Między innymi o tych pozorowanych działaniach i niekończących się problemach związanych z ociepleniem klimatu z Weroniką Woźniak, przedstawicielką krakowskiego Młodzieżowego Strajku Klimatycznego rozmawiał Tomasz Bździkot.
Szczyt klimatyczny w Glasgow trwa od 30 października. To co obserwujemy z dystansu to mnóstwo debat i dyskusji, ale realnych działań, o których byśmy już wcześniej nie słyszeli raczej nie ma. Tak to wygląda z dystansu, ale jak to wygląda z samego Glasgow?
Absolutnie masz rację, że nie można powiedzieć, żeby na tej konferencji działo się coś nowego i przełomowego. Mimo że przełomowa ona mogła i powinna być. Mówię już w czasie przeszłym, bo tak naprawdę zostało już kilka dni i szczerze wątpię, żeby coś się w tym temacie zmieniło.
A przełomowa mogła być dlatego, że tak naprawdę jest to jeden z ostatnich momentów, w którym moglibyśmy podjąć... Znaczy odpowiednie osoby mogłyby podjąć, odpowiednią decyzję, o tym, żeby spełnić na przykład cele porozumienia paryskiego. To absolutnie nie jest robione, bo wszystkie jakieś porozumienia i niusy, o których słyszeliśmy dotychczas nie mają prawie nic wspólnego z tym celami, czyli z tym co jest nam tak naprawdę potrzebne, żeby w przyszłości po prostu przeżyć.
Można odnieść wrażenie, że nawet te cele z porozumienia paryskiego sprzed sześciu lat zostały także wygładzone i oddalone.
Tak. To głównie można zauważyć w tym porozumieniu, które zostało podpisane mniej więcej w połowie. To, które jest szumnie nazywane odejściem od węgla do 2030 roku. To w języku angielskim da się ładnie ułożyć, żeby to brzmiało, że ta neutralność klimatyczna ma zostać osiągnięta do tego terminu. Ale gdy się w to zagłębimy, okazuje się, że to mają być tak naprawdę lata trzydzieste dla krajów wysoko rozwiniętych, czyli tak naprawdę do nawet 2039 roku.
A dla krajów mniej rozwiniętych, do których np. Polska bardzo mocno aspiruje na tej konferencji i bardzo mocno jej zależy, żeby być krajem mniej rozwiniętym gospodarczo w tym przypadku, ten cel miałby się przesunąć na lata czterdzieste. Czyli nawet do 2049 roku. To jest w tym momencie nawet 19 lat za późno. Świadczy to po prostu po raz kolejny o tym, jak błahe i abstrakcyjne jest podejście polskich polityków do polityki klimatycznej.
Tym bardziej, że to też nie jest nic nowego. O tych deklaracjach słyszeliśmy wcześniej. Ale skoro jesteśmy przy polskiej delegacji... Jak, jako przedstawiciele Młodzieżowego Strajku Klimatycznego, oceniacie jej rolę podczas szczytu klimatycznego?
Zarówno moi znajomi, którzy tworzą alternatywną delegację na COP, jak i ja uważamy, że polska delegacja nie wykazuje jakichś szczególnych zainteresowań i działań. Oczywiście to wszystko zostało też wrzucone w taki pewny chaos związany ze zmianą w ministerstwie klimatu i ochrony środowiska.
Wszystko to tak naprawdę zostało znowu spłaszczone do kolejnego siedzenia za dużymi stołami, popijania kawy i rozmów o niczym po raz kolejny. Cała polska delegacja jak i większość osób znajdująca się na tym szczycie, z wielką pasją utrzymuje tzw. "business as usual" i kontynuuje swoje działania dokładnie w taki sam sposób, który doprowadził nas do momentu katastrofy klimatycznej, przed którą teraz stoimy. I tymi samymi metodami i swoimi marnymi decyzjami próbują ją niby, a przynajmniej udają, że próbują ją teraz rozwiązać.
Premier Mateusz Morawiecki, w swoim przemówieniu, mówił o szantażach europejskich, czyli o jakichkolwiek próbach wyegzekwowania przez Unię Europejską lepszej polityki klimatycznej w Polsce. Premier nazywa to szantażem i w ogóle atakiem na nasz kraj. Myślę, że to dość mocno mówi samo za siebie.
Wracając do przywódców wszystkich państw. Czy to jest coś czego się spodziewaliście? Wy, jako przedstawiciele strajku klimatycznego z całego świata, jechaliście pociągami i autobusami. A kiedy zobaczyliśmy początek szczytu, to ze strony przywódców mieliśmy taki obrazek wielu prywatnych samolotów i samochodów. I nie były to samochody elektryczne.
Tak, jest to bardzo duża ironia, dlatego też, że to nie są osoby, których nie stać, żeby pozwolić sobie na przykład na podróż pociągiem czy też samochodem elektrycznym. Jakąkolwiek próbę dania chociażby jakiegokolwiek przykładu, utrzymywania pozorów tego, że faktycznie tym się przejmują.
Faktem jest, że dostanie się pociągiem do Wielkiej Brytanii to jest bardzo duże przedsięwzięcie i nie każdy może sobie na to pozwolić, finansowo czy czasowo. To niestety jest efekt tego jak bardzo skupialiśmy się przez ostatnie lata na rozwoju linii lotniczych zamiast połączeń kolejowych. Te osoby jednak doskonale wiedzą, że mogłyby to rozegrać w zupełnie inny sposób. To po prostu pokazuje, że nawet na takim poziomie ich to zupełnie nie obchodzi.
Czy mieliście jakieś większe nadzieje przed rozpoczęciem tego szczytu klimatycznego? Jakie według Was działania powinny zostać podjęte, żeby to wydarzenie w Glasgow miało tak naprawdę znaczenie?
Mówiąc trochę bardziej za siebie, ja miałam pewnego rodzaju nadzieje. Liczyłam gdzieś w głębi duszy, tak trochę dziecinnie, że może jednak tak faktycznie tym razem się obudzą i zrozumieją, o jakiej skali my w ogóle rozmawiamy, ile zostało czasu. To wszystko czego my, młode osoby, jesteśmy świadomi na co dzień i myślimy o tym cały czas, boimy się tego. Liczyłam, że być może na chwilę to do nich odrobinę dotrze. W momencie, w którym się tutaj pojawiłam i poszłam na ten strajk sobotni, w którym było ponad sto tysięcy osób, które godzinami szły przez całe miasto tak że nie było widać absolutnie końca, a następnego dnia stałam pod COP'em... Te osoby bardzo dobrze potrafią tego nie widzieć i udawać, że wcale tych osób nie ma. Aż takich nadziei może nikt z nas nie miał, ale nie znaczy to, że przestaniemy walczyć, bo na pewno tak nie będzie.
Żeby to było w jakikolwiek sposób akceptowalne, zacznijmy od tego, że jeśli już mamy zostać przy porozumieniach i takim formacie, to powinny zostać te porozumienia zawarte z konkretnymi ramami czasowymi, a nie kolejne odkładanie ważnych decyzji w przyszłość. Skazywanie nas tak naprawdę na coraz większy problem i coraz większe cierpienie. Każdy miesiąc, rok zwłoki będzie się teraz wiązał z ogromnymi konsekwencjami i pod względem ściśle środowiskowym, ale patrząc też na osoby pracujące w sektorach gospodarki węglowej. Im dłużej rządzący zwlekają, żeby rozpocząć sprawiedliwą transformację energetyczną, taką która inkluduje też te osoby, ich potrzebę przebranżowienia, znalezienia pracy, z tym większym problemem będą one się musiały też później borykać. Przez to też tak naprawdę cały kraj.
Od dłuższego czasu mamy też kryzys migracyjny na granicy polsko-białoruskiej. A przecież też jednym ze skutków ocieplenia klimatu, mówi się o o migracjach właśnie z tym związanych. Czy takich sytuacji może być więcej?
Absolutnie. Tak naprawdę zjawisko migracji klimatycznych już ma miejsce, ale jak na razie na mniejszą skalę. Jest to problem, który będziemy widzieć w tym momencie z lata na lato, z roku na rok coraz częściej. Wystarczy popatrzeć na przykład na kraje afrykańskie. Przykład bardzo oczywisty, ale z drugiej strony w Polsce, w Skierniewicach, od trzech lat w lecie brakuje wody. W środku Polski, w wydającej się bezpiecznej i normalnej miejscowości, też już zaczynają odczuwać skutki tego kryzysu klimatycznego. Będzie to zjawisko, które się będzie nasilało i myślę, że nawet nie zdajemy sobie sprawy jak bardzo szybko. To jest po prostu kwestia walki o życie, jeśli jesteśmy postawieni przed taką sytuacją. Ta obecna w Polsce, pokazuje, że nie umiemy sobie z tym poradzić, bo nie umiemy się zmierzyć ze zwykłą ludzką empatią i wsparciem dla drugiego człowieka. Takie sytuacje będą się powtarzały coraz częściej.
Rozmawiamy też w przededniu 11 listopada, Święta Niepodległości. Czy troska o zmiany klimatu może być, a nawet powinna być wyrazem patriotyzmu?
Myślę, że patrząc na patriotyzm jako pozytywne zjawisko i skupiając się na tych dobrych cechach i stronach, to troska o środowiska i klimat powinna być absolutną podstawą. Czymś wynikającym z patriotyzmu. W momencie, w którym kochamy swój kraj, swoją ojczyznę i jesteśmy gotowi, tak jak czytamy różne hasła podczas marszów, o obronie kraju i tak dalej, to potem te same osoby później wychodzą, atakują i hejtują osoby aktywistyczne związane z klimatem. Mimo tego, że jeżeli o tym pomyślimy w odpowiedni sposób to cele są podobne. Ochrona kraju, ochrona ludzi w nim mieszkających, ochrona po prostu miejsca, które jest naszym domem. Oczywiście można też na to popatrzeć po prostu globalnie. Ziemia jest naszym domem. To powinien być nasz patriotyzm. Nie tylko flary jedenastego listopada i robienie hałasu w mieście. Myślę, że najważniejszym patriotyzmem jest postawa dbania o miejsce, w którym żyjemy i w którym przyszłe pokolenia będą żyć. I może to dla niektórych być tylko Polska, ale tak naprawdę powinien to być cały świat.