20.02 upływa termin na złożenie wniosku o przeprowadzenie referendum w sprawie odwołania burmistrz Bochni Magdaleny Łacnej. Komitet referendalny, zarejestrowany przed świętami Bożego Narodzenia, miał dwa miesiące na zebranie podpisów mieszkańców popierających inicjatywę.
Kluczowa liczba: ponad 2200 ważnych podpisów
Aby referendum mogło zostać zarządzone, wniosek musi uzyskać poparcie ponad 2200 mieszkańców uprawnionych do głosowania. Po złożeniu dokumentów komisarz wyborczy będzie miał 30 dni na weryfikację podpisów.
Sprawdzana będzie m.in. poprawność danych, czytelność wpisów, brak powtórzeń oraz zgodność z rejestrem wyborców. Jak pokazują wcześniejsze doświadczenia z innych gmin, liczba podpisów uznanych za nieważne potrafi być znacząca. Dlatego nawet pozornie bezpieczny zapas nie gwarantuje przekroczenia wymaganego progu.
Ile podpisów zebrano? Tego nie wiadomo
Do tej pory inicjatorzy referendum nie informowali publicznie o postępach zbiórki. Nie podawano żadnych danych liczbowych, co utrudnia ocenę realnych szans powodzenia inicjatywy.
Zdaniem Tomasza Stodolnego brak komunikatów o kolejnych „kamieniach milowych” może sugerować, że akcja nie nabrała oczekiwanego rozpędu. W mediach społecznościowych profile związane z inicjatywą referendalną cieszą się niewielkim zainteresowaniem - liczba obserwujących i interakcji jest niska.
Gdybym miał ocenić sytuację na podstawie dostępnych przesłanek, powiedziałbym, że inicjatorzy mogli przeszacować skalę niezadowolenia z obecnych władz
- mówił na antenie Radia Kraków szef Bochnianin.pl.
Emocje w mieście: krytyka to nie to samo co rewolucja
Jak podkreślał gość programu, w Bochni nie widać wyraźnej społecznej mobilizacji na rzecz odwołania burmistrz. Krytyczne głosy wobec władz miasta nie muszą automatycznie oznaczać poparcia dla referendum i przedterminowych wyborów.
Co innego wskazywać na problemy, a co innego domagać się „ścięcia głowy” i ponownych wyborów
- zaznaczył Tomasz Stodolny.
Możliwy scenariusz: wniosek w ogóle nie trafi do komisarza?
Prawo dopuszcza sytuację, w której komitet referendalny nie składa wniosku z podpisami. W takim przypadku, w ciągu trzech dni musi protokolarnie zniszczyć zebrane listy i przekazać stosowną informację komisarzowi wyborczemu.
Oznaczałoby to, że opinia publiczna mogłaby nigdy nie poznać faktycznej liczby zebranych podpisów. Taki krok - jak zauważył Stodolny - mógłby rodzić spekulacje co do rzeczywistej skali poparcia dla inicjatywy. Z prawnego punktu widzenia miałoby to jednak jednoznaczny skutek: referendum by się nie odbyło.
Niezależnie od wyniku - czas na rozliczenia
Nawet jeśli referendum nie dojdzie do skutku, temat oceny pracy władz miasta pozostanie aktualny. W kwietniu miną dwa lata od wyborów samorządowych.
Okres ochronny już się skończył. Przyjdzie czas na podsumowania
- zapowiedział Tomasz Stodolny.
Po rozmowie dostaliśmy informację, że wniosek referendalny został złożony.