Zapis rozmowy Jacka Bańki z posłem Koalicji Obywatelskiej, Aleksandrem Miszalskim.
Wczoraj prezydent Krakowa podpisał umowę z Ministerstwem Sportu na dofinansowanie inwestycji sportowych związanych z Igrzyskami Europejskimi. Tydzień temu podobną umowę podpisał z Ministerstwem Infrastruktury. Jest pan spokojny o tę imprezę?
- Nie. Jestem mocno sceptyczny. Widzimy, co się dzieje za naszą wschodnią granicą. Zgrzyta mi to. To nie jest najlepszy moment, żeby angażować się w Igrzyska. Codziennie giną ludzi, widzimy te obrazki. Zgrzyta to. Wiem, że za rok może być inaczej, ale nie wiemy tego. Wojna będzie trwała? Co będzie z uchodźcami? Jakie będą potrzeby samorządu, Krakowa? Nie ma ważniejszych spraw? Za Igrzyskami idą inwestycje. To ważne. Jednak Kraków mocno pomaga, jest na pierwszej linii frontu. Środki powinny tu trafić tak czy inaczej. Wykluczymy sportowców z Białorusi, Rosji i innych krajów, które pomagają Rosji? Może sportowców z Węgier? Czy będziemy ich tu przyjmować? Ogień z Mińska tu przyjedzie? To będzie dobre?
W umowie host city ma być klauzula, że w wypadku eskalacji wojny lub kryzysu humanitarnego, będzie można się bezkosztowo wycofać z imprezy, lub ją przesunąć. To zapis konieczny?
- Oczywiście. Eskalacja? Jak dziś byśmy się czuli dobrze, jakby sportowcy z Białorusi wbiegali na stadion Wisły? Jak wojna będzie w tym stadium, w który jest teraz, będziemy tu oglądać sport? Nie wiem...
Co by pan zrobił na miejscu prezydenta Krakowa, który w ostatnim tygodniu kwietnia ma podpisać umowę host city?
- Od dawna apelowaliśmy, żeby się z tego wycofać. Jest szereg argumentów. Są pieniądze. To ważne. Można je tak czy inaczej zyskać z powodu przyjmowania uchodźców. Jest wojna, z takiej imprezy powinniśmy zrezygnować.
W ocenie prezydenta Igrzyska pomogą branży gastronomicznej, hotelarskiej wyjść z kryzysu po Covid i wojnie w Ukrianie.
- Jestem z branży. Wiem, jak imprezy sportowe wpływają na wyniki. Przez kilka dni ludzie przyjadą, jest poprawa, ale to impreza takiej rangi, że tłumów nie będzie. Nawet mistrzostwa Europy to kibice, którzy przyjeżdżają na jeden mecz. Nie są to kokosy dla branży. Mądra polityka na co dzień jest dużo ważniejsza niż jedna impreza. Nie deprecjonuję tego w całości, jakiś zastrzyk bowiem jest.
Według wiceministra sportu i turystyki przez wojnę około 30-40% rezerwacji w Polsce zostało odwołanych. Tak też wynika z pana doświadczeń?
- Tak. Jest wiele odwołań imprez turystycznych, zwykle grup. Indywidualni klienci w części odwołują, część przyjeżdża. Przy grupie wystarczy część osób niechętnych i cała grupa spada. Tych anulacji była masa.
Zmienić to może zmiana zachowań konsumenckich? To decyzje podejmowane w ostatniej chwili.
- To się cały czas zmienia. Od Covidu ten „booking window” skrócił się. Turyści decydują z dnia na dzień. Jednak nieco się to okno wydłuża teraz. Może ze względu na osłabienie wirusa.
Europę stać dziś na odejście od rosyjskich węglowodorów?
- Nie stać nas na nieodejście. Musi nas być stać. To są konsekwencje, który poniesie każdy z nas. Stać nas na to, żeby Ukraina przegrała wojnę? Nie. Sankcje? Tak i to drastyczne. Dziwię się, że tyle to trwa. Europa nie jest bez winy. Pewne sankcje mogły być szybciej. U nas też. 40 dni mówimy o zmianie konstytucji, a wystarczy ustawa, żeby mrozić majątki oligarchów. Europa pomroziła jachty, domy, udziały. U nas to trwało. Dobrze jednak, że to idzie. Węgiel to za mało. Rosja żyje ropą i gazem jednak. Po wybuchu wojny Orlen zamówił ropę, węgiel z Rosji też wjeżdżał do nas. Dobry jest jednak kierunek.
Mamy też zapowiedź odejścia od surowców z Rosji do końca roku w Polsce. Są też przykłady niemiecki i węgierski.
- Jest skandaliczna postawa Orbana. To przyjaciel Putina, nie nasz. Jakby był naszym przyjacielem, wspierałby naszą politykę. Niemcy? Nie wszystkie decyzje mi się podobają, ale sukcesywnie Ursula von der Leyen ogłasza kolejne kroki. To stanowisko ewoluuje. Nie słuchano nas wcześniej, ale dobrze, że jest refleksja. Oby przyszła u premiera Orbana. Premier Morawiecki słusznie krytykuje Francuzów za politykę prorosyjską, ale wspiera Marine Le Pen. Gdzie tu jest logika? Nie dostrzegam. Sankcje tak. Nie powinniśmy też sprzedawać Lotosu Węgrom. Wymagam logiki od rządzących.
Jak pan ocenia piąty pakiet sankcji wobec tego, co robią rosyjscy żołnierze?
- Ten pakiet sankcji jest duży. Chciałoby się jednak więcej. Jakby te wszystkie sankcje były miesiąc temu, może do pewnych zbrodni by nie doszło. Konsekwencje byłyby w każdym razie. Krok dobry, ale chcemy więcej. Więcej dostaw broni na Ukrainę, sankcje na ropę. U nas te sankcje też by mogły być szybsze, jakby rządzący od lat nas słuchali. Wpływy z emisji powinny być na transformację energetyczną. Do tego ustawa wiatrakowa, fotowoltaika blokowana. Bylibyśmy niezależni energetycznie. Mówiliśmy o tym, rządzący nie słuchali.
Koalicja Obywatelska zagłosuje za projektem prezydenta ws. Izby Dyscyplinarnej, jeśli będzie pewność, że te rozwiązania odblokują pieniądze na KPO?
- Tej pewności nie ma. Jest raczej pewność, że ta ustawa – choć najdalej idąca – nie jest wystarczająca. Tak mówi Komisja Europejska. Zmiana nazwy Izby Dyscyplinarnej bez odpolitycznienia KRS, sądu, bez cofnięcia zmian… To nic nie załatwia. Nie chodzi o nazwę, ale o niezależność sądownictwa. Polacy i członkowie UE muszą być chronieni przez sądy. Sądy muszą być niezależne od władzy. W Ukrainie ludzie giną, żeby być częścią świata wartości, jak wolność, praworządność. U nas się zastanawiają, czy sądy mogą być niezależne od władzy. To absurdalne.
Czyli za projektem w tym kształcie KO nie zagłosuje?
- Nie chodzi o stwarzanie pozorów, ale o przywrócenie niezawisłości sądów w Polsce.