Około godzin południowych nad Tatrami zaświeciło słońce i przestał padać śnieg, co pozwoliło na lot śmigłowcem. Jak powiedział PAP ratownik dyżurny TOPR Piotr Konopka, ratownicy wykonali w sumie pięć lotów i sukcesywnie na pokład śmigłowca zabrali 21 turystów i dyżurującego w schronisku ratownika TOPR. Turystów ratownicy przetransportowali na Polanę Palenicę, gdzie dalej mogą podróżować komunikacją zbiorową lub samochodami pozostawionymi na tamtejszym parkingu. Ewakuowani turyści są cali i zdrowi.
- Podjęliśmy decyzję o wysłaniu śmigłowca do Doliny Pięciu Stawów, bo niektórzy turyści zapowiadali, że będą schodzić na własną rękę - mówi Piotr Konopka, ratownik dyżurny TOPR. TOPR-owcy około południa wylecieli po 21 z 23 osób, które spędziły noc w schronisku. "Ich próby samodzielnego zejścia mogły być śmiertelnie niebezpieczne. Nie jestesmy taksówką, ale pogotowiem ratunkowym. Zdecydowaliśmy o takim sposobie działania, bo uznaliśmy, że tu może być zagrożone życie ludzke. Jak będą sobie radzili od Palenicy, to jest to kwestia ich wyboru" - wyjaśnia Konopka.
Jeszcze przed południem gospodynie schroniska w Dolinie Pięciu Stawów Polskich zapewniały poprzez portal społecznościowy, że wszyscy turyści w schronisku są bezpieczni: "#piecstawow Kochani! Nie martwcie się o nas :) jest nam ciepło, mamy dużo zapasów, takie sytuacje zdarzały się już wielokrotnie i wiemy jak działać (nie działać ;) jest zima, jest śnieg! Pozdrawiamy" – czytamy w komunikacie zamieszczonym na Facebooku.
Również gospodarze schronisk nad Morskim Okiem i w Dolinie Roztoki zapewniają, że przebywającym tam turystom nic nie grozi i mogą tam pozostać tak długo, jak będzie tego wymagała sytuacja. Ratownik TOPR Piotr Konopka powiedział, że dla bezpieczeństwa lepiej będzie, jak turyści pozostaną w schroniskach. Będą je mogli bezpiecznie opuścić jak warunki się poprawią.
W Tatrach panują trudne warunki. Od czwartku spadło kolejne kilkadziesiąt centymetrów śniegu. Służby odradzają wszelkie górskie wędrówki.
(Teresa Gut/PAP/ko)