Władze wodociągów ostro krytykują tę decyzję. Zarzucają Wodom Polskim przewlekłość postępowania, brak kompetencji i narzucanie – jak twierdzą – nieuzasadnionych wymogów. Ich zdaniem wniosek był prawidłowy, a decyzja naraża spółkę na straty.
Same dodatkowe badania wygenerowałyby około 100 tysięcy złotych niepotrzebnych kosztów
– mówi Jerzy Szczecina, prezes Sądeckich Wodociągów.
Jak dodaje, decyzja została wydana bez podstaw. W jego ocenie urzędnicy zastosowali rozszerzającą interpretację przepisów, do czego – zdaniem spółki – nie mieli prawa. Dlatego wodociągi zapowiadają odwołanie do sądu administracyjnego.
To wygląda jak skok na kasę. I to nie miało prawa się zdarzyć, nawet jeżeli przyświeca im bardzo szlachetny cel, że pieniądze są im bardzo potrzebne. Wiadomo, że Wody Polskie mają dużo obowiązków, że powinni utrzymywać nie tylko urządzenia przeciwpowodziowe, ale tak samo koryta rzeki. Nie robią tego i najlepszym dowodem jesteśmy my. Przez tyle lat nie robili żadnych prac porządkowych
- ocenia Bogusława Drożdż, która prowadziła postępowanie dotyczące wydania nowego pozwolenia wodnoprawnego dla wodociągów.
Z kolei rzeczniczka Regionalnego Zarządu Gospodarki Wodnej w Krakowie w rozmowie z Radiem Kraków podkreśla, że rozwiązaniem mogłoby być złożenie nowego, kompletnego wniosku. Przypomina też, że poprzednie pozwolenie wygasło 1 stycznia. To oznacza, że od tego czasu oczyszczone ścieki trafiają do Dunajca bez wymaganej zgody, co może skutkować karami finansowymi – pierwsza ma zostać naliczona w kwietniu.
Spółka zapowiada, że będzie odwoływać się od każdej nałożonej sankcji.
Zapis wideo z konferencji prasowej: