W porównaniu do znakomitej jesieni, wiosna w wykonaniu drużyny „Pasów” nie wygląda już tak, jak mogliby sobie marzyć kibice Cracovii. Podopieczni Jacka Zielińskiego nie wygrali żadnego z pięciu ostatnich meczów sezonu zasadniczego, a po przełamanie pojechali do Gliwic. Wspomnienie grudniowego starcia obu tych drużyn zakończonego rezultatem 2:2 pozwalało wierzyć, że również tym razem zawodnicy zgotują kibicom widowisko godne inauguracji fazy finałowej w grupie mistrzowskiej.
Na boisku sporo działo się od pierwszych minut. Cracovia szybko zasygnalizowała, że do Gliwic przyjechała po komplet punktów, z kolei gospodarze mogli odpowiedzieć mocnym akcentem w 8. minucie. Mraz dorzucił piłkę wprost na głowę Nespora, który w dobrej pozycji nie był jednak w stanie trafić choćby w światło bramki. W kolejnych minutach nie brakowało co prawda emocji i szybkiej gry, ale akcje obu drużyn kończyły się najczęściej w okolicach 16 metra od bramki rywali. Najlepszą sytuację dla Pasów zmarnował w 30. minucie Erik Jendriszek. Słowak znalazł się z piłką w polu karnym i uderzał z powietrza, ale również jego uderzeniu zabrakło nieco precyzji.
Piłka wpadła do bramki dwie minuty później, ale celny strzał Mateusza Maka miał miejsce już po gwizdku i sygnalizacji spalonego przez sędziów tego spotkania. To, co nie wyszło Makowi w 32. minucie, udało mu się za to dziesięć minut później. Wtedy to po uderzeniu Nespora Sandomierski sparował piłkę przed siebie, a do futbolówki dopadł wychowanek Wisły Kraków i sprytnym lobem otworzył wynik tego meczu. Po goli na 1:0 Piast zdawał się błyskawicznie łapać rytm, a po chwili prowadzenie gospodarzy mógł podwyższyć Paweł Moskwik. Na szczęście dla Cracovii, przed zejściem obu drużyn do szatni nic złego przyjezdnym się już nie przydarzyło.
Na drugą połowę zawodnicy Cracovii wyszli niezwykle naładowani. Na boisku zameldował się Tomas Vestenicky, który już po minucie gry stworzył sobie pierwszą okazję. O ile Słowakowi udało się ograć Kornela Osyrę, o tyle zmieszczenie piłki między słupkiem a bramkarzem Piasta okazało się być już zbyt trudne. Cracovia w pierwszych minutach drugiej połowy zamknęła gospodarzy wpolu karnym, a ten sam Vestenicky spróbował ukąsić również w 54. minucie. Wprowadzony na boisko w przerwie zawodnik zakończył indywidualną akcję mocnym strzałem, z którym jednak z trudem zdołał sobie poradzić Jakub Szmatuła.
Kolejne minuty to wciąż regularne, ale już mniej groźne ataki "Pasów". Próbował Bartosz Kapustka, próbował Mateusz Cetnarski, ale za każdym razem coś w wykończeniu szwankowało. Mało brakowało, a w 82. minucie wyrównanie przyniosłaby akcja zmienników. Mateusz Wdowiak zacentrował idealnie na głowę Dariusza Zjawińskiego, ale ten fatalnie przestrzelił w naprawdę doskonałej sytuacji. Kiedy wydawało się już, że Cracovii w żaden sposób nie uda się zaskoczyć Piasta, nadeszła 90. minuta. Po raz kolejny znakomitą wrzutką popisał się Mateusz Wdowiak, który tym razem obsłużył Miroslava Covilo. Jak powszechnie wiadomo - Covilo głową grać potrafi, więc wykorzystanie takiej szansy okazało się być dla niego bułką z masłem. Rzutem na taśmę "Pasy" zainkasowały więc w Gliwicach punkt i, choć to tylko remis, wyprzedziły w tabeli Zagłębie i zrównały się putnkami z Pogonią Szczecin.
Piast Gliwice - Cracovia 1:1 (1:0)
42’ Mak - 90' Covilo
Adam Delimat