. Pracodawca będzie mógł przeorganizować pracę. Nie naruszy to praw pracowniczych? Nie będzie nadużywane?
- Ważnym elementem wynikającym z zapowiedzi jest to, że pracownik będzie mógł być przeniesiony, jak nie jest szczepiony i ma kontakt z klientem. Ważne jest też jednak bezpieczeństwo kolegów z pracy. Są tu dziury. Jest to ucieczka od faktu, że PiS-owi nie udało się zorganizować skutecznej akcji szczepień. To zrzucanie odpowiedzialności. Potrzebujemy zmiany traktowania osób szczepionych i nieszczepionych. Szpitale są przepełnione. Zaszczepieni chorujący na choroby przewlekłe nie mogą trafić do szpitala. To zapaść systemu ochrony zdrowia. Potrzebujemy strategii walki z IV falą. Dostajemy protezy PR-owe awantury i napięcia w klubie PIS. Jesteśmy w fazie chaosu.
W podmiotach lekarskich pracodawca będzie mógł zarządzić obowiązek szczepień. Kto się nie zaszczepi, będzie mógł zostać zwolniony. Jakby to weszło, Lewica stanie w obronie zwalnianych?
- Na pewno będziemy analizować te propozycje. W Polsce mamy pewne obszary, w których takie zasady są. To książeczki Sanepid dla pracowników gastronomii. Nie czytałam ustawy. Znam ją z zapowiedzi i nieszczęsnej konferencji. Trudno nam wyrokować. Jeśli w ustawie będą zapisy szkodzące pracownikom, zastanowimy się kilka razy przed głosowaniem.
Podmioty, w których 100% pracowników będzie zaszczepionych, będą pozbawione restrykcji. Tu chyba nie ma większych wątpliwości?
- Ta polityka jest najlepsza w tej sytuacji. Stosują to różne kraje Europy. Powinniśmy iść w kierunku zachęcania do szczepień przez dawanie przywilejów osobom, które z poczucia odpowiedzialności za innych się zaszczepiły. Nie zawsze byli to entuzjaści szczepień, ale rozumieją oni powagę chwili.
Wzięła pani udział w posiedzeniu komisji, która zajmowała się specustawą ws. Igrzysk Europejskich. 15 stycznia to termin podpisania umowy host city ws. Igrzysk, o ile będą gwarancje na inwestycje sportowe i strukturalne. Krytykuje pani ideę Igrzysk. Dlaczego pani nie chce poczekać do 15 stycznia?
- Czekamy od 30 miesięcy na kilka informacji. Ile Igrzyska będą kosztować? W dyskusji, co Kraków dostanie, zapomina się, że nie dostaniemy projektów bez wnoszenia czegokolwiek. Nic bardziej mylnego. Kraków i inne gminy Małopolski zapłacą za Igrzyska. Na 17 miesięcy przed imprezą nie ma szacunków, ile pieniędzy Krakowa pójdzie na Igrzyska. Nie ma kroków milowych. Listę dyscyplin zamknięto niedawno. Nie ma listy inwestycji kluczowych. Była dżentelmeńska umowa, że powstanie w Krakowie basen. Ona się zdematerializowała. Polski Związek Pływacki ma inną filozofię. Kto podejmuje decyzje? To chaos. Kraków nie powinien w tym brać udziału.
Mówi pani o inwestycjach sportowych. Jak mówią władzy Krakowa, zabrakło na niej dwóch ważnych inwestycji. To wspomniany basen olimpijski. Druga inwestycja to budowa hali. Dopisanie tych inwestycji do listy sportowej to warunek Krakowa. Jeśli tego nie będzie, być może nie podpiszemy umowy host city. Jednak dzięki staraniom o Igrzyska udało się uzyskać gwarancje na 200 milionów złotych na przebudowę węzła opatkowickiego. Może warto?
- Chciałabym zobaczyć te gwarancje. W ustawie, którą czytałam uważnie, jest informacja, że minister właściwy ds. transportu może wyznaczyć projekt finansowania niektórych inwestycji. Ta inwestycja nie jest wymieniona z nazwy. Rząd daje mgliste obietnice, rzuca przynęty. Kraków czeka na ich potwierdzenie lub nie. To jest przesuwane. Miało być w czerwcu, lipcu, sierpniu, potem była kluczowa data 31 października. Mamy specustawę, która znosi zamówienia publiczne, co też jest problemem. Pamiętajmy na przykład o korupcji.
Hala sportowa, basen olimpijski – to dwie z kilkunastu inwestycji sportowych. Do tego jest przebudowa obiektów AGH i AWF, Okulickiego, węzeł opatkowicki, Trasa Balicka. Jeśli takie zapowiedzi by się pojawiły do 15 stycznia, to nie warto?
- Nie. Według mnie nie. Nie wiemy, ile Igrzyska będą kosztowały. Jest wciąż kwestią otwartą, jak bardzo prestiżowe są te imprezy. Pierwsza edycja w Baku, druga w Mińsku, trzecia w Krakowie. Do czwartej nie zgłosił się nikt. Takie imprezy generują zwykle wielkie długi. Kraków jest w sytuacji podbramkowej. Prezydent mówi o przyszłych, pomniejszonych budżetach, będą cięcia, żłobki nie dostaną wsparcia. Stać nas na Igrzyska, nie stać na dopłaty do żłobków prywatnych. Nie rozumiem priorytetów. Tak nie tworzy się miasta, które dobrze się rozwija.
Mówimy o wadze imprezy. Parlament Europejski chce objąć Igrzyska swoim patronatem. Wczoraj krakowska Rada Miasta odrzuciła uchwałę wzywającą prezydenta Majchrowskiego do natychmiastowego wycofania się z tej imprezy. Samorząd chce jeszcze poczekać.
- Samorząd może czekać. My będziemy przekonywać radnych i ludzi. Jak jednak rozmawiam z krakowianami i czytam, co piszą, to woli społecznej i wiary w te Igrzyska nie ma w ludziach.