Bp Jeż, w pierwszym takim procesie w Polsce, jest oskarżony o to, że zbyt późno powiadomił organy ścigania o sprawach dwóch podległych mu księży. Chodzi m.in. o Stanisława P., który miał skrzywdzić kilkudziesięciu chłopców w kilku parafiach, do których był przenoszony. Z kapłaństwa został wydalony dopiero kilka lat temu.
Stanisław P. przyszedł dziś do tarnowskiego sądu jako świadek w procesie biskupa, jednak gdy dziennikarze chcieli z nim porozmawiać, zgłosił, że źle się czuje. Wezwano pogotowie, a jego przesłuchanie nie doszło do skutku.
Zeznania byłego kanclerza kurii
Przed sądem swoje wyjaśnienia składał natomiast inny świadek – ks. Adam Nita, który do 2014 roku był kanclerzem tarnowskiej kurii. To on otrzymał zgłoszenie od jednego z mężczyzn pokrzywdzonych przez ks. Stanisława P.
Po tym jak otrzymaliśmy tę informacje, ksiądz Stanisław został zawieszony w obowiązkach duszpasterskich, został odwołany z parafii. Dochodzenie wstępne wskazało, że jest duże prawdopodobieństwo, że rzeczywiście do takiego czynu doszło i sprawa została skierowana też do Stolicy Apostolskiej z pytaniem, co mamy dalej robić. Było polecenie, aby prowadzić proces karno-administracyjny
Wątek konsultowania spraw związanych z pedofilią z Watykanem pojawiał się także w wyjaśnieniach składanych przez samego oskarżonego biskupa tarnowskiego Andrzeja Jeża. Hierarcha jest oskarżony, ponieważ po zmianie prawa w 2017 roku każda osoba posiadająca wiedzę o nadużyciach seksualnych wobec małoletnich ma obowiązek zgłosić je organom ścigania. Tarnowska kuria zrobiła to dopiero w 2020 roku. Biskup Jeż tłumaczył to m.in. oczekiwaniem na wskazania Watykanu.
Stało się to także niedługo po tym, jak w 2020 roku ks. Tadeusz Isakowicz-Zaleski ujawnił te przypadki. Przed sądem delegat tarnowskiej kurii ds. ochrony małoletnich ks. Robert Kantor przekonywał, że publikacja ta nie miała wpływu na zgłoszenie sprawy do prokuratury.
Biskupowi tarnowskiemu grozi do 3 lat więzienia. Nie przyznaje się do winy.
Podczas dzisiejszych zeznań ks. Adam Nita był dopytywany przez prokuratora Marcina Stępnia oraz sędzię Małgorzatę Adamczyk, dlaczego w 2010 roku – kiedy do kurii zgłosił się pokrzywdzony – poza procedurami kościelnymi nie zawiadomił policji ani prokuratury.
Ks. Nita odpowiadał, że wówczas nie było takiego obowiązku prawnego. Dodał, że pokrzywdzony poinformował go, iż wcześniej złożył zawiadomienie do prokuratury w Opolu, która odmówiła zajęcia się sprawą z powodu przedawnienia.
– Teraz jesteśmy w 2026 roku, teraz wszyscy wiemy, jak się zachować. To zgłoszenie w 2010 roku było pierwszym przypadkiem, o którym usłyszałem w odniesieniu do ks. Stanisława P. – mówił ks. Adam Nita.
Przenoszony przez lata ksiądz krzywdził kolejnych małoletnich
Zgłoszenia o nieobyczajnych zachowaniach ks. Stanisława P. docierały do tarnowskiej kurii już w 2002 roku. Zeznawał o tym m.in. były biskup tarnowski abp Wiktor Skworc. Jak przyznał, zgłosili się wtedy do niego rodzice dzieci ze szkoły, wobec których miał się nieobyczajnie zachowywać ks. P.
Abp Skworc mówił przed sądem, że polecił zająć się sprawą wyznaczonemu delegatowi sądu kościelnego i wysłał ks. Stanisława P. na urlop do domu księży emerytów. Nie wiadomo jednak, dlaczego kościelne postępowanie wstępne nie zakończyło się żadną decyzją.
Jak zeznawali duchowni, dokumenty dotyczące tej sprawy odnaleziono dopiero przy kolejnym zgłoszeniu dotyczącym wykorzystywania seksualnego przez ks. P. i włączono je do nowego postępowania kościelnego.
Ks. Adam Nita wskazywał, że brak rozstrzygnięcia mógł wynikać np. z wycofania się rodziców pokrzywdzonych chłopców z zeznań.
Jak zeznawał, także pokrzywdzony, który zgłosił się do niego w 2010 roku, zmieniał zdanie i w pewnym momencie nie chciał ukarania księdza. Podczas jednej z konfrontacji otrzymał od niego 5 tysięcy dolarów w formie zadośćuczynienia.
Niedługo po pierwszym zgłoszeniu i odsunięciu od duszpasterstwa ks. Stanisław P. w 2003 roku wyjechał do pracy wśród dzieci i młodzieży na Ukrainie, gdzie – według ustaleń – także dopuścił się przestępstw seksualnych.
Po powrocie został skierowany do kolejnej parafii. W 2010 roku do kurii wpłynęło kolejne zgłoszenie, którym zajmował się ks. Adam Nita, a następnie delegat ds. ochrony małoletnich ks. Robert Kantor.
Sprawa zakończyła się w 2013 roku wyrokiem kościelnego procesu karno-administracyjnego, uznaniem winy ks. Stanisława P. i odsunięciem go od pracy duszpasterskiej.
W połowie 2017 roku znowelizowano przepisy – od tego czasu każdy, kto posiada wiedzę o przestępstwach seksualnych wobec osób poniżej 15. roku życia, ma obowiązek zgłosić je organom ścigania.
W 2019 roku do tarnowskiej kurii wpłynęła informacja z Ukrainy o kolejnych przestępstwach ks. Stanisława P. wobec nieletnich. Kuria zgłosiła sprawę do organów ścigania dopiero w sierpniu 2020 roku.
Duchowni zeznający przed sądem wskazywali, że zwłoka wynikała m.in. z oczekiwania na odpowiedź z Watykanu, konieczności weryfikacji dokumentów oraz ich tłumaczenia. Podkreślano także, że strona ukraińska poinformowała tamtejsze organy ścigania.
Jednocześnie wskazywano, że podejście Kościoła do takich spraw uległo zmianie, m.in. po zniesieniu w 2019 roku tzw. sekretu papieskiego przez papieża Franciszka.
Prokuratura Okręgowa w Tarnowie uważa, że biskup Andrzej Jeż powinien był zgłosić sprawę już w 2019 roku.
Kolejne posiedzenia sądu wyznaczono na 25 marca oraz 15 kwietnia.