Niebezpieczne zdarzenie w miejscowości Szczawa w powiecie limanowskim. Karetka pogotowia, transportująca dziecko po poważnej operacji, utknęła na oblodzonej drodze prowadzącej do osiedli Faltynówka i Flądrowka. Choć trasa była częściowo odśnieżona, brak posypania jej piaskiem sprawił, że stromy odcinek zamienił się w lodowisko.
Mimo zimowego ogumienia, ambulans stracił przyczepność i stanął w poprzek jezdni, blokując przejazd. Ratownicy i rodzina przenieśli osłabione dziecko do prywatnego samochodu terenowego z napędem na cztery koła. Tylko taki pojazd był w stanie pokonać śliską nawierzchnię. Mieszkańcy apelują do władz gminy Szczawa o skuteczniejsze zimowe utrzymanie dróg.
Niestety to nie jedyna taka sytuacja, kiedy karetka nie może dojechać do pacjenta lub do szpitala, bo grzęźnie w śniegu na nieodśnieżonej ulicy. Kilka dni temu opisywaliśmy przypadek dwóch ambulansów, które utknęły na godzinę w korku - zatory na jezdniach się zdarzają, karetki są pojazdami uprzywilejowanymi, ale nawet one nie są w stanie poradzić sobie ze nadmiarem śniegu.
Zgłosiliśmy tę sytuację na infolinię 112 z prośbą, aby oficer dyżurny policji skierował tutaj jednostkę, która mogłaby usprawnić ten ruch. O ile dobrze pamiętam, stało się to dopiero między 18 a 19, więc przez jakieś cztery godziny żaden z zespołów no nie mógł fizycznie udzielać pomocy osobom poszkodowanym
- mówił w Radu Kraków Andrzej Bodziony, dyrektor nowosądeckiego pogotowia.
Jak rozwiązano problem? Dyrektor wyjaśnia.
Dwa zespoły ratownictwa medycznego faktycznie zostały zadysponowane przez dyspozytora z Tarnowa dla osób, które tej pomocy potrzebowały. Później bezpośredni kontakt pomiędzy zespołami ratownictwa medycznego a dyspozytorami spowodował, że dyspozytor wysłał do tych osób zespoły znajdujące się w Starym Sączu, czyli na innych podstacjach. Trzeba było pokonać kilkanaście dodatkowych kilometrów, aby do tych osób dotrzeć.