Komitet już działa, ale to dopiero początek
W Bochni rozpoczęła się procedura, która w przyszłości może doprowadzić do referendum odwoławczego burmistrz Magdaleny Łacnej. Jak relacjonował w programie „O tym się mówi” Tomasz Stodolny, szef portalu Bochnianin.pl, tuż przed świętami do komisarza wyborczego w Tarnowie trafiły dokumenty o powołaniu komitetu referendalnego.
„To już jest oficjalne działanie i od tego momentu ruszyła cała procedura” – podkreślał Stodolny.
Komitet tworzy sześć osób, z których pięć nie funkcjonuje szerzej w lokalnym życiu publicznym. Pełnomocniczką inicjatywy została Joanna Solak, była przewodnicząca Rady Powiatu sprzed blisko dwóch dekad. Inicjatorzy podkreślają, że przedsięwzięcie ma charakter obywatelski i nie jest związane z żadną partią polityczną.
Zarzuty wobec burmistrz i argumenty inicjatorów
Powody próby odwołania burmistrz zostały przedstawione od razu po zawiązaniu komitetu. Inicjatorzy wskazują na – ich zdaniem – złe zarządzanie miastem.
Jak wyliczał Stodolny, chodzi m.in. o brak realizacji obietnic wyborczych, niegospodarność, chaos inwestycyjny i komunikacyjny oraz nierozwiązane problemy z parkingami, przedszkolami czy infrastrukturą rekreacyjną. Krytyce poddawany jest również styl zarządzania urzędem oraz wpływ wątków z życia prywatnego burmistrz na wizerunek miasta.
W ocenie inicjatorów skala problemów jest na tyle duża, że nie powinno się czekać do wyborów samorządowych w 2028 roku, a decyzję powinni podjąć mieszkańcy w referendum.
Podpisy i frekwencja – największe bariery
Zdaniem Tomasza Stodolnego pierwszym testem poparcia dla inicjatywy będzie sama zbiórka podpisów. Komitet ma na to 60 dni – do 20 lutego.
„To jest dość wysoki próg i wbrew pozorom zebranie takiej liczby podpisów wcale nie będzie sprawą prostą” – ocenił.
Aby referendum mogło się odbyć, potrzeba ponad 2200 ważnych podpisów mieszkańców Bochni posiadających czynne prawo wyborcze. Każdy podpis wiąże się z podaniem pełnych danych osobowych, co – jak zauważa rozmówca Radia Kraków – może zniechęcać część osób do otwartego poparcia inicjatywy.
Jeszcze większym wyzwaniem byłaby frekwencja. Aby referendum było ważne, musiałoby w nim wziąć udział co najmniej 3/5 liczby wyborców głosujących w ostatnich wyborach burmistrza – w Bochni to około 5900 osób.
„Zakładając, że zwolennicy burmistrz nie pójdą głosować, uzyskanie takiej frekwencji wymagałoby ogromnej mobilizacji” – mówił Stodolny.
W jego ocenie, mimo licznych krytycznych głosów wobec obecnych władz, w mieście nie doszło do wydarzenia, które wywołałoby masowe, rewolucyjne emocje społeczne.
Politycy jeszcze milczą
Na razie lokalne ugrupowania polityczne nie zajęły oficjalnego stanowiska. Informacja o powołaniu komitetu pojawiła się tuż przed świętami, ale inicjatorzy już rozesłali pisma do stowarzyszeń i środowisk politycznych, zachęcając je do poparcia referendum i włączenia się w zbiórkę podpisów.
Najbliższe tygodnie pokażą, czy któraś z sił obecnych w Radzie Miasta zdecyduje się poprzeć inicjatywę, czy raczej zachowa dystans.