- Kilka samochodów tu dachowało. Ostatnio jeden wpadł na chodnik. Dobrze, że nikt nie szedł. W ostatniej chwili jest "strefa zamieszkania"? Oni nie patrzą. Patrzą, że dojeżdżają do ulicy. Może nie wiedzą, że ten znak jest równoznaczny ze "stop". Wiele osób tu przelatuje, uważając, że mają pierwszeństwo. Wystarczy cofnąć "strefę zamieszkania" o kilka metrów, dać znak "stop" i namalować go na jezdni. Była podobna sytuacja na ulicy Paderewskiego i tak cofnęli znak "strefa zamieszkania" i dali "stop". Tam też były wypadki - mówi pan Bogdan.
Jednak zarówno tarnowska policja, jak i drogowcy uważają, że kierowcy powinni wiedzieć, iż znak końca strefy zamieszkania jest równoznaczny ze stopem. Dlatego ich zdaniem nie ma uzasadnienia ustawiać go na końcu ulicy Parkowej. Policjanci zasugerowali jednak drogowcom przycięcie części krzewów, które przysłaniały fragmenty znaku końca strefy zamieszkania.
ZDiK zamierza ten znak ustawić na specjalnym wysięgniku, żeby był jeszcze bardziej widoczny dla kierowców. Na końcu ulicy Parkowej odświeżono także linie, które mają także zwracać uwagę kierowcom na konieczność zatrzymania się w tym miejscu.
Te wszystkie działania nie przekonują jednak pana Bogdana, który podkreśla, że potrzebę odsunięcia znaku końca strefy zamieszkania i ustawienia tam znaku stopu konsultował z ekspertami z Politechniki Krakowskiej, którzy mieli mu przyznać rację. "Miasto jednak nic nie robi. Chce chyba, żeby doszło do tragedii" - denerwuje się mieszkaniec.