Zdjęcie ilustracyjne/Fot. pexels
Co naprawdę wyjaśnia raport?
Na pierwszy rzut oka wynik badania może brzmieć sensacyjnie: większość mobberów to kobiety. Jednak dane wymagają uważnej interpretacji. Po pierwsze, w badaniu wzięło udział w zdecydowanej większości kobiety (około 80% badanych). To ma znaczenie dla obrazu sprawcy, ponieważ odpowiedzi pochodzą głównie od kobiet – zarówno jako ofiar, jak i świadków. Po drugie, kobiety częściej niż mężczyźni zgłaszają mobbing – przełożonym, fundacjom, do sądu. Częściej też identyfikują się jako ofiary przemocy w ogóle. To niekoniecznie oznacza, że doświadczają jej częściej, ale że są bardziej skłonne nazwać ją po imieniu. Po trzecie, kobiety są bardziej wrażliwe na kwestie przemocy. Zauważają ją, analizują, szukają przyczyn, mówią o niej. Mężczyźni częściej przyjmują strategię przetrwania "poradzić sobie i iść dalej".
W tym badaniu pokazaliśmy, że spośród osób badanych kobiety częściej są mobberkami i jednocześnie też częściej kobiety są ofiarami mobbingu – mówi Joanna Kolenda.
Przez wieki kobiety wychowywane były jako uległe, łagodne. Dziewczynki miały być grzeczne, a z grzecznych dziewczynek miały wyrosnąć grzeczne kobiety – niewalczące, pozwalające, podporządkowane.
Jesteśmy wychowane jako te, które się nie złoszczą, nie wyrażają swoich emocji w sposób agresywny czy widoczny i słyszalny. Gdy te "grzeczne dziewczynki" gromadzą w sobie te wszystkie krzywdy, których nie mogą zgłosić ani wyrazić, to rosną kobiety, które używają cywilizowanych form przemocy, czyli np. biernej agresji, umniejszania, dystansu, chłodu, wykluczania.
To właśnie te subtelne zachowania dominują dziś w środowisku pracy. Rzadko mamy do czynienia z przemocą fizyczną. Częściej jest to ostentacyjne wychodzenie ze spotkania, ignorowanie maili, traktowanie "jak powietrza". Trudno je jednoznacznie zgłosić.
(cała rozmowa do posłuchania)
Twarde zarządzanie czy przemoc?
Granica bywa cienka. "Twarde zarządzanie" oznacza dążenie do wyników. Przemoc zaczyna się wtedy, gdy pojawia się dopowiedzenie "za wszelką cenę", kosztem bezsenności, poczucia bycia gorszym, chronicznego stresu i cierpienia. Jeśli wymagania kończą się na jasnym celu i profesjonalnym egzekwowaniu – nie ma przemocy. Jeśli jednak ceną są koszty psychologiczne pracownika, mówimy o mobbingu. Co istotne, sprawcy rzadko przyznają się do przemocy. Częściej mówią o "wymagającym stylu zarządzania", "utrzymaniu dyscypliny".
Z jakiegoś powodu współczesną przemoc w pracy nazywamy soft mobbingiem. Chociaż tutaj słowo "soft" chyba odnosi się do łagodności w wyrazie, a nie w treści. Najczęściej spotykamy się z taką wyrafinowaną formułą w białych rękawiczkach, taką rzadko obserwowaną wprost. To są czasem mikrosygnały.
Z raportu wynika również, że "klasyczna" mobberka to kobieta między 40. a 52. rokiem życia. To często moment, gdy osiągnęła wysoką pozycję. – Oznacza to, że prawdopodobnie w karierze zawodowej są już na stanowisku. Jeśli jest ono wyższym stanowiskiem, do którego musiały przejść całą drabinę, pokonać inne rywalki i będąc na tym miejscu, są obarczone takim rodzajem konieczności "drapania pazurami", by to utrzymać i wtedy będą zwalczać niezależnie od tego, czy są to kobiety, czy mężczyźni – dodaje.
Przyczyn mobbingu jest wiele – osobowościowe deficyty, brak kompetencji liderskich, problemy relacyjne, kultura organizacyjna oparta na strachu czy wykluczeniu. Nie ma jednego modelu "kobiety-mobberki". Przemoc zawsze narusza poczucie bezpieczeństwa. Dotyka ofiary, świadków i całej organizacji. Jeśli kultura firmy normalizuje agresję, pracownicy z czasem przyzwyczajają się: "u nas tak jest", "miej twardszą skórę". To klasyczny efekt "gotowanej żaby", stopniowe podnoszenie temperatury sprawia, że przestajemy zauważać zagrożenie.
Nie istnieje człowiek w pełni odporny na długotrwałą atmosferę strachu i wykluczenia. Do psychologów trafiają osoby z zaburzeniami lękowymi, depresją, po próbach samobójczych – rzadko mówią: "jestem ofiarą mobbingu". Mówią o objawach.
Joanna Kolenda/Fot. dzięki uprzejmości gościa