Zapis rozmowy Mariusza Bartkowicza z europosłem PO, Bogusławem Sonikiem.
Zgadza się pan z opinią, że zaczął się najważniejszy rok w dziejach III RP? Dodatkowo jest to rok 30-lecia wolnej Polski, jeśli mierzyć to rocznicą wydarzeń czerwca 1989 roku.
- Na pewno to bardzo ważny rok z punktu widzenia polityki. Zbliżają się wybory do Parlamentu Europejskiego i parlamentu krajowego. Będą one decydować o kształcie polskiej polityki na najbliższe lata. Z punktu widzenia UE dochodzi jeszcze Brexit. Pod względem Europy i Polski ten rok będzie najważniejszy.
Wywołał pan Brexit. Zostało kilka miesięcy do tego formalnego rozstania się. Ciągle nie wiemy jednak, na jakich zasadach się to odbędzie. Brytyjski minister ds. handlu mówi, że szanse zatrzymania Brexitu – jeśli parlament nie przyjmie umowy z Brukselą – ocenia na 50%. Do Brexitu może nie dojść?
- To musiałoby być jeszcze jedno referendum. Nie leży to w brytyjskiej tradycji. Do Brexitu albo dojdzie na podstawie umowy zawartej przez panią premier Wielkiej Brytanii, albo dojdzie do niego bez umowy, czyli w dużym chaosie. Błędem Wielkiej Brytanii było, że w negocjacjach nie powołano komisji parlamentarnej. To by łagodziło kwestię późniejszego głosowania.
Końcówkę roku 2018 zapamiętamy pod znakiem protestów żółtych kamizelek we Francji. Publicysta Der Spiegel Romain Leick pisze, że społeczeństwa Europy są głęboko podzielone na kosmopolityczne elity i populistyczną większość. „Jeśli nie uda się tej przepaści zasypać, liberalna demokracja zostanie zmieciona przez rewolucję”- dodaje. To realne napięcie, które wpłynie na to, jak Europarlament będzie wyglądał? Będzie to najbardziej eurosceptyczny Europarlament?
- Na pewno w tych wyborach znajdzie odzwierciedlenie to niezadowolenie, którego przyczyna jest często przerzucana na Brukselę. Będzie wzrost sił sceptycznych do kwestii UE. Nie zgodzę się jednak z taką dramatyczną analizą. Jeśli popatrzymy na Włochy, to widzimy, że radykalne partie, które obejmują władzę, potem łagodzą swoje stanowisko. Przykładem jest we Włoszech sprawa euro. Silnie w kampanii akcentowano wyjście ze strefy euro, potem ta polityka się zmieniła. Nie podzielam takiej dramatycznej oceny, że to koniec demokracji liberalnej. Ja jestem przywiązany do słowa demokracja. Ona się obroni.
Co będzie głównym punktem sporu, jeśli chodzi o wizję rozwoju Europy. To będzie kwestia kryzysu migracyjnego? Ten temat nawet w Belgii potrafi doprowadzić do kryzysu rządowego.
- Nie sądzę, żeby jeden temat zdominował kampanię. Jeśli już to będzie to, co próbował przedstawić przed kryzysem prezydent Francji. On mówił, że te wybory to będzie starcie sił pro i antyeuropejskich. Będzie zaostrzenie. Opowiadacie się za tym, że będziemy w UE, która gwarantuje pokój i rozwój, czy chcecie zatomizowanego rozbicia na poszczególne stolice, które dają chwilowe poczucie suwerenności, ale potem prowadzą do spadku znaczenia Europy i marginalizowania jej. Jeśli chodzi o kryzys migracyjny to będzie to grało rolę. Pokaże to nieskuteczność działania elit brukselskich. One nie potrafiły się z tym zmierzyć. Ja mówiłem od początku, że każde państwo ma gwarantować bezpieczeństwo granic. To podstawa. Potem to weszło w dyskurs europejski. To będzie krytyka urzędników brukselskich, którzy za często kierują się pobożnymi życzeniami, nie czują pulsu ludu europejskiego w krajach.
Myśli pan, że w Polsce ten rok zapamiętamy pod znakiem jednoczenia opozycji? Były premier Włodzimierz Cimoszewicz niedawno w Rzeczpospolitej powiedział, że koalicja opozycji do Europarlamentu powinna iść pod hasłem „Europa”, koalicja do Sejmu i Senatu pod hasłem „Konstytucja”.
- To generalne hasła.
I postulaty. Czy realne?
- Tu potrzeba czegoś więcej niż haseł. Jeśli chodzi o wybory europejskie to wymiar europejskości będzie takim hasłem.
Będzie to koalicja PO, Nowoczesnej, PSL i SLD?
- Do tego będzie zmierzać PO. Mam nadzieję, że te ugrupowania dołączą. To będzie próba przed wyborami do parlamentu krajowego. Wygrana Koalicji Obywatelskiej, czy tej wielkiej koalicji, będzie dawać nadzieję na wygraną jesienią. To pokaże, że da się odsunąć PiS od władzy. To będzie podstawowe znaczenie.
Będzie pan z innymi politykami PO apelował do Roberta Biedronia, żeby swoją nową formację polityczną włączył do tej wielkiej koalicji? On chyba nie ma na to w tym momencie ochoty.
- Na pewno taka propozycja od nas padnie. Jednak Robert Biedroń szykuje się do startu do Parlamentu Europejskiego. On wykorzystuje fakt, że jest system proporcjonalny. Łatwo jest przekroczyć 5% i brać udział w podziale mandatów. Jego ugrupowanie będzie próbowało pokazać swoją siłę. Apelować mogę tylko o to, żeby zajął się zdobywaniem własnych wyborców, nie atakowaniem PO.
Może on wyborców zdobywa właśnie głównie kosztem PO?
- Dlatego apeluję o poszerzanie udziału obywateli, którzy nie głosują, wahają się. Nie trzeba wchodzić na grzbiet PO przez krytykowanie nas.
Pan deklarował, że chce pan startować w wyborach do Europarlamentu. W naszym okręgu małopolsko-świętokrzyskim dojdzie do wielkiego starcia kobiet? Na czele listy Zjednoczonej Prawicy będzie pewnie Beata Szydło, na czele wasze listy – wszystko wskazuje na to – Róża Thun.
- Pan wie więcej niż ja.
Pytam, przypuszczam.
- Ważne jest zbudowanie koalicji, także w Małopolsce i przeprowadzenie kampanii, która pozwoli wygrać w wyborach do Parlamentu Europejskiego. Ważny jest udział kobiet w polityce. Zawsze to popierałem. Nie jest jednak tak, że wyborca kieruje się tylko płcią przy wyborach.
2019 rok może być rokiem przełomu w walce ze smogiem w Krakowie. 1 września wchodzi w życie całkowity zakaz palenia węglem. Zostało 8 miesięcy, ale jeszcze 4 tysiące pieców węglowych w Krakowie czeka na likwidację. Patrzy pan optymistycznie na to, że uda się je wygasić i 1 września w Krakowie dymić nie będzie?
- To bierze się także stąd, że część tych osób, która została z piecami wierzy, że da się jeszcze odwrócić tę politykę. Dziękuję Sejmikowi Małopolski poprzedniej kadencji za przegłosowanie tego zakazu. Teraz jest kwestia egzekucji tego prawa i wspomożenie tych, którzy ze względów własnościowych, nie mogą przeprowadzić zmian.
Jest możliwe pana zdaniem przesunięcie, czy odroczenie tych radykalnych decyzji, żeby od 1 września nie można było palić węglem?
- Według mnie nie ma. Ci ludzie się łudzą. Trzeba podejść indywidualnie do tych spraw, które wynikają z problemów własnościowych. Te osoby nie są w stanie zmienić paleniska. To jednak nieliczna grupa. Reszcie trzeba powiedzieć – koniec z węglem.