W hokejowej ekstraklasie trwa walka o mistrzowski tytuł. W obu półfinałowych parach rywalizacja jest zacięta, JKH ciągle brakuje jednej wygranej do awansu, ale katowiczanie nie zamierzają się poddawać. W meczu numer 4 GKS Katowice wygrał po bramce Grzegorza Pasiuta w dogrywce 3:2 i JKH prowadzi już tylko 3:1. O wiele większe napięcie towarzyszy rywalizacji w drugiej parze Comarch Cracovia - GKS Tychy. Nie tylko dlatego, że po czterech meczach jest remis 2:2.
Po półfinałowym meczu numer dwa oba kluby wystosowały protesty, krakowianie załączyli filmik z kompilacją - w ich ocenie - sędziowskich błędów, tyszanie chcieli anulowania kary nałożonej na Jeana Dupuy'a. Końcówka czwartego meczu znów rozpaliła emocje. Zarząd GKS Tychy wystąpił do organizatora rozgrywek o powtórzenie ostatnich minut lub całego wtorkowego wyjazdowego meczu półfinału play off hokejowej ekstraligi z Comarch Cracovią.
Przypomnę, spotkanie zakończyło się wygraną krakowian 3:1 i wyrównaniem rywalizacji do czterech zwycięstw na 2-2. Piąte starcie mistrzów Polski z Cracovią ma zostać rozegrane w Tychach w piątek.
Działacze GKS domagają się powtórzenia całego meczu albo jego ostatnich niespełna dziewięciu minut oraz odsunięcia sędziów głównych i liniowych od prowadzenia spotkań fazy play off w kończącym się sezonie. Powodem tego protestu jest sytuacja, kiedy tyszanie zdobyli w 52. minucie wyrównującego gola przy stanie 2:1 dla gospodarzy. Został on najpierw uznany, a następnie anulowany. W ocenie tyszan bramka została zdobyta prawidłowo.
Faktem jest, że w 52. minucie sędziowie przy stanie 2:1 dla gospodarzy popełnili błąd, ale bramka dla tyszan nie powinna być uznana. Błędem sędziów było bowiem brak gwizdka i przerwy w grze na kilka sekund przed strzałem Christiana Mroczkowskiego do bramki Pasów.
GKS grał wtedy z przewagą jednego zawodnika /kara dla Alesza Jeżka/, podczas kolejnej akcji sędziowie dopatrzyli się faulu Jeremy'ego Welsha na rywalu sygnalizując to uniesieniem ręki. Ponieważ tyszanie rozgrywali krążek - nie było potrzeby przerywania gry, do chwili gdy walczący przy bandzie Damian Kapica zmusił rywala do błędu, podjechał do krążka i go zagrał. I po tym zagraniu gracza drużyny broniącej - sędziowie powinni byli grę przerwać. Nie byłoby wtedy strzału gracza tyskiej drużyny, nie byłoby krążka w bramce i pozwoliłoby to uniknąć olbrzymich kontrowersji i dużego zamieszania.
Dlaczego nie było gwizdka i przerwy w grze ? Na takie pytanie trudno odpowiedzieć, sędziowie początkowo nie zareagowali, uznając gola na 2:2, później - przed wznowieniem gry, przed rzuceniem krążka na środku - decyzję zmienili. Moim zdaniem zmienili na właściwą, taką, jaka powinna być podjęta w momencie gdy Damian Kapica przejął krążek.
Marek Solecki/RK/PAP