Dyrektor sądeckiego pogotowia Andrzej Bodziony odpowiada prosto, że informowanie mediów o tym, co się wydarzyło, nie było pierwszym, co przyszło mu do głowy. We wtorek szukał przede wszystkim pomocy w udrożnieniu wyjazdu dla karetek.
Zgłosiliśmy tę sytuację na infolinię 112 z prośbą, aby oficer dyżurny policji skierował tutaj jednostkę, która mogłaby usprawnić ten ruch. O ile dobrze pamiętam, stało się to dopiero między 18 a 19, więc przez jakieś cztery godziny żaden z zespołów no nie mógł fizycznie udzielać pomocy osobom poszkodowanym
– relacjonuje Bodziony.
Wówczas dwie karetki tkwiły w korku, który poruszał się po kilkanaście centymetrów a kolejne nie mogły wyjechać z bazy. Te dwa zespoły jechały na sygnale do osób potrzebujących pomocy.
Dwa zespoły ratownictwa medycznego faktycznie zostały zadysponowane przez dyspozytora z Tarnowa dla osób, które tej pomocy potrzebowały. Później bezpośredni kontakt pomiędzy zespołami ratownictwa medycznego a dyspozytorami spowodował, że dyspozytor wysłał do tych osób zespoły znajdujące się w Starym Sączu, czyli na innych podstacjach. Trzeba było pokonać kilkanaście dodatkowych kilometrów, aby do tych osób dotrzeć
– mówi dyrektor sądeckiego pogotowia.
Sądecka stacja pogotowia ulokowana jest przy jednokierunkowej, wąskiej ul Śniadeckich. Tam nawet w dobrych warunkach wyjazd jest utrudniony. W ostatnim czasie remonty innych ulic w okolicy sprawiły, że ruch na Śniadeckich jest znacznie większy. We wtorek doszedł jeszcze atak zimy. Zaspy utworzone przez niewywieziony w porę śnieg sprawiły, że samochody nie mogły nawet wjechać na chodnik by utworzyć przejazd dla karetek. Mówili o tym także policjanci, którym kilka godzin zajęło rozładowanie korków w tym rejonie.
Przyczyniły się intensywne opady śniegu, warunki drogowe, warunki atmosferyczne i godziny szczytu popołudniowego. Spowodowały utrudnienia w ruchu drogowym i policjanci zostali skierowani w ten rejon. Podjęli ręczne kierowanie ruchem, co umożliwiło jego upłynnienie
– mówi naczelnik wydziału ruchu drogowego sądeckiej komendy policji podinsp. Bogusław Żytkowicz.
Czy to był incydent związany z zimą, który już się nie powtórzy? Niestety, zdaniem ratowników powtórka jest bardzo możliwa. Trudna była cała jesień. Wspomniane wcześniej remonty ulic bardzo utrudniają ruch w tym rejonie miasta.
Do miejsc zdarzenia, gdzie do tej pory dojeżdżało się sześć, siedem, osiem minut, dojeżdżamy czasem w półtorej godziny, pięćdziesiąt minut. Z tego powodu wzrasta zagrożenie stanu zdrowia naszych potencjalnych przyszłych pacjentów
– ostrzega ratownik Radosław Hojnor.
W tym miejscu powinien się pojawić komentarz miasta i odpowiedź na pytanie czy i jakie rozwiązania są rozważane, by nie narażać więcej zdrowia a być może i życia sądeczan. Niestety, Miejski Zarząd Dróg w Nowym Sączu przyzwyczaił nas, że z wszelkimi pytaniami należy się kierować do rzecznika urzędu miasta. Wysłaliśmy dziś kilka takich pytań mailem i póki co, pozostają one bez odpowiedzi.