W Wiśle długo „uczono się” 1. Ligi i dopiero teraz - wszystko na to wskazuje - udało się zbudować zespół, który może zrealizować zakładany cel.
Zdobyte jesienią 43 punkty, najskuteczniejszy atak (48 goli), najszczelniejsza defensywa (15 straconych bramek), do tego 10-punktowa przewaga nad trzecią w tabeli Pogonią Grodzisk Mazowiecki sprawiają, że drużyna prowadzona przez trenera Mariusza Jopa ma w swoim ręku wszystkie atuty, aby jej czwarta próba powrotu do ekstraklasy okazała się skuteczna.
"Przed nami runda, w której musimy walczyć o każdy metr boiska w każdym meczu. Dużo pracy przed nami. Mamy świetny zespół i wspaniałych w nim ludzi" - napisał na portalu X Jarosław Królewski, od ponad trzech lat prezes i większościowy właściciel klubu.
Trener Jop również studzi nastroje.
- Staramy się odsunąć tabelę na bok. Również głosy, że trzeba osiem czy dziewięć meczów wygrać albo wygrywać tylko u siebie i to wystarczy do awansu. Dla nas najważniejsza jest codzienna praca, koncentracja na każdym treningu, wykonywanie swoich zadań. I najważniejszy w tym momencie jest dla nas piątkowy mecz z GKS Tychy - zadeklarował.
Zimą ruch kadrowy w krakowskim zespole był niewielki. Już w grudniu pożegnał się Igor Łasicki. Doświadczony stoper, któremu kończył się kontrakt, wybrał ofertę… GKS Tychy, gdzie będzie miał okazję do regularnej gry. W Wiśle jesienią wystąpił tylko w czterech meczach ligowych.
Tener Jop nie będzie miał jednak problemów z wyborem zawodników do gry na tej pozycji. Tutaj rywalizacja jest ogromna, a Łasickiego z powodzeniem powinien zastąpić kapitan zespołu - Alan Uryga, który wrócił do gry po wyleczeniu ciężkiej kontuzji.
Ponadto wypożyczono dwóch młodych pomocników - Oliwiera Sukiennickiego do Odry Opole i Wiktora Staszaka do US Lecce. Obydwaj nie odgrywali istotnej roli w zespole.
Generalnie cała strategia działu sportowego Wisły w tym oknie transferowym polegała na utrzymaniu obecnej kadry. Odrzucono atrakcyjne finansowo oferty z innych klubów za: Angela Rodado, Kacpra Dudę i Jakuba Krzyżanowskiego. Z tym ostatnim udało się podpisać nowy kontrakt, podobnie jak z innym utalentowanym wychowankiem - skrzydłowym Filipem Baniowskim.
Jedyną pozycję, o wzmocnienie której zadbano, to napastnik. Rodado, który jesienią zdobył 17 bramek i jest liderem klasyfikacji strzelców, nie miał wartościowego zmiennika. Teraz już tak nie będzie, gdyż podpisano półroczny kontrakt z Jordim Sanchezem. Hiszpan ostatnio był zawodnikiem Consadole Sapporo, ale w Polsce jest znany z wcześniejszych występów w Widzewie Łódź.
- To szybki, silny fizycznie, dobry w pojedynkach główkowych i inteligentny piłkarz. Widać też, że ma takie cechy lidera. Lubi trochę podyrygować na boisku. Mimo tego, że jest tutaj krótko poprzez swoją otwartość i sposób bycia szybko wkomponował się w zespół - tak scharakteryzował nowego napastnika trener Jop.
Sanchez dobrze zna się z Rodado, kilka lat temu grali razem w hiszpańskim klubie UD Ibiza.
Wisła do drugiej rundy przygotowywała się w swoim ośrodku treningowym w Myślenicach oraz na obozie w Turcji. Krakowianie rozegrali pięć sparingów, w których przegrali 0:1 z bułgarskim Septemwri Sofia i 1:4 z czeskim FK Mlada Boleslav, zremisowali 1:1 z serbskim FK Mladost Lucani i 0:0 z ukraińskim Kołosem Kowaliwka oraz w próbie generalnej pokonali 5:0 Stal Mielec. Ten mecz był rozgrany w formule 3x45 minut.
- Wykonaliśmy plan i dlatego jesteśmy zadowoleni z okresu przygotowawczego. Dobrą decyzją było, żeby udać się na obóz do Turcji, bo w kraju były trudne warunki, szczególnie w pierwszym tygodniu przygotowań. Udało się pracować na dobrych boiskach, przerobić te wszystkie rzeczy piłkarskie, nad którymi pracuje się w okresie przygotowawczym. Wierzę, że jesteśmy dobrze przygotowani – zapewnił szkoleniowiec „Białej Gwiazdy”.
Drugą rundę Wisła zaingeruje piątkowym meczem na własnym stadionie z GKS Tychy.