Jak zepsuć Dylana?
Takie pytanie zespół zadał sobie już na początku projektu i trudno nie odczytywać go jako prowokacji. Sublokator dość szybko zorientował się, że nie chce kopiować tego, co już jest świetnie od lat znane. Pomysł na płytę „Bob” nie polegał na odtwarzaniu melodii ani powtarzaniu charakterystycznej maniery śpiewania Dylana. Krakowscy muzycy połączyli ważne przesłanie z cięższymi brzmieniami gitar i przedstawili własną jakość. Zamiast folkowej lekkości pojawiła się ściana dźwięku, saksofony, przestery i transowe momenty. Sam zespół śmieje się nawet, że to już nie Delta Mississippi, ale „Delta Dunajca”.
Amerykański pejzaż w krzywym zwierciadle krakowskiego surrealizmu
Nieprzypadkowo w rozmowie pojawiło się nazwisko Rolanda Topora czy Nicka Cave’a. Sublokator fascynuje się surrealistycznym klimatem, wielopiętrowymi metaforami i tekstami, które wymykają się jednej interpretacji. Okazało się, że wiele słów, napisanych przez Dylana w latach 60 tych ubiegłego wieku, dziś brzmi zaskakująco współcześnie. W Balladzie o Cieniasie (Ballad of a Thin Man) "coś się dzieje, ale nie wiadomo co" i choć tekst może kojarzyć się ze środkami zmieniającymi świadomość, to równie dobrze pasuje tu współczesne doświadczenie życia w świecie przeładowanym informacjami i politycznym chaosem. Muzycy przyznawali, że sami odnajdują w tych piosenkach podobne emocje. Dla Marcina Ruska teksty Dylana opowiadają o traumach i o „przeciskaniu się przez melasę życia”. To właśnie ten ciężar znaczeniowy okazał się ważniejszy niż historyczny kontekst amerykańskich protest songów. Tłumaczenia tekstów, autorstwa Filipa Łobodzińskiego, niejednokrotnie zmieniają też koloryt bardzo przecież amerykańskich opowieści słynnego barda. Dzięki jego interpretacjom Mississippi zamienia się w „duszny kraj”, a historie sprzed dekad zaczynają niepokojąco przypominać współczesność nad Wisłą.
Ściana dźwięku i ściana tekstu
Praca nad albumem trwała dwa lata i jak przyznawali muzycy, była momentami prawdziwą „przenoszoną ciążą”. Materiał okazał się wymagający nie tylko aranżacyjnie, ale też wokalnie. Gęste strofy Dylana, pełne narracji i skojarzeń, wymagały od Marcina Ruska niemal aktorskiej precyzji. Wokalista wspominał, że długo ćwiczył z kartkami rozłożonymi po sali prób, a teksty naprawdę zaczął pamiętać dopiero po odsłuchiwaniu nagrań. Sam zespół podkreśla jednak, że wielowarstwowość była świadomym wyborem. „To też jest ściana tekstu” mówił Jarmakowski. Rozbudowane kompozycje pozwoliły muzykom zostawić miejsce zarówno na improwizacje, jak i na dodatkowe emocje. Szczególnie ważną rolę odegrały tutaj gościnne występy Zuzanny Skolias- Pacuły oraz Elizy Kuźnik skrzypaczki, współpracującej z KSU. Dzięki nim album momentami odchodzi od rockowej surowości i wpada w lżejsze rejony.
Dylan dla tych, którzy już go nie słuchają
Najciekawsze w całym projekcie jest jednak to, że Sublokator nie próbuje przekonywać słuchaczy do samego Dylana. Wręcz przeciwnie. Muzycy żartowali w studiu, że „tak naprawdę nikt już nie słucha Boba Dylana”, choć chwilę później sami przyznawali, że jego teksty wciąż wracają i nie tracą aktualności. Być może właśnie dlatego postanowili stworzyć płytę, która nie będzie pomnikiem dla noblisty, ale współczesną reinterpretacją jego świata. Bez muzealnego podejścia i bez nabożności. Bardziej po krakowsku niż amerykańsku. Bardziej nerwowo i ciężko. A jednocześnie bardzo osobiście. „Część z tych tekstów pomaga poczuć się niesamotnie w przeciskaniu się przez melasę życia” mówił Marcin Rusek. I być może właśnie w tym tkwi największa siła albumu „Bob”. Nie w odtwarzaniu legendy, ale w udowodnieniu, że te piosenki nadal potrafią mówić o świecie, który wciąż pozostaje równie zagmatwany jak u Dylana dekady temu.