Liczyli, że jak najwięcej kierowców jadących w pierwszy weekend ferii na wypoczynek dowie się o proteście:
Przybraliśmy happeningu w zasadzie, nie wiem, czy można nazwać to protestem. Wybraliśmy miejsce, czyli kładki nad Zakopianką po to, żeby te banery pokazać, żeby nasz głos wybrzmiał. Przebieramy się po to, żeby ludzie widzieli. Zwracamy uwagę strojem błyszczącym, żeby kierowcy widzieli, że coś na wiadukcie się dzieje. A co się dzieje? Nie chcemy S7 w naszej okolicy. Chcemy, żeby powstała w innym miejscu, w którym jest bardziej potrzebna. My mamy swoją Zakopiankę.
Mieszkańcy i samorządowcy wszystkich gmin leżących wzdłuż planowanej trasy, od Krakowa do Myślenic, protestują przeciwko wszystkim sześciu propozycjom przebiegu nowej, ekspresowej Zakopianki.
Dla jednych oznacza to uciążliwe sąsiedztwo trasy ekspresowej, dla innych wysiedlenie:
Pięć z sześciu wariantów przechodzi dokładnie przez mój salon. Tam zaczyna się tunel, w domu, który oddałem dwa czy trzy lata temu do użytkowania. Wtedy mój dom idzie do wykupienia i do wyburzenia. Dlatego śmieję się, że jest to najlepsze z najgorszych, ponieważ nie chciałbym mieszkać pięćdziesiąt metrów od tej drogi w takiej formie. Zostaliśmy tak jakby postawieni przed faktem. No i to bardzo boli, bardzo boli. Więc będziemy po prostu pokazywać, że my się z tym nie zgadzamy.
Kolejny protest planowany jest w niedzielę 1 lutego, tym razem w Gaju i tym razem nie na kładce, ale na ulicy.
Generalna Dyrekcja zapewnia, że postara się wspólnie z mieszkańcami i samorządowcami wypracować kompromisowe rozwiązanie. Po konsultacjach planowane jest przygotowanie trzech nowych wariantów.
Ostateczny przebieg trasy miałby być zatwierdzony w 2031 roku.
Drogowcy zapewniają, że będą się starać wypracować kompromisowe rozwiązanie. I tłumaczą, że trasa S7 jest konieczna, bo aut z roku na rok przybywa i Zakopianka nie będzie w stanie obsłużyć ruchu. Konieczne jest też połączenie trasy Kraków-Zakopane z kolejną planowaną "ekspresówką", czyli Beskidzką Drogą Integracyjną z Bielska-Białej.