Panie ministrze, coraz więcej firm korzysta z ulgi na badania i rozwój. Co panu dziś mówią te pierwsze wyniki związane z funkcjonowaniem ustaw o innowacyjności?
One mówią dwie ważne dla nas rzeczy. Pierwsza z nich jest taka, że warto było szybko zrobić pierwszą ustawę innowacyjną. Wszyscy nas pytali, dlaczego robimy dwie. Nam zależało na tym, żeby w pierwszej ustawie zawrzeć te propozycje, które częściowo były opracowane przez poprzedni parlament i nie budzą żadnych większych kontrowersji. Jedną z nich było to, że ulgi podatkowe na badania i rozwój trzeba podnieść. Wtedy mieliśmy zgodę z Ministerstwa Finansów, żeby podnieść te ulgi z 30% do 50%, czyli wydaje się, że stosunkowo niedużo, bo już w drugiej ustawie o innowacyjności, która zaczęła obowiązywać od 1 stycznia tego roku, ulgi są podniesione do 100%. Ten drugi krok był dużo większy. Ale dlaczego było warto zrobić tę szybką nowelizację? Dlatego, że nawet podniesienie o 20% spowodowało, że z ulgi na badania i rozwój skorzystało dwukrotnie więcej beneficjentów, bo około pięciuset do ponad tysiąca. Ci beneficjenci zakwalifikowali prawie dwukrotnie większe koszty kwalifikowane, bo z prawie miliarda wzrosły one do niemal dwóch miliardów. Trzecia, najważniejsza rzecz to to, że oni odliczyli sobie trzy razy więcej od podatku niż rok wcześniej, to znaczy, że ponad pół miliarda złotych zostało w kieszeniach przedsiębiorców, którzy inwestują w naukowców i badania.
Jeśli weźmiemy pod uwagę te dwa miliardy zgłoszone na badania i rozwój, to co nam mówią same sumy w porównaniu do krajów Europy Zachodniej?
Mówią dwie informacje. Pierwsza jest taka, że oczywiście jest jeszcze dużo do zrobienia w Polsce – nakłady na badania i rozwój muszą wzrastać. Ten ambitny cel, który sobie wytyczyliśmy - żeby to było mniej więcej 1,7% PKB – jest jeszcze daleko przed nami, mamy nieco ponad 1%. I to jest wyzwanie. Natomiast to co jest bardzo pozytywne to dynamika wzrostów nakładu na badania i rozwój ponoszonych przez sektor prywatny, czyli przez przedsiębiorców, jest zdecydowanie jest większa niż w sektorze publicznym. Mamy mniej więcej porównywalne do średniej europejskiej środki publiczne, które angażujemy w badania, natomiast mieliśmy bardzo słaby sektor prywatny.
Gdzie nas umieszczają w skali europejskiej te dwie zmienne – sektor publiczny i sektor prywatny – razem wzięte?
Jesteśmy w trzeciej kwarcie, poniżej średniej. Mamy, jak powiedziałem wcześniej, dużo do zrobienia.
Rozumiem, że to jeden z warunków budowy gospodarki innowacyjnej.
Spodziewamy się, że podniesienie o 20% ulgi na B+R dało taki efekt – prawie dwukrotne zwiększenie i liczby beneficjentów i kwoty odpisów. Wydaje się, że podniesienie o kolejne 50%, czyli do 100%, a w przypadku centrów badawczo-rozwojowych do 150%, gwałtownie przyspieszy ten proces inwestowania w badania i rozwój. Zresztą to pokazują też badania KPMG - w roku 2017 planowało zainwestować w badania i rozwój około 14% przedsiębiorców polskich, a w roku 2018 zadeklarowało taką chęć już ponad 34%, ale, co jest jeszcze istotniejsze, 64% przedsiębiorców zadeklarowało, że zamierza inwestować przez najbliższe trzy lata w B+R. Mamy ambitny cel, ale równocześnie już widać wyraźne ożywienie i pewną strategię przyjętą przez przedsiębiorstwa, które do tej pory trochę czekały na decyzje rządu, na stabilną pozycję tych ulg.
Trzymając się perspektywy przedsiębiorców, chciałem zapytać o naukę. Mamy połowę października, ale nadal trwają uroczystości związane z początkiem nowego roku akademickiego. Co świat gospodarki zyskuje dzięki Ustawie 2.0?
Najważniejszą informacją dla świata gospodarki jest to, że polskie uczelnie, zarówno na poziomie dydaktycznym jak i naukowym, na poziomie indywidualnych naukowców i samych uczelni, będą teraz ewaluowane, czyli oceniane, a od tej oceny, będzie zależała wysokość dedykowanych im środków. Ewaluowana będzie także współpraca z biznesem. Bardzo istotnym kryterium jest kryterium wpływu, a w drugim kryterium jest dochód z komercjalizacji – uczelnie będą musiały podczas oceny pokazać faktury z komercjalizacji badań. Drugi element jest taki, że ministerstwo przyznaje teraz bardzo dużo środków na dowartościowanie i zachęcenie uczelni do prowadzenia studiów praktycznych, czyli wykorzystania elementów kształcenia dualnego. I nie chodzi tutaj wyłącznie o to, żeby wysłać studentów na trochę dłuższe staże parzenia kawy i obsługi ksero. To jest taki system studiów, którego program współtworzą przedsiębiorcy, a studenci zaliczają zajęcia w czasie pracy u przedsiębiorców. Trochę pół żartem, pół serio mówiąc – kiedyś zaliczałem praktyki w Radiu Kraków i żeby mieć zaliczone zajęcia z dziennikarstwa musiałem po prostu nagrać jakąś liczbę audycji, które zostały potem pocięte, dostałem za to ocenę i z tą oceną poszedłem do pana redaktora Grotowskiego i on mi wbił pieczęć w indeks.
Upraszczając: czy ta współpraca nauki z biznesem ma oznaczać, że uczelnie muszą kształcić pod lokalnych przedsiębiorców?
Niekoniecznie lokalnych przedsiębiorców. Oczywiście w Krakowie jest tak silne środowisko akademickie, że ono właściwie może kształcić nie tylko pod potrzeby Krakowa, ono może kształcić pod potrzeby Polski, a właściwie pod potrzeby globalne, dlatego że mamy tutaj takie kierunki studiów, które pokrywają całą mapę potrzeb i przedsiębiorców i nauki. Natomiast zdarza się czasami, że uczelnie w mniejszych środowiskach – w takich środowiskach akademickich jak Nowy Sącz czy nawet Nowy Targ – czasami mają kierunki, które odpowiadają na specyficzne potrzeby lokalne, ale z kolei takich potrzeb może nie być nigdzie indziej w Polsce.
A jeśli weźmiemy inny ośrodek akademicki, niewielki, jak Tarnów z PWSZ i giganta jak Grupę Azoty – widzi pan tę synergię?
Wydaje się, że to jest idealna para do zakochania się w projektach badawczo-rozwojowych. Azoty zresztą są jednym z największych beneficjentów naszego programu doktoratów wdrożeniowych, bo, o ile dobrze pamiętam, to one właśnie miały najwięcej doktorantów wdrożeniowych, czyli takich, którzy piszą doktorat pracując w firmie i piszą go na temat, który jest interesujący dla firmy, która potem jest właścicielem tego projektu. My w zamian za to fundujemy duże stypendium dla takich doktorantów. Większość przedsiębiorców pracujących nad nowymi technologiami, z którymi się spotykam, mówi: „Najważniejszą rzeczą dla nas jest kształcenie ludzi, ponieważ brakuje nam ludzi do pracy”. Tak jak powiedziałem – Azoty i PWSZ w Tarnowie to idealni kandydaci na małżeństwo co najmniej z rozsądku.
Tym miejscem wspólnym – nie chcę powiedzieć „łożem małżeńskim” - ma być to centrum badawczo-rozwojowe? To jest tylko i wyłącznie budynek, czy to rzeczywiście jest takie miejsce spotkań?
Należy pogratulować Azotom, że w ciągu mniej więcej roku udało się zbudować przestrzeń, którą można wyposażyć w laboratoria. Dobrzy ludzie muszą mieć dobre laboratoria. Ale oczywiście w tego typu centrach najcenniejsze jest to, że one są w przestrzeni przedsiębiorstwa, blisko linii technologicznych, blisko inżynierów, czyli blisko tych, którzy korzystają z prowadzonych tam badań. Bardzo dobry model: duże przedsiębiorstwo z dużymi ambicjami inwestujące w infrastrukturę badawczą i rekrutujące skutecznie młodych ludzi, a także korzystające z tych, którzy tam już są – bo tam jest też mocna kadra naukowa.
A gdybyśmy na koniec mieli wskazać taki optymalny model? Mówimy o modelu tarnowskim, a taki światowy, europejski przykład?
Azoty mogłyby być w tym kontekście bardzo dobrym przykładem. To, że duże spółki, takie jak Azoty, KGHM, Orlen, czy jeszcze kilka innych w Polsce, będą korzystać ze swoich centrów badawczo-rozwojowych, które często posiadają jest oczywistością. Dla mnie oczywiście trochę cenniejszą rzeczą jest to, że ten wzrost nakładów na B+R jest zasługą w większości małych i średnich przedsiębiorców, czyli mniejszych firm, które w Krakowie zajmują się robotyzacją, bardzo często projektami związanymi ze sztuczną inteligencją. Mali i średni są w największym stopniu rozsadnikami tych projektów innowacyjnych i nie mówię tu oczywiście tylko o start-upach, ale raczej o tych firmach, co do których chcielibyśmy aby przechodzili z poziomu małych do średnich i ze średnich do dużych – dlatego, że gospodarka polska, która posiada ponad milion takich przedsiębiorstw, na nich właśnie jest ufundowana.