Zapis rozmowy Jacka Bańki z prof. Januszem Majcherkiem, socjologiem z Uniwersytetu Pedagogicznego oraz dr. Krzysztofem Mazurem, szefem Klubu Jagiellońskiego.
Jacek Bańka: Rozpoczęło się spotkanie szefów partii ws. TK po opinii Komisji Weneckiej. Czego panowie oczekują po tym spotkaniu?
Janusz Majcherek: Dziękuję za zaproszenie. Cieszę się, że od ponad 25 lat mogę być gościem tej rozgłośni. Jako stały współpracownik Radia Kraków nie mogę być obojętny na to, w jaki sposób obecna ekipa rządząca zawłaszcza i podporządkowuje sobie media publiczne. Ostatnie wyrzucenie Dominiki Kozłowskiej z Radia Kraków napawa mnie oburzeniem. Chcę przeciwko temu publicznie zaprotestować. Jak chodzi o temat, który pan porusza, obecna ekipa „zakiwała się”, jak to ujął Ryszard Petru. Wywołała tyle konfliktów i tylu wrogów sobie narobiła, że obecnie szuka sojuszników. Poza granicami niewielu ich zostało. Próbują z Orbanem, trochę z innymi pojedynczymi politykami zagranicznymi szukać porozumienia. W obliczu tej powszechnej zewnętrznej krytyki i masowego zniesmaczenia tym, co ekipa rządząca robi w Polsce, zaczęła ona szukać sojuszników wewnątrz kraju. Robi to w sposób nieudolny, próbuje szantażować. Mówią „pomóżcie nam poprawić reputację kraju, bo inaczej będziecie obwiniani o to, że to wy zaszkodziliście”. To odwracanie kota ogonem. Reputacja Polski jest zszargana przez działania tej ekipy. Dlatego dziwiłbym się, jakby opozycja, która jest przez tę ekipę traktowana propagandowo w sposób bezczelny i arogancki, zgodziła się wyciągać rękę do Jarosława Kaczyńskiego i udzielać pomocy tym, którzy sami wpędzili się w taki stan rzeczy.
Krzysztof Mazur: Ciekawym wątkiem w opinii Komisji było stwierdzenie, że ten spór nie ma już charakteru prawnego, ale polityczny. W tym sensie nie jest to kwestia powoływania się na argumenty prawne. Nawet prawnicy mają problem ze zdefiniowaniem stanu prawnego. To kwestia woli politycznej obu stron, żeby szukać porozumienia i sytuację rozwiązać. Ona jest niebezpieczna dla państwa. Może dojść do sytuacji, w której TK będzie się zachowywał według dotychczasowej logiki, Sejm według dotychczasowej logiki i poszczególni sędziowie będą musieli uznawać, czy jakieś ustawy uznane za niezgodne z konstytucją przez TK, czy TK w tej sprawie ma rację czy Sejm. Efekt będzie taki, że będziemy mieli dwa równoległe porządki prawne. To jest sytuacja niebezpieczna. Teraz każdy ekspert i obywatel powinien namawiać do porozumienia. Na szali od miesięcy jest kwestia przejrzystości prawnej. Nawoływanie do twardej obrony jakiegoś stanowiska jest nieuprawnione. To spór polityczny. Żeby to przerwać, musi być wola dialogu.
J.M: To nie jest precyzyjne, że ten spór ma charakter polityczny a nie prawny. Komisja Wenecka wyraźnie napisała i zaleciła, że pierwszym warunkiem rozwiązania sporu jest opublikowanie ostatniego orzeczenia TK. Kluczem do rozwiązania problemu jest akt o charakterze prawnym, czyli wypełnienie orzeczenia TK.
K.M: Ja byłbym zwolennikiem tego, żeby pod auspicjami prezydenta zamknąć wszystkie strony tego sporu. One powinny tak długo działać nad kompromisem, żeby to się stało. W tym momencie każda ze stron musi pomyśleć, gdzie będziemy za pół roku, jak ten spór będzie eskalował. Nawoływanie do kompromisu jest chyba jedyną rzeczą, jaką możemy zrobić jako obywatele.
J.B: Sprawa Komisji Weneckiej miała być jednym z impulsów do powołania sejmowego zespołu eurorealistów. Chodzi o kompromitowanie agend europejskich czy jest problem z bilansem naszej obecności w UE?
J.M: Problem leży gdzie indziej. Obecny rząd ma problem z UE. Podstawowe instytucje unijne są krytyczne wobec tego, jak obecna ekipa demoluje porządek konstytucyjno-prawny w Polsce. Począwszy od Komisji Europejskiej, przez Parlament Europejski i na Komisji Weneckiej wcale nie kończąc. Inne agendy też się wypowiadają. Krótko mówiąc, UE i jej agendy postrzegane są przez obecną ekipę jako wrogie, bo są krytyczne. Ta ekipa chce je zniesławić. Odkąd ta ekipa rządzi, praktyka jest stała. Jak ktoś krytykuje rząd, to jest oczerniany, wyszukuje się zaszłości. Ponieważ UE nas krytykuje, trzeba ją zniesławić. Są do tego chętni, bo oni UE nienawidzą. Krystyna Pawłowicz flagę unijną nazywa szmatą. Inni wariaci od Kukiza też są chętni.
K.M: Mówi pan o zniesławieniu a teraz nazywa pan posłów RP wariatami. Jest pewna granica. Warto, żebyśmy nie używali takich określeń. Ludzi nie należy tak nazywać, zwłaszcza jak oni reprezentują Sejm. Na pewno jest tak, że każdą ideę można skarykaturować. Mamy merytoryczną dyskusję na temat tego, ile euro z każdej dotacji trafia z powrotem na zachód przez firmy, które są wykonawcami czy podwykonawcami wielu inwestycji publicznych. Są takie raporty, które mówią, że 70 - 80 centów z każdego euro trafia na zachód przez firmy, które absorbują w Polsce te środki. To są istotne fakty. My powinniśmy o tym rozmawiać merytorycznie bez emocji. Tam gdzie jest pieniądz, chodzi o interes. Ja sądzę, że formuła powoływania takiej komisji z nazwiskami osób, które nie słyną z precyzji ekonomicznej, ale z mocnych słów, może doprowadzić do przeciwskutecznego celu. Uważam, że lepszym rozwiązaniem byłoby, żeby ekonomiści się nad tym pochylili niż robienie z tej komisji przedsięwzięcia medialnego. Podstawowy problem w Europie nie jest taki, że ktoś się przejmuje tym, co się dzieje w Polsce. Problem w Europie to narastający kryzys wewnętrzny. To jest związane z imigrantami, czego ostatnimi przejawami są tragiczne wydarzenia w Brukseli. Do tego jest narastający sceptycyzm względem Unii, który napędza Front Narodowy we Francji. To osłabia Angelę Merkel. To są problemy w Europie. My się musimy skupić nad tym, jaki Polska powinna mieć swój wkład w tej dyskusji, gdzie Europa ma być za 10 lat, jak przejść kryzysy. Musimy się zastanawiać, jak włożyć swój pozytywny wkład w rozwiązywanie problemów Europy a nie traktować UE jak pałkę w wojnie plemion wewnętrznych. To prowadzi do tego, że Polacy odwracają się od Unii.
J.M: W Ruchu Kukiza są rozmaite postaci, które powołują rozmaite zespoły, między innymi ruch antyszczepionkowców. Nie widzę nic niestosownego, żeby ten ruch nazywać wariatami i to niebezpiecznymi. Jak chodzi o meritum, to głos Polski nie ma w UE znaczenia. To co my wypracujemy, nie ma znaczenia, bo nikt nas nie będzie słuchał. W UE byliśmy słuchani kiedyś, ale te czasy dobra zmiana zakwestionowała. Dziś nikt nie zechce wysłuchać głosu Beaty Szydło czy prezydenta Andrzeja Dudy. Tam naszego głosu nikt nie bierze pod uwagę. To co my wypracujemy i czy eurorealiści będą robić bilanse, nie ma żadnego znaczenia zewnętrznego. To ma jedno znaczenie – wewnętrzne. To zohydzanie UE Polakom, którzy do Unii są w 80% przywiązani. To utrudnia działanie tej ekipie. Polacy ufają UE, Unia jest krytyczna wobec tej ekipy. Logiczne jest to, że Unię trzeba zohydzić w oczach Polaków, żeby oni z większym przyzwoleniem odnosili się do tego, co ekipa robi w kraju.
K.M: Był bardzo dobry zwyczaj lat 90., że polityka zagraniczna jest elementem konsensusu i tego, że wszyscy chcemy dobrze występować na arenie międzynarodowej. Od 2005 roku, wraz z narastającym konfliktem PO – PiS ten dobry obyczaj jest łamany. My musimy wracać do tego dobrego obyczaju i myśleć o Europie jako o wspólnym zadaniu a nie mówić, że nikt nas nie będzie słuchał i dzisiaj znaczenie Polski jest żadne.
J.M: Mnie nie trzeba pouczać, jak powinienem myśleć o UE. Zawsze myślę o niej pozytywnie.
K.M: Nie chodzi o to. Chodzi o myślenie odpowiedzialne.
J.M: Ten zespół parlamentarny myśli odpowiedzialnie o UE?
K.M: Dlatego powiedziałem, że to powinny być namysły ekonomistów. Dzisiaj Europa potrzebuje wizji. Dlaczego my nie koncentrujemy się na tym, jak ona ma wyglądać, jak przejść wszystkie rafy, ale nad tym, że Bruksela poucza, bo ekipa rządząca jest zła?