-
Komercyjne leczenie w publicznych szpitalach może stanowić dodatkowy strumień finansowania i pomóc w lepszym wykorzystaniu istniejących zasobów.
-
Zdaniem prof. Christopha Sowady leczenie komercyjne nie jest przyczyną kolejek do świadczeń finansowanych przez NFZ, których głównym źródłem jest niedofinansowanie systemu.
-
Przykład utrzymywania nierentownych oddziałów, takich jak porodówki przy niskiej liczbie porodów, pokazuje napięcie między oczekiwaniami społecznymi a ekonomią ochrony zdrowia.
-
Ekspert podkreśla, że bez głębokiej, politycznie trudnej reformy systemu – wymagającej determinacji porównywanej do reform Margaret Thatcher – ochrona zdrowia pozostanie w impasie.
- A
- A
- A
Czy komercjalizacja uratuje publiczne szpitale? Prof. Sowada: "To nie zastąpi reformy"
Komercyjne leczenie w państwowych szpitalach może pomóc w poprawie ich trudnej sytuacji finansowej – ocenia w Radiu Kraków prof. Christoph Sowada (Uniwersytet Jagielloński) z Instytutu Zdrowia Publicznego. Jednocześnie podkreśla, że bez głębokiej reformy systemu ochrony zdrowia, wymagającej politycznej determinacji „na miarę Margaret Thatcher”, zmiany pozostaną jedynie fragmentaryczne.Komercyjne leczenie w publicznych szpitalach – ratunek czy zagrożenie?
W krakowskich szpitalach miejskich im. Gabriela Narutowicza i Stefana Żeromskiego możliwe będzie leczenie pacjentów komercyjnie, poza kontraktami Narodowego Funduszu Zdrowia. To praktyka znana także z innych miejsc w Polsce, ale pojawia się pytanie, czy nie powstanie wrażenie, że na zabieg finansowany przez NFZ trzeba będzie czekać rok czy dwa, a prywatnie – tylko kilka tygodni.
Takie wrażenie zapewne już istnieje i będzie się pojawiać, ale nie wynika ono z samego faktu wprowadzenia leczenia komercyjnego w szpitalach publicznych. Kolejki do świadczeń finansowanych przez NFZ są konsekwencją przede wszystkim ograniczonych środków w systemie publicznym, a nie dodatkowej działalności komercyjnej.
Czy publiczne szpitale mogą leczyć komercyjnie?
Czy to w ogóle jest w Polsce powszechna praktyka – że publiczne szpitale, finansowane głównie z pieniędzy publicznych, oferują także usługi komercyjne?
Nie, nie jest to praktyka powszechna, głównie ze względu na wątpliwości prawne. Od lat toczy się dyskusja, czy szpitale publiczne, posiadające kontrakt z NFZ, mogą oferować te same świadczenia także odpłatnie. Ta debata trwa w Polsce od około dziesięciu lat i wciąż nie ma jednoznacznych rozstrzygnięć.
W praktyce jednak osoby, które chcą zapłacić z własnych środków, i tak korzystają z prywatnych placówek albo leczą się za granicą. Problem pojawiłby się wtedy, gdyby leczenie komercyjne wydłużało czas oczekiwania pacjentów korzystających z NFZ. Trudno jednak jednoznacznie stwierdzić, że tak się dzieje. Logicznie patrząc, raczej skraca to kolejki, bo gdyby wszyscy pacjenci korzystali wyłącznie z finansowania publicznego, system byłby jeszcze bardziej niewydolny.
Czyli system byłby jeszcze mniej wydolny niż dziś.
Dokładnie tak. Niewydolność systemu finansowanego przez NFZ w dużej mierze zależy od poziomu jego finansowania. Przez pewien czas wiele świadczeń nie było limitowanych, ale dotyczyło to pacjentów, a niekoniecznie świadczeniodawców, którzy za nadwykonania nie zawsze otrzymywali pełne wynagrodzenie.
Jeśli szpitale będą mogły część swoich mocy przerobowych wykorzystać poza publicznym systemem finansowania, liczą na poprawę swojej bardzo trudnej sytuacji finansowej. To po prostu drugi strumień pieniędzy.
Zadłużone szpitale i dodatkowe źródła finansowania
Szpital im. Narutowicza ma zadłużenie rzędu 150 milionów złotych i ma otrzymać kolejne 50 milionów wsparcia. Czy to dobrze, że zadłużony szpital próbuje zmniejszyć dług poprzez dodatkową działalność?
Nie tylko „może dobrze”, ale po prostu dobrze, że dyrektorzy szpitali – nie tylko zadłużonych – szukają nowych źródeł finansowania i starają się efektywnie wykorzystywać posiadane zasoby.
Kluczowe jest to, czy szpital rzeczywiście dysponuje niewykorzystanymi możliwościami: sprzętem, personelem, zapleczem. Jeśli takie moce przerobowe istnieją, a NFZ nie jest w stanie zakontraktować dodatkowych świadczeń z powodu braku środków, to ich niewykorzystywanie byłoby nieuzasadnione – zarówno z punktu widzenia zarządzania szpitalem, jak i całego systemu ochrony zdrowia. Oczywiście pod warunkiem, że istnieje realny popyt na takie świadczenia
Społeczna presja a ekonomia ochrony zdrowia – przykład porodówek
Pozostając przy czynniku społecznym – kilka dni temu starosta wadowicki zawiesił decyzję o likwidacji porodówki w Wadowicach, mimo trzykrotnego spadku liczby urodzeń i strat rzędu 40 milionów złotych w ostatnich latach. Lokalna społeczność chce mieć oddział położniczy. Jak w takiej sytuacji przeprowadzać reformy?
To ogromny problem i Wadowice są tylko jednym z wielu przykładów. Wielu samorządowców dochodzi do wniosku, że niektóre oddziały nie powinny funkcjonować, jeśli nie ma na nie odpowiedniego zapotrzebowania.
Jeśli liczba porodów jest bardzo niska, personel – niezależnie od swoich kompetencji – nie ma możliwości zdobywania doświadczenia. Przypomnę choćby przykład Leska, gdzie rodziło się około stu dzieci rocznie. To oznacza, że przez większość czasu personel pozostaje w gotowości, co generuje ogromne koszty.
A te koszty wynikają z konieczności utrzymywania stałej obsady?
Tak. Personel musi być obecny całą dobę, niezależnie od tego, czy porody faktycznie się odbywają. Jeśli lokalni politycy decydują się na utrzymanie takich oddziałów mimo braku ekonomicznego uzasadnienia, odpowiedzialność finansowa powinna spoczywać na samorządzie, czyli lokalnej społeczności.
System ochrony zdrowia bez całościowej reformy
Na koniec pytanie bardziej ogólne. Eksperci od lat mówią, że system ochrony zdrowia wymaga głębokiej, całościowej reformy, a decyzje podejmowane są fragmentarycznie, bez uwzględnienia demografii i epidemiologii. Co – poza dofinansowaniem – musiałoby się zmienić?
Niestety, nie widzę dziś w polskiej polityce ani ministra, ani premiera, ani w ogóle polityka, który byłby wystarczająco zdeterminowany, by przeprowadzić taką reformę. Kiedyś wspominałem, że potrzebowalibyśmy kogoś na miarę Margaret Thatcher – osoby, która w Wielkiej Brytanii, kilkadziesiąt lat temu, potrafiła podjąć bardzo trudne i niepopularne decyzje w sytuacji głębokiego kryzysu społeczno-gospodarczego.
Dziś system ochrony zdrowia znalazł się w punkcie, w którym działają silne, legalne grupy interesu i każda z nich broni swojego fragmentu systemu jak niepodległości. Wszyscy deklarują potrzebę głębokich reform, ale gdy dochodzi do konkretów, kończy się to na postulacie dodatkowego finansowania. W praktyce nic innego nie ma się zmienić.
Tymczasem obawiam się, że na tym etapie zmiany ewolucyjne już nie wystarczą. Potrzebne byłyby zmiany radykalne, wręcz rewolucyjne, a do tego konieczna jest ogromna determinacja polityczna – której dziś po prostu nie widać.
Czyli wszyscy chcą zachować obecny układ.
Tak, bo zmiany są trudne i niepopularne. A jednak w tej sytuacji bez nich system sobie nie poradzi.
Komentarze (0)
Najnowsze
-
19:23
Dobre wieści z obozu Wisły Kraków: urazy Dudy i Ertlthalera nie są groźne
-
18:45
Kapitan Cracovii... odchodzi do Wieczystej!
-
18:45
Pożar w Trzebini. Płonie hala magazynowa
-
17:03
Samorządy z ziemi olkuskiej alarmują: sytuacja kryzysowa przez podnoszące się wody gruntowe
-
16:52
Uzależniony od Magórki i Zasypnicy...
-
16:41
Ogólnodostępność pod lupą. Kraków zmienia regulamin Budżetu Obywatelskiego
-
16:20
Czy komercjalizacja uratuje publiczne szpitale? Prof. Sowada: "To nie zastąpi reformy"
-
16:04
Sąd Najwyższy: winny śmierci kobiety z Borzęcina nie wyjdzie z więzienia
-
15:56
"Kolędy do Nieba" i 60-lecie Uniwersyteckiego Szpitala Dziecięcego w Krakowie
-
15:33
Kładka nad Sołą w Oświęcimiu będzie jak nowa - bezpieczna i oświetlona
-
15:30
Okradł mieszkanie na Grzegórzkach, potem wrócił i zaatakował nastolatkę. Dostał zarzut usiłowania zabójstwa
-
14:59
Zima wróciła. Co to oznacza dla dzikich zwierząt w mieście?
-
18:05
Collegium Humanum uderza w prestiż studiów MBA. Rektorzy krakowskich uczelni: potrzebne regulacje