Zapis rozmowy Mariusza Bartkowicza z posłanką PiS, Barbarą Bubulą.
Dzisiaj trzeci dzień strajku szkolnego, ale też początek egzaminów gimnazjalnych. Jest pani spokojna, że wszystkim uczniom uda się egzamin napisać? Były co do tego wątpliwości.
- Były wątpliwości. Na szczęście zostały rozwiane. W całym tym zamieszaniu żal mi było uczniów i rodziców. Stres egzaminacyjny jest wielki. To pierwszy taki większy egzamin w życiu szkolnym. Do tego dołożyła się niepewność czy egzamin się odbędzie. Do tego pojawiły się ze strony ZNP groźby, że będą się starali unieważnić ten egzamin, jeśli on się odbędzie. Chyba poszli po rozum do głowy i teraz wszystkie strony twierdzą, że egzamin zostanie przeprowadzony i będzie on ważny. Dobrze, że tak się to skończyło.
Małopolska kurator oświaty Barbara Nowak uspokajała, że nie powinno nigdzie zabraknąć osób do przeprowadzenia egzaminów. Nie obawia się pani jednak, że próby podważania wyników egzaminów w niektórych szkołach mogą się wydarzyć? Rzecznik Praw Obywatelskich Adam Bodnar zwraca uwagę, że rozporządzenie, które wprowadza zmiany w przeprowadzaniu egzaminów pozwala, żeby przy egzaminach były osoby spoza szkoły. Jego zdaniem może to być niezgodne z prawem. Chodzi o kwestię zatrudnienia osób bez badań lekarskich, zaświadczenia o niekaralności i bez sprawdzenia, że osoba nie widnieje w rejestrze osób skazanych za przestępstwa seksualne.
- Myślę, że pan rzecznik stał się stroną w tym sporze, nie obrońcą praw obywatelskich. To widać po stronie kuratoriów, ministerstwa i wielu nauczycieli, którzy chcieli pomóc przy egzaminach. Teraz podważanie od strony prawnej tego rozwiązania przez pana Bodnara jest sprzeczne ze zdrowym rozsądkiem i tym, żeby uspokoić sytuację. Doceńmy wysiłek tych, którzy chcą, żeby egzamin przebiegł bez zakłóceń.
Wiele osób miało nadzieję, że wczoraj dojdzie do porozumienia. Odbyło się spotkanie w Centrum Dialogu, o które poprosiła premier Beata Szydło. Strony rozeszły się bez niczego. Sławomir Witkowicz z Forum Związków Zawodowych powiedział wręcz, że spotkanie to była strata czasu, bo nic nowego ni zostało zaproponowane.
- Muszę się nie zgodzić. Zostało zaproponowane skrócenie terminu dojścia do tych hojnych wynagrodzeń. To miało być w 2023 roku, rząd zaproponował skrócenie nawet do 2021 roku. Według tej nowej propozycji, przy nieznacznym podwyższeniu pensum, nauczyciele z największymi kwalifikacjami mogliby zarabiać nawet 8000 brutto. Pan premier zaproponował, żeby po świętach, po egzaminach odbył się okrągły stół oświatowy z udziałem także rodziców. To racjonalne rozwiązanie. Chcemy, żeby nauczyciele więcej zarabiali, ale nie można traktować budżetu jako worka bez dna. Oczekiwanie, żeby były wyższe płace, ale połączone z wyższymi kwalifikacjami i odpowiednią motywacją do pracy jest ze strony wszystkich, nie tylko tych, którzy pracują w szkole, ale też tych, którzy z niepokojem obserwują poziom oświaty w Polsce.
Ta propozycja okrągłego stołu, żeby ogólnonarodowa debata o systemie oświaty zaczęła się zaraz po świętach oznacza, że rząd stracił nadzieję, że ten protest uda się na dniach powstrzymać? Ten strajk potrwa dłużej?
- Premier wczoraj w dobrym wywiadzie w TVP wyraźnie powiedział, że obserwował postawę ZNP, że od końca lutego, kiedy rząd kładł na stół nowe propozycje, była eskalacja żądań. Strajk części upolitycznionych środowisk ZNP jest strajkiem przeciwko PiS, przeciwko rządowi. Wiele wpisów na Facebooku świadczyło o tym. Sama to czytałam ze strony nauczycieli renomowanych szkół. To przykre. Jest to pewnego rodzaju złą zapowiedzią. Jestem jednak optymistką. Większość nauczycieli chce poprawy warunków płacowych, ale też uspokojenia sytuacji. Nie jest dobrze, kiedy uczniowie są za PiS lub PO. To nie jest dobra atmosfera.
Widziała pani komentarz Sławomira Broniarza do propozycji premiera Morawieckiego. „Propozycja premiera to typowa gra na zwłokę. Problem mamy tu i teraz, ale i tak cieszy mnie, że premier nie wybrał świąt Bożego Narodzenia” - pisał na Twitterze Broniarz.
- Skala i rozmiar podwyżek, które zaproponował PiS w latach poprzednich i w tym roku, w którym skumulowana podwyżka będzie wynosiła ponad 15% świadczy o tym, że po stronie rządu PiS jest dobra wola, żeby jakość płac i poziom szkół podnosić. Po drugiej stronie widzimy sposób działania, który spotyka się ze społeczną dezaprobatą. Terminy strajku i sposób jego przeprowadzenia budzą zastrzeżenia rodziców. Byłam świadkiem jak wiele dzieci na tych strajkowych wagarach włóczyło się po mieście. To musi powodować niepokój. To nie jest forma, która powinna być stosowana w cywilizowanym kraju.
Dzisiaj sesja Rady Miasta Krakowa. Część radnych chce uchwałą kierunkową skłonić prezydenta, żeby ten nie zabierał nauczycielom pieniędzy za czas strajku. To jest możliwe? Prezydent Majchrowski w ubiegłym tygodniu był wobec tej idei sceptyczny.
- To co oświadczyły RIO i ministerstwo finansów jest jednoznaczne. Świadczenia socjalne i ubezpieczenie tak, ale wynagrodzenie za pracę w czasie strajku - nie. Sprawa jest przesądzona. To czy strajk będzie się przeciągał i jakie formy przyjmie, to inna kwestia. Pewnie będzie to łagodzone. Po stronie rządowej jest wola porozumienia, podniesienia znacznego płac. Mam nadzieję, że wielu najlepszych pedagogów wróci do zawodu. Oni często odchodzili ze względu na poziom wynagrodzenia.
Dzisiaj nadzwyczajny szczyt UE dotyczący Brexitu. Jeśli nie dojdzie do porozumienia, Brexit bez umowy odbędzie się 12 kwietnia. Brytyjczycy proszą Unię, żeby przesunąć termin rozwodu do 30 czerwca. Lepiej do 30 czerwca, czy - jak słychać głosy w UE - nawet do końca roku, żeby co miesiąc czy dwa takimi prośbami o przesunięcie terminu Unia nie była wstrząsana?
- To rozwiązanie rozsądne, żeby doprowadzić do jakiegokolwiek porozumienia w przypadku wyjścia Wielkiej Brytanii ze względu na Polaków tam pracujących i Polaków którzy mają tam firmy. Nasze kontakty z Wielką Brytanią są liczne państwowe i gospodarcze. Sądzę, że podejście, żeby doprowadzić do cywilizowanego Brexitu jest rozsądne. Z punktu widzenia Polski to jedyne możliwe rozwiązanie. Kibicuję porozumieniu, żeby można było powiedzieć, że Brexit tak, ale na zasadach, które będą korzystne dla mieszkających tam Polaków.
Dzisiaj mija 9 lat od katastrofy smoleńskiej. Uczestniczy pani w obchodach w Warszawie. Z jakimi emocjami po 9 latach?
- To ciągle żywe. Dla każdego kto stracił tam osoby bliskie, to przeżycie, które zawsze się będzie w rocznice odnawiało. Ja szczególnie wspominam Olę Natalli-Świat. Brakuje mi jej do dzisiaj. Jestem cały czas z myślą o niej. Osoby, które tam zginęły były ciepłe i kompetentne. Również fakt niewyjaśnienia tej katastrofy jest bolesny dla państwa. Pamięć o prezydencie Lechu Kaczyńskim i innych ofiarach często jest dezawuowana, pomniki są bezczeszczone. To szczególnie bolesne. Wspominajmy atmosferę jedności, która miała miejsce w Warszawie i innych miastach. Może wróćmy do tego przynajmniej w rocznicę tej tragedii.
Na ten znak zapytania wokół okoliczności katastrofy jesteśmy skazani? Widzi pani perspektywę na powrót wraku samolotu do Polski?
- To postawa po stronie Rosji, która świadczy o wrogości, próbie zakamuflowania różnych okoliczności. To razi. Wyjaśnianie tej katastrofy jest inne niż innych katastrof lotniczych na świecie. Zawsze drobiazgowo bada się szczątki samolotów. Tutaj tego nie można zrobić do tej pory. Zawsze pozostanie wątpliwość co do tego, czy części zostaną nam zwrócone.