Posłuchaj rozmowy z pełnomocnikiem rodziny Iwony Cygan, mecenasem Ryszardem Wilkiem
- Wysoki sądzie przez lata słyszeliśmy, że nic nie da się zrobić, że powinniśmy zapomnieć. Jednak prawda okazała się silniejsza niż zmowa milczenia. Choć po jednej stronie była tylko pamięć o 17-letniej zwykłej dziewczynie, a po drugiej kilkunastu oskarżonych i armia obrońców, to Iwona dzisiaj zwyciężyła. Przez ten cały proces patrzyłam na oskarżonych. Szukałam w nich choćby cienia żalu, jakiegoś ludzkiego odruchu. Zamiast tego zobaczyłam całkowity brak skruchy. Widziałam ich pogardliwe uśmiechy, szepty i śmiech prosto w twarz naszej tragedii. Ich okrucieństwo nie zakończyło się tamtej nocy. Oni pokazywali je tutaj, patrząc na nas bez żadnego wstydu. Niezależnie od wyroku wszyscy macie krew na rękach
- podkreślała przed sądem siostra Iwony Cygan, Aneta Kupiec.
Przez pierwsze miesiące panowała w naszym domu głucha, martwa cisza. Nasze życie dzieli się na czas przed śmiercią Iwony i po niej. Teraz usłyszymy mowy obrońców. Zostaną wypowiedziane słowa starannie dobrane, wyważone. Być może nawet piękne i pełne aktorskich emocji. Będą próbowali wzruszyć, będą szukali luk. Nawet będą próbowali uczłowieczyć oskarżonych. Dlatego proszę, aby w tej fali słów ani przez sekundę nie zapominać o najważniejszym, że to Iwona jest tutaj jedyną ofiarą. Ich prawo do obrony nie może być ważniejsze, niż jej prawo do życia, które jej odebrali. Chcę sprawiedliwości, która pozwoli nam wierzyć, że takie zło nie pozostanie bez konsekwencji
- mówiła siostra brutalnie zamordowanej 17-latki ze Szczucina.
- Dziś dokładnie mija 27 lat i 8 miesięcy jak Iwona wyszła na zaproszenie swojej pseudoprzyjaciółki i już nigdy nie wróciła do domu. Stoję tutaj, ale tak naprawdę połowa mnie umarła tamtego dnia razem z nią
- dodawał ojciec Mieczysław Cygan.
"Przez ostatnie lata żyliśmy w cieniu tej tragedii. Czekaliśmy na dzień, w którym sprawiedliwość zostanie nazwana po imieniu. Dla ojca, który stracił dziecko, nie ma wyroku, który przywróciłby światu kolory. Czekam na ten wyrok, ale on mnie nie cieszy. Nieważne co sąd orzeknie, bo i tak dostałem dożywocie bez mojego dziecka. Proszę tylko o jedno, o sprawiedliwość, nie o zemstę. Ona mi jej nie wróci. Chciałbym, żeby nikt nigdy więcej nie musiał czuć tego, co czuję ja i moja rodzina, stając codziennie pod jej grobem, z którego słyszę jej ból i krzyk" - podkreślił.
Pełnomocnik rodziny Iwony Cygan Ryszard Wilk mówił, że od początku były osoby, które wiedziały o jej śmierci: "Te osoby wskazywały fakty i okoliczności, ale również osoby, które miały się dopuścić tej zbrodni. Mimo tego postępowanie przygotowawcze napotykało na szereg niezrozumiałych i niewytłumaczalnych racjonalnie przeszkód. Wydawać by się mogło, że w tym czasie były to przeszkody li tylko natury proceduralnej. Po latach wiemy, że nie były to przeszkody prawne, lecz świadome i celowe działanie oskarżonych funkcjonariuszy policji mające utrudnić ustalenie i wykrycie sprawców zbrodni zabójstwa Iwony Cygan. Czy ta sprawa byłaby wyjaśniona bez osobistego zaangażowania nieżyjącej już matki zamordowanej, Czesławy, i bez udziału mediów? Śmiem twierdzić, że nie".
Zabójstwo z motywem seksualnym?
Paweł K. i Józef K. mieli wywieźć pobitą 17-latkę z baru w centrum Szczucina w nocy z 13 na 14 sierpnia 1998 nad Wisłę. W okolicach rzeki maltretowali dziewczynę. Zdaniem prokuratury jednym z motywów zabójstwa ze szczególnym okrucieństwem mogło być to, że oskarżeni chcieli nakłonić 17-letnią Iwonę Cygan do pracy w domu publicznym w Austrii, gdzie Paweł K. prowadził firmę remontowo-budowlaną.
Obrońcy oskarżonych przekonują, że nie ma na to żadnych dowodów. Paweł K. oraz Józef K. odsiedzieli w areszcie kilka lat. Teraz odpowiadają z wolnej stopy. Nie przyznają się do winy.
Kontrowersje w związku z oskarżonymi policjantami
Po ogłoszeniu przez Prokuraturę Krajową oraz policyjne Archiwum X zwrotu w śledztwie na przełomie lat 2016 i 2017, duże kontrowersje wywołała sprawa 14 policjantów z Dąbrowy Tarnowskiej i Szczucina. Funkcjonariusze najpierw usłyszeli zarzuty, a dziś występują w sprawie jako oskarżeni. Grozi im kara od 2 do 6 lat pozbawienia wolności.
Według prokuratury policjanci mieli ważne dla sprawy informacje i nie nadali im służbowego charakteru. Mieli też manipulować materiałem dowodowym, chociażby podmieniający ślady DNA.
Oskarżenie w dużej mierze opiera się na zeznaniach jednego z policjantów - Leszka W. Funkcjonariusz zmieniał zeznania. Ostatecznie - na przełomie 2016 i 2017 roku - opowiedział, że podczas patrolu w noc zabójstwa 17-latki widział wychodzących z baru oskarżonych razem z pobitą Iwoną, a potem jak w stronę Wisły odjeżdżał samochód.
Leszek W. powiedział śledczym także, że po jakimś czasie od zabójstwa 17-latki, Tadeusz D. opowiedział mu (oraz drugiemu policjantowi Grzegorzowi J.), jak doszło tej zbrodni.
Były policjant dobrowolnie poddał się karze i w zamian za złożone zeznania został skazany na karę więzienia w zawieszeniu. Później jednak wycofywał swoje wcześniejsze relacje, twierdząc, że zostały na nim wymuszone – czemu zaprzecza prokuratura. Zeznania Leszka W. potwierdzał drugi z oskarżonych funkcjonariuszy – Grzegorz J., który pełnił z nim służbę w noc zabójstwa. On również w trakcie postępowania zmieniał swoje relacje.
Pełnomocnik rodziny Iwony Cygan, mecenas Ryszard Wilk, przekonywał w rozmowie z Radiem Kraków, że zeznania Leszka W. potwierdzają także inne dowody.
Zapytany o to, czy część byłych policjantów może ponieść odpowiedzialność karną za to, że – jak wynika z ustaleń – wiedzieli o sprawcy zabójstwa nastolatki i nie podjęli żadnych działań, mecenas Wilk odpowiedział, że "ocena tych kwestii pozostaje do uznania sądu, który będzie wydawał sprawiedliwy wyrok na podstawie materiału dowodowego jawnego i niejawnego. Uważam, że ta sprawa ruszyła do przodu dopiero po 2016 roku. Wcześniej wyjaśnienie jej w warunkach środowiskowych byłoby niemożliwe".
Będzie powtórka sprawy "Skóry"?
Śledztwo ws. zabójstwa Iwony Cygan prowadził prokurator Piotr Krupiński, który był naczelnikiem wydziału zamiejscowego Prokuratury Krajowej w Krakowie. To on ogłosił złamanie zmowy milczenia i początkowo chętnie opowiadał o tym w mediach. W przerwaniu zmowy milczenia miało także pomóc policyjne Archiwum X ze swoim ówczesnym szefem. Tyle że im bliżej procesu oraz jego końca, coraz więcej osób, które miały styczność z materiałem dowodowym zebranym w tej głośniej sprawie i to nie tylko obrońców, podważa moc zebranych dowodów. Osoby te przewidują podobny wyrok jak w sprawie Roberta J., oskarżonego o morderstwo 23-letniej studentki z Krakowa, której oskórowane zwłoki wyłowiono pod koniec lat 90. z Wisły.
Podobnie jak w sprawie zabójstwa Iwony Cygan do zatrzymania podejrzanego, wcześniej typowanego Roberta J., doszło w 2017 roku. Śledztwo w tej sprawie także prowadził prokurator Piotr Krupiński, wspólnie z naczelnikiem policyjnego Archiwum X. Roberta J. najpierw skazano, ale ostatecznie uniewinniono z powodu braku wystarczających dowodów na jego winę, co sąd przyjął jako okoliczność działającą na korzyść oskarżonego. Robert J. wyszedł na wolność i domaga się od państwa ponad 22 milionów złotych odszkodowania za 7 lat spędzonych w areszcie.
Pełnomocnik rodziny Iwony Cygan przekonuje jednak, że współpracował już wcześniej z prokuratorem Piotrem Krupińskim i jest przekonany, że jest on wybitnym prokuratorem.
Niespotykanym, jeżeli chodzi o działanie wykrywcze w sprawie zabójstw, zwłaszcza popełnionych przed laty. Sam miałem przyjemność występować jako oskarżyciel posiłkowy obok pana prokuratora Krupińskiego w sprawie zabójstwa Barbary Lebiedzińskiej. Do opinii publicznej przebijają się informacje o sprawach, które nie zostały dobrze poprowadzone przez prokuraturę, ale proszę zobaczyć, ile jest postępowań, które zakończyły się pełnym sukcesem, o których media nie mówią. Małopolski wydział prokuratury krajowej jest moim zdaniem, a pracuje w tym zawodzie ponad 20 lat, niezwykle profesjonalny i kompetentny
- przekonuje w rozmowie z Radiem Kraków mecenas Ryszard Wilk, pełnomocnik rodziny brutalnie zamordowanej Iwony Cygan ze Szczucina.