Zapis rozmowy Mariusza Bartkowicza z Barbarą Nowak, małopolską kurator oświaty.
Po wczorajszym fiasku rozmów ostatniej szansy między stroną rządową a związkowcami, rozpoczyna się bezterminowy strajk w oświacie. Dlaczego stronom nie udało się dojść do porozumienia?
- Nie jest tak, że to jest fiasko. Fiaskiem skończyło się niepodpisanie porozumień przez dwie centrale związkowe. Solidarność podpisała porozumienia. Są to porozumienia, które dotyczą wszystkich nauczycieli. Zwyżka finansowa dla nauczycieli jest faktem. Faktem są też postulaty, które zgłaszała Solidarność. To ważne dla nauczycieli, bo to zmniejsza biurokrację. Startując do rozmów Solidarność miała też postulaty, które miały poprawić komfort pracy nauczyciela. To ograniczenie całej biurokracji, która męczy nauczycieli. Teraz – niezależnie od podwyżki – zmiany będą dotyczyły skrócenia awansu zawodowego, powrotu do starej oceny pracy i wywalczony został sztywny dodatek za wychowawstwo w wysokości 300 złotych. Może być tylko więcej.
Jak pani wie, kością niezgody jest kwestia wysokości podwyżek. Rząd proponuje 5% podwyżki, którą nauczyciele dostali w styczniu i 9% od września. Tymczasem związkowcy, którzy do porozumienia nie przystąpili chcą w sumie 30% w tym roku.
- Od września prawie 10%. To jest podpisane. Związkowcy z ZNP i Forum uważają, że podwyżka ma być dużo większa. To co zostało teraz uzyskane jest jednak optymalne. Czas na rozmowy o podwyżkach i zmianach się dopiero zaczyna. Jesteśmy na początku drogi. Ważny dla mnie jest sygnał od rządu dla nauczycieli. Traktujemy was poważnie. Po raz pierwszy ktoś tak poważnie traktuje nauczycieli. Od 2012 roku – w czasie rządów PO-PSL – nie było żadnych podwyżek, nawet waloryzacji płac. To co się teraz zaczęło to wielkie osiągnięcie tego rządu i współpracy z nauczycielami.
Dlaczego nauczyciele zostali głusi na pani apel? Pisała pani w mediach społecznościowych, że „jako nauczycielka z 36-letnim stażem apeluję – negocjujmy, ale nie odchodźmy od uczniów”. Nauczyciele jednak zdecydowali się powstrzymać od pracy.
- To był mój apel, krzyk rozpaczy. Nauczyciele podejmują sami decyzje. Jako nauczycielka z 36-letnim stażem pracy nie wyobrażam sobie, że nauczyciel zostawia dziecko. Dzieci są przed egzaminami. One wiedzą, że będą pisały egzamin. Dzisiaj powinny być otoczone wyjątkową troską. Powinni powtarzać, przygotowywać się. Powinni wiedzieć, że wszystko jest w porządku. Dorośli powodują ich niepokój. To ból dla mnie. Odkąd jestem kuratorem, staram się dbać o bezpieczeństwo dziecka w każdym obszarze. Dzisiaj to się wali. Dzisiaj rodzice nie mogą wszędzie zaprowadzić dzieci do szkół.
Pani też przypominała przed rozpoczęciem strajku, że nawet jeśli do strajku dojdzie, nie jest to powód do zamknięcia szkół. Tymczasem w Krakowie na 426 placówek, 177 szkół zamknęło drzwi.
- Mam nadzieję, że będzie ich mniej po podpisaniu porozumienia przez Solidarność. Tak, było przyzwolenie ze strony pani dyrektor Wydziału Edukacji, żeby dyrektorzy szkoły zamykali. Ja, moi prawnicy i prawnicy MEN wyraźnie mówią, że to nie jest sytuacja, kiedy szkołę można zamknąć. Zamknąć ją można w razie nagłej awarii, zagrożenia żywiołowego. Nie w momencie, gdy jest planowana akcja strajkowa nauczycieli.
Chociaż do końca nie było wiadomo, czy do strajku dojdzie.
- Tak, ale dyrektor miał czas przygotować szkołę do sytuacji, sięgnąć po nauczycieli z Młodzieżowych Domów Kultury, z wyższych uczelni. Można zorganizować inne zajęcia.
Dyrektor Wydziału Edukacji Urzędu Miasta Krakowa Ewa Całus mówiła, że opieka nad dziećmi, których szkoły zostały zamknięte, spada na rodziców. „Uważamy, że to bezpieczniejsze niż przewożenie dzieci do innych placówek” - dodała. Nie przekonuje pani ten argument?
- Nie. To nieodpowiedzialne. Jeśli rodzice dostali na początku roku wykaz dni dodatkowych wolnych od zajęć w szkole, byli do tego przygotowani. To dla nich problem. Uczniowie mają dużo więcej wolnego niż rodzice. Nagle stawianie rodziców w sytuacji, że dzieci nie mają opieki nauczyciela, to dla nich wielki problem.
Co miał zrobić dyrektor, który nie miał wystarczającej liczby osób, które mogłyby zagwarantować bezpieczeństwo dzieciom?
- Na jakiej podstawie pan to mówi? Nie wiem o tym, żeby ktoś dyrektorom odmawiał pomocy. Byłam dyrektorem szkoły przez 19 lat. Nie wyobrażam sobie sytuacji, że ja zamykam szkołę. Dyrektor nie strajkuje. W każdej szkole są tacy nauczyciele, którzy nie strajkują. Jest szereg innych możliwości. Nie przypominam sobie, żeby ktoś do mnie przyszedł i poprosił o pomoc wizytatorów, przecież też nauczycieli. Sama bym poszła.
Czyli pani zdaniem artykuł 18 rozporządzenia ministra edukacji o bezpieczeństwie i higienie w publicznych i niepublicznych szkołach i placówkach, na który powołują się dyrektorzy, nie daje narzędzia prawnego, żeby szkołę zamknąć w czasie strajku?
- Oczywiście, że nie. W takiej sytuacji mamy dwie strony sporu – są nauczyciele i reszta społeczeństwa. Tak być nie może. Opieka nad dzieckiem to nasza wspólna troska – rodziców i nauczycieli. Nie ma dwóch zwalczających się stron. Naszym interesem wspólnym jest dobro dziecka.
Jest zagrożony przebieg egzaminów, gdyby strajk miał potrwać dłużej? Egzaminy gimnazjalne zaczynają się 10 kwietnia. Egzaminy ósmoklasisty startują 15 kwietnia.
- Dotyka pan traumatycznej sytuacji. Według mnie nie ma możliwości, żeby nauczyciele nie stanęli przy swoich uczniach przy ich bardzo ważnym egzaminie.
Nawet jeśli legalnie strajkują?
- Co znaczy legalnie strajkują? Nauczyciel jest odpowiedzialny za dziecko. Jestem przekonana, że on stanie przy dziecku w tym ważnym dniu. Oczywiście trzeba myśleć różnymi wariantami. Jestem po rozmowach z większością samorządów. Mam informacje od dyrektorów. Tam, gdzie się obawiają o obsady komisji, są osoby zgłoszone, żeby przyjść zamiast nauczycieli na mocy rozporządzenia pani minister. Każda osoba z kwalifikacjami pedagogicznymi może być członkiem komisji. Takie osoby się do nas zgłaszały. Te osoby są chętne do zasiadania w komisjach.
Deklaruje pani, że 10 kwietnia we wszystkich szkołach w Małopolsce będzie pełna obsada komisji? Gimnazjaliści rozpoczną egzaminy 10 kwietnia?
- Chciałabym powiedzieć tak zdecydowanie jak pan, ale zostawię margines niepewności. Zrobię wszystko, żeby w każdej szkole odbył się egzamin.
Strajk może wpłynąć na to, że dziecko, które miało do poprawienia ocenę z przedmiotu, może nie otrzymać promocji do następnej klasy z powodu przedłużającego się strajku?
- Wracam do tego jak ja oceniam nauczycieli i ich zadanie. Nie wyobrażam sobie, że działania dorosłych spowodują szkodę dla ucznia. Jak uczeń ma szansę na poprawę oceny, każdy nauczyciel da mu taką szansę. Obojętne co dorośli zamierzają, trzeba minimalizować straty jakie w wyniku działań dorosłych mają ponosić dzieci.
Jaki dalszy rozwój wypadków pani prognozuje? Z jednej strony jest pani nauczycielem, ale z drugiej urzędniczką reprezentującą rację rządu.
- Trudno powiedzieć. Wróżką nie jestem. Chciałabym zaapelować. Rozmawiajmy, negocjujmy. Nie odchodźmy od dziecka. Nie traćmy autorytetu jako nauczyciele. Jesteśmy na początku rozmów co do tego jak ma szkoła wyglądać. Solidarność podpisując układy nie podpisała nowej umowy społecznej. To co przyniosła pani premier, może być to pomysł wyjściowy do rozmów, ale tylko tyle. Profesjonaliści mają swój własny pomysł. Jak mamy mówić o nowoczesnej szkole, która spełnia oczekiwania rodziców i daje dobre podstawy nauki, czas zacząć te rozmowy i rozpocząć pochylenie się nad każdym dzieckiem.