Aktualny lider PŚ oddał najdłuższy skok w pierwszej serii - 141,5 m, co dało mu pewne prowadzenie. W finale jego próba nie była już tak dobra, ale wystarczyła do zwycięstwa.
"Memy +pozamiatane+ były już w Titisee-Neustadt, więc mam nadzieję, że jak wrócę do domu, to już nie będę musiał zamiatać. Generalnie fajny konkurs. Dużo lepiej mi się skakało niż wczoraj. Nogi też miały więcej energii" - powiedział Kubacki przed kamerami Eurosportu.
Najlepszy polski skoczek początku sezonu zdaje sobie sprawę z tego, że druga próba mogłaby być lepsza.
"Myślę, że ten drugi skok jeszcze trochę pozostawiał do życzenia, bo nie czułem, żeby próg tak fajnie oddał i było trochę późno, ale wystarczyło na to, żeby stać na najwyższym stopniu podium i to jest super. Myślę, że ta przewaga, którą miałem w pierwszej serii to było to, czego potrzebowałem" - przyznał triumfator niedzielnego konkursu.
"Czy było trochę nerwów przed finałem? Byłem spokojny. W moich skokach błędy się jeszcze zdarzają. One nie są jakieś bardzo duże, ale jednak się zdarzają i przez to zawsze gdzieś tam parę metrów ucieknie. Jestem tego świadomy, ale wiem też, że muszę cały czas pracować. Taki sport" - podkreślił skoczek.
Aktualny lider PŚ od początku sezonu skacze równo, jednak w ostatnich kilku konkursach lepsze wyniki notował drugiego dnia rywalizacji.
"To kwestia dyspozycji dnia i prawda jest taka, że podczas weekendu jest większe prawdopodobieństwo, że fajne czucie trafi się w jeden dzień, a nie w oba. Chociaż w Wiśle udało mi się tak trafić trzy dni" - zakończył Kubacki.
Rywalizacja w Engelbergu była ostatnim sprawdzianem przed rozpoczynającym się 29 grudnia Turniejem Czterech Skoczni.
Po raz trzeci w historii reprezentant Polski pojedzie na TCS jako lider Pucharu Świata. Poprzednikom nie udało się w takich okolicznościach wywalczyć Złotego Orła. Adam Małysz w sezonie 2001/02 zajął czwarte miejsce, a Stoch w 2013/14 był siódmy.
PAP