"Skoki nie były dziś fajne, sporo im brakowało, pewnie mógłbym zrzucić to na godzinę, o której konkurs się odbywał i o której musieliśmy przyjechać na skocznię, ale rzeczywiście nogi nie pracowały jak należy, może trochę zmęczone już tym wyjazdem" - powiedział Kubacki przed kamerami Eurosportu o zawodach rozgrywanych przed południem.
Ocenił jednak, że technicznie jego próby się broniły.
"Dlatego ja bym się nie załamywał, bo wiemy, że w Japonii może być dużo gorzej, można trafić gorsze warunki, do których ja może szczęścia specjalnie nie miałem, ale tak to już jest" - dodał.
Po trzech konkursach na Okurayamie jego przewaga nad drugim w PŚ Granerudem stopniała do 48 punktów.
"A co to zmienia?! Ja mam robić swoje na skoczni. I tyle. Były trzy konkursy w Japonii i myślę, że jak na te zmienne warunki, które tu mieliśmy, to mogłem trafić jeszcze gorzej i to by zupełnie inaczej wyglądało. Myślę, że mimo błędów delikatnych, nad którymi będę pracował, swoimi skokami się obroniłem, choć oczywiście nie było to to, co chciałbym pokazywać" - zaznaczył.
Jak podkreślił jednak, nie zamierza się dołować tym występem.
"To 11. miejsce jest całkiem niezłe, a w zeszłym sezonie bralibyśmy je w ciemno, więc przyjmuję na klatę i pracuję dalej. Jeden gorszy dzień nie przekreśla szans, sezon jest jeszcze długi" - podsumował.
Po raz drugi w tym sezonie w Japonii wygrał reprezentant gospodarzy Ryoyu Kobayashi. Trzeci był dość niespodziewanie Niemiec Markus Eisenbichler.
Kolejnym pucharowym przystankiem będzie austriackie Bad Mitterrndorf, gdzie skoczkowie będą rywalizować na mamucim obiekcie Kulm.