Komu się nie zdarzyło rano stać nad swoimi pięcioma kubłami z pustym kartonem po mleku i z miną, jakbyśmy rozwiązywali równanie różniczkowe? Czy to jest jeszcze papier, czy jakiś zabrudzony tłuszczem plastik? Gdybyśmy do tej układanki dołożyli kolejne sześć wiader, to w krakowskich mikroapartamentach jedynym wolnym miejscem na spanie byłby pewnie sufit. Spokojnie jednak, ta wizja jedenastu koszy to internetowy, śmieciowy absurd.
Skąd ten szum? To klasyczny mechanizm dezinformacji. Bierzesz nudny dwustustronicowy raport, wycinasz z niego jeden wniosek bez kontekstu i wrzucasz do sieci z nagłówkiem - "skandal".
Unijni eksperci faktycznie wyliczyli, że nasze śmieci dzielą się na 11 kategorii. Od szkła przez metale, aż po tekstylia czy ceramikę. Ktoś to przeczytał, nie zrozumiał i narobił paniki, że każda z tych jedenastu kategorii musi mieć osobne wiadro.
Rzeczywistość? Unia nie chce nam dokładać kubłów, tylko ułatwić życie naklejkami. W sierpniu tego roku wchodzi rozporządzenie, które kończy erę zgadywania. Na każdym opakowaniu będzie prosty piktogram, mały znaczek. Dokładnie taki sam znaczek będzie na koszu. Widzisz trójkącik na pudełku, wrzucasz do kubła z trójkącikiem. Prosto, czytelnie i bez zastanawiania się, czy ten korek to drewno, czy już jakiś odpad niebezpieczny.
Co najważniejsze, na jednym koszu może być kilka takich naklejek. Więc nasz stary, dobry, żółty pojemnik na metale i tworzywa sztuczne po prostu dostanie kilka nowych symboli. Dalej pozostanie jednak jedynym, żółtym pojemnikiem.
Podsumowując, pod zlewem obędzie się bez zmian. Za to na opakowaniach w końcu będzie instrukcja, której nie da się pomylić. Tego fejka o jedenastu kubłach, bez żadnych wyrzutów sumienia, wyrzucamy prosto do kosza na zmieszane.