- Wspieraliśmy rękodzielników w staraniu o uznanie plecionkarstwa za wyjątkowe i udało się. Jest kilku czynnych koszykarzy, robiących koszyki na bieżące zapotrzebowanie. To jednak nie są ilości jak po wojnie. Wtedy robiło się to setkami. Teraz to niszowe. Na szczęście jest do czego wrócić - zaznacza Bogdan Krok. "Wszyscy to robili. Co chałupa to było koszykarstwo. Przechodziło to od dziadków na potomstwo. Uczyli się jeden od drugiego" - dodaje Andrzej Olechny, który złożył wniosek o wpis plecionkarstwa.
Koszykarstwo było szczególnie popularne we wsi Zborowice. Rękodzielnicy nad rzeką Białą ścinali jednoroczne pędy wierzby. Następnie moczyli wiklinę, aby była bardziej elastyczna. Powstawały tam kosze wikowe, kosołki i półkoszki. Najpopularniejsza technika to "przed jeden, za jeden". Obecnie pozostało już tylko kilku aktywnych twórców, w tym Andrzej Olechny.
W Ciężkowicach w latach 1950-1997 działała Koszykarska Spółdzielnia Pracy "Grunwald". Należało do niej kilkadziesiąt osób trudniących się tradycyjnymi wyrobami wiklinowymi.