Kilka dni temu rząd przyjął projekt przewidujący, że za użycie określenia "polskie obozy śmierci" będzie grozić do trzech lat więzienia. "To tylko jeden z kilku elementów, ważne również, by IPN edukował i odkłamywał tego typu sformułowania" - mówił poseł Mularczyk w porannej rozmowie Radia Kraków.
Zapis rozmowy Jacka Bańki z posłem PiS, Arkadiuszem Mularczykiem.
Minister finansów zaprojektował budżet na rok 2017 z dziurą sięgającą 60 miliardów. To o 5 miliardów więcej niż rok wcześniej. Tak donosi Puls Biznesu. Program 500+ także spowodował większą dziurę?
- Trudno ocenić. Ten program jest od niedawna. Na to składa się więcej elementów. Wzrost gospodarczy był ciut niższy, wpływy z podatku bankowego też były niższe niż planowano. Spokojnie. To pierwszy rok. Trzeba to dopracować. Duży nacisk rząd postawił na ściągalność VAT. Tam dochodziło do wielu przestępstw. Dajmy czas rządowi. To się zrównoważy.
Ten czas to także obniżenie wieku emerytalnego. Finanse publiczne to odczują.
- To była jedna z obietnic prezydenta i rządu. W najbliższych miesiącach ta sprawa zostanie przeprowadzona. Trzeba oceniać całokształt sytuacji gospodarczej i wyciągać wnioski. Budżet musi być tak konstruowany, żeby wpływy były jak największe.
Jak pan przyjął słowa europosła Ujazdowskiego, że wszczęcie postępowania przez prokuraturę ws. sędziego Rzeplińskiego to błąd? Kazimierz Ujazdowski pisał, że szacunek do instytucji i interes publiczny wymaga wycofania się z tej decyzji.
- Nie zgadzam się z takimi słowami. Od wielu miesięcy trzech sędziów nie jest dopuszczonych do orzekania. Nie wiadomo dlaczego. Mamy kuriozalną sytuację. Trzech sędziów TK pobiera ogromne wynagrodzenie i nie świadczą pracy, bo prezes ich nie dopuszcza. To zdumiewające. Dobrze, że prokuratura się temu przygląda. Prezes Rzepliński ma immunitet. Koledzy z TK pewnie nie pozwolą na postępowanie karne, ale sprawa jest bulwersująca. Sygnał musi iść do ludzi. Takie działania nie są akceptowane. To narusza prawo.
A sygnał, który podnosi opozycja, że to jest przykład ręcznego sterowania wymiarem sprawiedliwości?
- Ręczne sterowanie to jest wtedy, jak jest trzech sędziów niedopuszczonych do orzekania. Jak to nazwać? Jak liczyć kadencję sędziów? Od momentu dopuszczenia do orzekania? Nie może tak być. Grupa osób stawia się ponad Sejmem, rządem, państwem i kieruje się swoimi normami, które nijak się mają do praktyki.
Marszałek Karczewski niedawno mówił, że po wakacjach ruszą prace nad nową ustawą o TK. Jakie powinny być te najważniejsze zapisy?
- Zapisy powinny być, takie jakie wymyśli prezes Rzepliński. Żartuję. Historia TK wiąże się z taką koncepcją, że zgodne z konstytucją będą przepisy, które napisze prezes Rzepliński. Odeszliśmy od sporu prawnego. To polityka. Sędziowie TK są politykami, którzy bronią interesu poprzedniej opcji. Ludzie to widzą.
W tym projekcie powinny się znaleźć zapisy o tym, że prezes TK nie może nie dopuszczać do orzekania? Będzie mowa o zmniejszeniu uposażenia sędziów w stanie spoczynku?
- To sytuacja, która musi zdumiewać. Po 9 latach orzekania sędziowie pobierają pensję do końca życia. To nie ma miejsca w innych zawodach. Sytuacja kiedy prezes TK w sposób uznaniowy nie dopuszcza sędziów, musi być unormowana. Inaczej są działania odwetowe.
Teraz karanie za „polskie obozy zagłady”. Ta ustawa ma mieć wymiar medialny czy faktycznie będziemy ludzi ścigać?
- Ta sprawa jest poważna. Dostrzegamy absurd sytuacji, kiedy kraj odpowiedzialny za wojnę, zwalnia się z odpowiedzialności. Mówi się o nazistach i hitlerowcach, którzy mordowali na ziemiach polskich. Nie mówi się o Niemcach. Nawet prezydent USA tak kiedyś powiedział. Część wypowiedzi wynika z głupoty. Może to być też wynik polityki. Nie mam złudzeń, że wprowadzenie odpowiedzialności karnej wyeliminuje ze światowych mediów takie sformułowania. Jednak może wszczęcie kilku postępowań spowoduje, że reszta usłyszy i zrozumie. Na pewno to jeden z elementów nacisku. IPN musi działać edukacyjnie i promować historię. Trzeba odkłamywać te sformułowania.
Czyli chodzi o wymiar medialny. Tak mówili w Radiu Kraków przedstawiciele krakowskiego IPN. Zrobi się dużo szumu i o to chodzi?
- Tak sądzę, że to będzie efekt. Jak dziennikarz z USA będzie miał postępowanie karne, to napiszą o tym światowe media. To będzie walor edukacyjny dla innych.
Przed wyborami mówił pan dużo o potrzebie zmiany w systemie ratownictwa medycznego. Nic się nie zmieniło. Zmiany są potrzebne?
- O tę sprawę pana wojewodę pytaliśmy przed ŚDM. Wojewoda obiecał, że po Dniach do sprawy wróci. Wczoraj w Łososinie Dolnej był wojewoda. Zapytałem o to. Padła deklaracja, że są podejmowane prace w Urzędzie. Ich celem będzie korekta systemu i powrót do dyspozytorni w Nowym Sączu. Nie chcę jednak naciskać. Tu chodzi o sprawę życia. Chodzi o to, żeby to było zrobione profesjonalnie i spokojnie. Chodzi o pomoc dla ludzi chorych. Taka deklaracja wczoraj padła. Wojewoda podjął prace w kierunku korekty systemu. W jakiejś perspektywie dojdzie do tej korekty.
Władze Krynicy też mówią o potrzebie drugiej karetki po godzinie 23.00. Potrzebna jest ta zmiana?
- Na pewno. Wczoraj wojewoda powiedział, że przekazał kolejną karetkę na Sądecczyznę. W naszym okręgu jest dużo turystów. Pomoc medyczna musi być profesjonalna i szybka. Nie można pozwolić sobie na pomyłki.
Potrzebna jest interwencja ws. sądeckich sadowników? Było spotkanie z parlamentarzystami. Sadownicy chcą interwencji.
- Sytuacja jest niepokojąca. Koszty wytworzenia kilograma jabłek czy porzeczek są wyższe niż koszty sprzedaży. Rolnicy i sadownicy nie mogą się utrzymać ze sprzedaży. Chodzi o rosyjskie embargo. Staraliśmy przekazać się te informacje przedstawicielom ministerstwa rolnictwa. Muszą być podjęte działania, żeby wyrównać szanse na rynkach. Jest kilka działań, które chcemy podjąć. Nie powinno być tak jak w końcówce rządów PO. Wtedy państwo podjęło się skupu jabłek i one były kierowane na Sądecczyznę. To kuriozalne. Dzieci z Łącka przynosiły do domu jabłka z Mazowsza. Podejmujemy działania.