Zapis rozmowy Jacka Bańki z posłanką PiS, Anną Paluch.
Przedstawiciele Kukiz'15 chcą ogólnopolskiej komisji ds. reprywatyzacji. Pani poparłaby taki projekt?
- Trzeba wyjaśnić wszystkie kwestie wiążące się z tym skandalem. Wielość spraw, które tam narosły to rzecz oburzająca. To 10 lat tego procederu, w którym musiały brać udział wszystkie elity. Są astronomiczne koszty. Słychać, że to nawet 2-4 miliardy strat. Trzeba pozwolić działać organom państwa. Dochodzenie prowadzi prokuratura i CBA, które w końcu robi co do niego należy. Jak te organy zinwentaryzują wszystkie nieprawidłowości to możemy się zastanawiać co dalej.
Wtedy się zastanowimy też nad innymi miastami? Przedstawiciele stowarzyszenia „Miasto jest nasze” mówią, że mamy jeszcze Poznań, Łódź, Kraków, Wrocław.
- Słychać o Krakowie. To co wychodzi z Warszawy to jest zmowa elit. Te historie pani prezydent to bajki z mchu i paproci. Dziwię się, że osoba, która jest szefem katedry prawa gospodarczego UW utrzymuje, że nie wie co robią jej dyrektorzy, że nie ponosi odpowiedzialności za ich prace. Z ustawy wynika co innego. Pani Gronkiewicz miała pod sobą przez kilka lat biuro gospodarki nieruchomościami. To skandal. Mecenas odzyskał w wyniku tej wadliwej procedury działkę wartą około 160 milionów i jego żona pracuje w biurze gospodarki nieruchomościami. Nie ma możliwości, żeby nikt o tym nie widział. Skandal. O innych miastach też słychać.
Posłanka Ścigaj z Kukiz'15 przypomina o 600 kamienicach zwróconych w Krakowie od lat 90. Połowa nieruchomości zwróconych w Warszawie była za czasów Hanny Gronkiewicz-Waltz.
- To nasilony proceder. Pramatką afery jest kwestia dotyczącą nienależnego zwrotu kamienicy przy ulicy Nowakowskiego 16, której beneficjentem była rodzina Hanny Gronkiewicz-Waltz. To rzuca światło na te elity. Zawiera się interesy ze szmalcownikami. Taki był efekt. Stąd ten spadek się w jej rodzinie wziął.
Muszę zapytać o ustawę reprywatyzacyjną. Skuteczność tego rządu znamy. W ciągu wieczora można przeprocedować projekt ustawy. Dlaczego rząd tego tu nie zrobi?
- Rządzimy od listopada. Polacy widzą, że bierzemy się za realizację obietnic. Obiecaliśmy wsparcie dla rodzin. To jest. Od 1 września weszły leki dla seniorów. Do tego podatek handlowy, który do końca roku da 1,5 miliarda do budżetu. Nasz rząd ciężko pracuje. Nasz klub pracuje. Spokojnie realizujemy obietnice. O reprywatyzacji w kampanii nie było mowy, ale sprawą trzeba się zająć. Trzeba to najpierw zinwentaryzować. Postępowanie prokuratury pokaże mechanizmy. Odpowiedzią na to będzie ustawa. Poczekajmy. Nie sztuka biegać z taczkami tak szybko, żeby nie było czasu ich załadować.
Na razie wygląda na to, że chodzi o głowę Hanny Gronkiewicz-Waltz a nie o wyjaśnienie tego, co działo się od lat 90.
- Nie zgadzam się. Nie chodzi o głowę Hanny Gronkiewicz-Waltz. Od 10 lat ona rządzi. Cała sprawa została opisana 2 lata temu przed wyborami samorządowymi. Kto ma uszy, niechaj słucha. Wszystko było wiadomo. Sprawę opisały gazety i portale. To nie novum. Nikt nie poluje na głowę pani prezydent. Jednak jak pani, która jest profesorem prawa, od 10 lat rządzi w Warszawie mówi, że to nie jej wina to ogarnia nas pusty śmiech. To ma też otoczkę przestępczą. Jest sprawa śmierci śp. Jolanty Brzeskiej, której spalone ciało znaleziono w lesie. To jest proceder wyrzucania lokatorów z kamienic. To wielki obszar patologii, który trzeba wyjaśnić. Pani Gronkiewicz to sprawa wtórna. Wszystko ma być w zgodzie z prawem.
Dzisiaj przedstawiciele Solidarności złożą obywatelski projekt ustawy o ograniczeniu handlu w niedziele. Pani zagłosuje za takimi rozwiązaniami?
- Ja składaniem się ku temu. Projekt trzeba obejrzeć. Wiem, że chodzi o wolne niedziele. W Niemczech wszystkie niedziele są wolne i świat się nie wali. Jak nie będzie sklepów w niedziele to ludzie zrobią zakupy w sobotę. To ciężka praca, wynagrodzenia są słabe. Warto się postarać, żeby oni żyli jak ludzie. Potrzebna jest jednak analiza. Każde słowo się liczy w ustawie. Ja jestem przyjaźnie do tego nastawiona.
Polska Organizacja Handlu i Dystrybucji ocenia, że w ten sposób pracę może stracić do 35 tysięcy osób.
- Nie wierzę w to. To strachy na lachy. Były historie przy podatku od supermarketów, że sieci się wyniosą. Pusty śmiech mnie ogarnia. To duży rynek. Okazało się, że żadne zagrożenia nie mają miejsca. Te strachy też taki charakter mają.
Nie boi się pani, że ludzie, którzy przyjeżdżają na weekend na Podhale, zastaną zamknięte sklepy? W gospodarstwach agroturystycznych trudno będzie coś przygotować. Oni wybiorą restaurację?
- W gospodarstwach wykorzystują gospodarze własne produkty.
Zostaną restauracje?
- Małe sklepy nie umarły. Nikt nie broni właścicielowi stanąć za ladą. Pracodawca nie może zmuszać jednak pracownika do pracy w każdą niedzielę.
Podobne rozwiązanie chciały wprowadzić Węgry, ale tamtejszy rząd się wycofał pod naciskiem opinii publicznej. Nie boi się pani, że trzeba się będzie wycofać rakiem z tych pomysłów?
- Pokazały te miesiące ostatnie, że nasze rozwiązania przeprowadzamy w spokoju i słuchając ludzi. Przy podatku od supermarketów pierwszy nasz pomysł wywołał protest. Trzeba było zmienić i zmieniliśmy. Słuchamy głosu ludzi. Nie zamykamy się. Wszystko zostanie rozważone.
Może takie rozwiązanie: wyłączenia dla takich miasta jak Zakopane czy Kraków, gdzie w weekendy jest masa turystów?
- Być może. Trudno przesądzać. Miejscem rodzenia się takich rozwiązań jest parlament. Będziemy debatować i słuchać głosów. Wybierzemy najlepsze rozwiązanie, żeby zrównoważyć społeczne aspekty.
Przedstawiciele PiS przed wyborami zapowiadali renacjonalizację majątki PKL a na razie nic...
- Jak mówią nasi przyjaciele zza Buga - tisze jediesz dalsze budiesz. 9 lat się rosyjskiego uczyłam, rzadko kiedy mogę mówić, ale tu to przysłowie się przydaje. Minister infrastruktury prowadzi swoje działania. Trudno robić hałas. Spokojnie, wszystko trwa. Minister Adamczyk powiedział, że zbada procedurę pod kątem legalności. Ostatni rząd prowadził całą procedurę w sposób nieprzejrzysty. Obrady były tajne. Trzeba to zbadać.
Podziela pani zdanie, że obecność obcego kapitału na granicy ze Słowacją może być zagrożeniem dla naszego kraju?
- Chodzi o kolejkę?
Tak.
- Kolejka na Kasprowy to rodowe srebra. To efekt świadomej i mądrej polityki rządu RP z czasów II RP. Były rekordy w realizacji tej inwestycji. To było rozsądne. Istotne jest, żeby na najwyższym poziomie były usługi w dziedzinie komunikacji kolejkami linowymi. Jakby to był publiczny właściciel to byłoby dobrze. Całe Podhale musi mieć z tego pożytek.