Bardzo dużo śniegu jest też w Gorcach i Beskidach. Ratownicy z podhalańskiej grupy GOPR skuterami śnieżnymi dowożą żywność do kilku przysiółków odciętych od świata w rejonie Policy.
Śniegu napadało w nocy także w Krakowie. W nocy - ulice miasta odśnieżało ponad 140 pojazdów MPO. Teraz jest ich prawie 190 w tym 50 solarek. Prognozowane są dalsze opady i drogowcy apelują do kierowców o ostrożność.
Według synoptyków silne opady śniegu mają wystąpić w sobotę, a słabnące opady potrwają jeszcze do niedzieli wieczór. Poniedziałek zapowiada się słonecznie i mroźnie. Opady śniegu mają jednak powrócić od wtorku. Na Kasprowym Wierchu leżą już ponad dwa metry śniegu.
W Tatrach cały czas obowiązuje czwarty, wysoki stopień zagrożenia lawinowego. Oznacza to, że wyzwolenie lawiny jest prawdopodobne na licznych stromych stokach już przy małym obciążeniu dodatkowym. Możliwe jest samorzutne schodzenie licznych średnich, a często również dużych lawin. Warunki do wędrówek są zdecydowanie niekorzystne. Ratownicy TOPR odradzają wszelkich wyjść w góry.
Zamknięty jest popularny szlak do Morskiego Oka. W schronisku nad tym jeziorem utknęło 18 turystów. Władze Tatrzańskiego Parku Narodowego zaprzestały pobierania opłat na wszystkich punktach wejściowych w Tatry i zalecają rezygnację z wędrówek.
Spacery i odśnieżanie - tym zajmowali się turyści i pracownicy schroniska nad Morskim Okiem, którzy utknęli tam w czwartek z powodu fatalnych warunków. Wszyscy są bezpieczni i nie zamierzają schodzić na dół. Czekają na poprawę pogody. Jak przekazała kierowniczka schroniska Maria Łapińska, nie brakuje im ani wody ani jedzenia. I jak dodaje, dawno nie było takiej sytuacji, aby popularny szlak nad Morskie Oko był zamknięty.
W piatek ratownicy śmigłowcem wyruszyli po grupę turystów, która utknęła w Dolinie Pięciu Stawów. TOPR-owcy zdecydowali się im pomóc, bo niektórzy zapowiadali, ze zejdą na własną rękę. Jak podkreślali ratownicy, to mogłoby być śmiertelnie niebezpieczne. Ewakuowani turyści są cali i zdrowi.
Tymczasem sporych rozmiarów lawina śnieżna zeszła w piątek z Ciężkiego Szczytu (2520 m n.p.m.) w Tatrach i zasypała schronisko pod Rysami po słowackiej stronie. Nikogo nie było w środku, bo zimą to schronisko jest zamknięte.
Schronisko pod Rysami, nazywane też schroniskiem pod Wagą, leży najwyżej w całych Tatrach. Na sezon zimowy od 1 listopada do 15 czerwca jest zamknięte, ponieważ wszystkie szlaki w słowackich Tatrach położone powyżej górnej granicy lasu są w tym czasie niedostępne.
Słowaccy ratownicy górscy podali na swojej stronie internetowej, że lawina miała 300 metrów szerokości i około 400 metrów długości, a jej czoło około 2 metrów wysokości. Poinformowali również, że w czasie uderzenia lawiny w schronisko w środku nikogo nie było.
Zwały śniegu przykryły schronisko aż po dach, ale nie wyrządziły większych szkód w konstrukcji budynku. Ratownicy podali, że kiedy pozwolą na to warunki, odbędzie się monitoring budynku i poznamy więcej szczegółów o stanie schroniska.
Ciężki Szczyt znajduje się w głównej grani Tatr między Przełęczą pod Wysoką a Przełęczą Waga. Zasypane schronisko leży przy popularnym szlaku na Rysy.
Chata pod Rysami ze względu na swoje położenie była wielokrotnie niszczona przez lawiny. W 2000 roku potężna lawina śnieżna zniszczyła m.in. całe kamienne piętro schroniska. Prowizorycznie odbudowany obiekt został zniszczony rok później. Po tym planowano przeniesienie schroniska w bezpieczniejsze miejsce, ale ostatecznie zdecydowano o jego przebudowie. Zyskało m.in. odpierający lawiny mur obity tytanowo-cynkową blachą. Budynek w obecnym kształcie funkcjonuje od 2012 r.
Słowaccy ratownicy górscy w piątek w Spalonym Żlebie w Tatrach za pomocą ładunków wybuchowych prewencyjnie wyzwolili lawinę śnieżną. W tym miejscu znajduje się trasa narciarska. W 2005 r. lawina zabiła tam siedmiu turystów.Jak poinformowali na swojej stronie internetowej słowaccy ratownicy Horskiej Zachrannej Służby (odpowiednik GOPR), wykonali oni dwa strzały, wyzwalając lawinę na strefę narciarską położoną w sąsiedztwie Spalonego Żlebu. Długość wyzwolonej lawiny wyniosła niemal 1,5 km, a jej szerokość około 150 m. Czoło lawiny miało 2 m wysokości.
W Sylwestra 2005 r. Spalonym Żlebem zeszła potężna lawina, która porwała ośmiu turystów z Czech, biwakujących obok wyciągu narciarskiego. Tylko jednego udało się wówczas uratować.
Spalony Żleb jest położony w masywie Skrajnego Salatyna w słowackiej części Tatr Zachodnich. Na stokach Skrajnego Salatyna można się poruszać na nartach. W Skrajnej Dolinie Salatyńskiej znajduje się wyciąg narciarski.
Jak powiedział PAP słowacki ratownik górski Anton Sedlák ze Strediska Lavínovej Prevencie (Centrum Prewencji Lawinowej), w celach prewencyjnych przy dużym zagrożeniu lawinowym na Słowacji grupa pirotechników celowo wywołuje lawiny za pomocą ładunków wybuchowych.
W razie dużego lokalnego zagrożenia lawinowego wykonuje się takie kontrolowane odstrzały lawin ze względu na szlaki narciarskie znajdujące się na obszarach zagrożonych. Oprócz Spalonego Żlebu jest to np. Przełęcz pod Łomnicą w Tatrach Wysokich.
Teresa Gut/PAP/bp