Obaj mężczyźni są oskarżeni o czynną napaść na funkcjonariusza publicznego i naruszenia nietykalności cielesnej ratownika podczas wykonywania przez niego obowiązków służbowych. Po usłyszeniu zarzutów zostali aresztowani na dwa miesiące. Obrońcy oskarżonych jednak odwołali się od sądowego nakazu aresztowania i sąd zamienił areszt na poręczenie majątkowe. W przypadku Fabiana M. jest to 20 tys. zł, a Adam B. wpłacił 30 tys. poręczenia.
Obrońcy obydwu oskarżonych na pierwszej rozprawie w czwartek zawnioskowali o uchylenie środków zapobiegawczych w postaci poręczenia majątkowego, jednak sąd nie uwzględnił ich wniosków. Zdaniem sądu wnioski obrońców oskarżonych nie zasługują na uwzględnienie, ponieważ materiał dowodowy, a w szczególności zeznania pokrzywdzonego i świadków, wskazują na duże prawdopodobieństwo, że oskarżeni popełnili zarzucane im przestępstwo, a środek zapobiegawczy został zastosowany celem zabezpieczenia prawidłowego toku postępowania. Sąd argumentował, że w trakcie procesu może zajść konieczność konfrontacji oskarżonych ze świadkami. Zdaniem sądu zachodzą przesłanki, iż oskarżeni mogą nakłaniać świadków do zmiany złożonych zeznań, tak aby były dla niech korzystne. Obaj oskarżeni już w trakcie śledztwa mieli się ze sobą kontaktować telefonicznie.
Jeden z oskarżonych - Fabian M. - przed sądem po części przyznał się do zarzucanego mu czynu. Powiedział, że miał kontakt z pokrzywdzonym. Odmówił dalszych wyjaśnień. Sąd odczytał jego wcześniejsze zeznania, z których wynikało, że drugi oskarżony - Adam B. - udzielał pierwszej pomocy poszkodowanemu, który zasłabł, zaś ratownik, który przyjechał karetką, był agresywny i wulgarny w stosunku do ratujących poszkodowanego. Fabian M. dodał, że chce przeprosić i zadośćuczynić ratownikowi.
Z kolei Adam B. nie przyznał się do zarzucanych mu czynów i odmówił złożenia wyjaśnień. Z jego wcześniejszych zeznań wynika, że próbował pomóc poszkodowanemu narciarzowi przed przyjazdem karetki. Wyjaśnił, że ratownik, który przyjechał na miejsce, był agresywny i kazał się mu odsunąć, używając wulgarnych słów. Dodał, że przypadkowo uderzył ratownika i chce przeprosić za to zajście.
Poszkodowany ratownik Andrzej Stopka–Gadeja nie zeznawał w czwartek przed sądem. Na sądowym korytarzu powiedział PAP, że kiedy chciał przeprowadzić pacjenta do karetki, został odepchnięty i przyciśnięty przez oskarżonych do płotu, po czym jeden z nich uderzył go w głowę.
"Nie możemy pozwalać sobie na takie sytuacje, których ratownicy doświadczają coraz więcej i coraz częściej. Jest to dla nas nieprzyjemne, bo podczas próby pomocy poszkodowanej osobie sami doznajemy obelg lub pobić. Dobrze, że ta sprawa znalazł finał w sądzie" – dodał ratownik.
Do zdarzenia doszło 26 grudnia 2018 r. na stoku narciarskim na Polanie Szymoszkowej w Zakopanem. Zakopiańscy ratownicy medyczni zostali wtedy wezwani do nieprzytomnej osoby. Gdy usiłowali zebrać informacje o poszkodowanym, oskarżeni mieli ich zaatakować i uderzyć jednego z nich w głowę. Agresorzy tłumaczyli, że zbyt długo czekali na karetkę. Po tym, jak pracownicy pogotowia wezwali policję, napastnicy uciekli.
Mężczyźni zostali zatrzymani kilka dniu później przez policję w Będzinie i w Częstochowie. Za napaść na funkcjonariusza publicznego grozi do 10 lat więzienia.
Kolejna rozprawa zaplanowana jest na luty przyszłego roku.
Skontaktuj się z Radiem Kraków - czekamy na opinie naszych Słuchaczy
Pod każdym materiałem na naszej stronie dostępny jest przycisk, dzięki któremu możecie Państwo wysyłać maile z opiniami. Wszystkie będą skrupulatnie czytane i nie pozostaną bez reakcji.
Opinie można wysyłać też bezpośrednio na adres [email protected]
Zapraszamy również do kontaktu z nami poprzez SMS - 4080, telefonicznie (12 200 33 33 – antena,12 630 60 00 – recepcja), a także na nasz profil na Facebooku oraz Twitterze.
Zastrzegamy sobie prawo publikacji wybranych opinii.
(PAP/ko)