Protestujący zarzucają właścicielom placówki brak przejrzystości w jej funkcjonowaniu. Wskazują między innymi na ograniczony dostęp do zwierząt, brak wolontariatu oraz utrudnione adopcje. Podnoszą również kwestie liczby pracowników oraz decyzji dotyczących uśmiercania zwierząt.
Według uczestników protestu schronisko, w którym przebywa blisko 300 psów, obsługuje zbyt mała liczba pracowników. Ich zdaniem właściciele placówki mają być również zamknięci na pomoc z zewnątrz, w tym na współpracę z wolontariuszami i organizacjami społecznymi.
Krytycy schroniska zwracają też uwagę na warunki bytowe zwierząt. Zarzucają właścicielom zbyt małe klatki oraz zbyt dużą liczbę zwierząt w stosunku do możliwości placówki. W ich ocenie, ponieważ schronisko realizuje zadania publiczne na rzecz gmin i otrzymuje za to środki, jego działalność powinna być bardziej przejrzysta i otwarta na kontrolę społeczną.
Właściciel schroniska, który pojawił się na miejscu, odpiera zarzuty i deklaruje gotowość do rozmów. Jak podkreśla, placówka działa legalnie i była wielokrotnie kontrolowana. Zapewnia też, że zwierzęta mają zapewnioną opiekę, a wszystkie decyzje, także te najtrudniejsze, podejmowane są zgodnie z przepisami i w porozumieniu z weterynarzami. Ograniczony dostęp do schroniska tłumaczy względami bezpieczeństwa i organizacją pracy.
Właściciele schroniska przekonują również, że obecna sytuacja jest efektem nagonki w mediach społecznościowych, gdzie - ich zdaniem - pojawiają się nieprawdziwe lub wyrwane z kontekstu informacje.