O tym, że polskie normy są zdecydowanie łagodniejsze niż te obowiązujące w innych krajach europejskich mówi Magdalena Gala - rzeczniczka Wojewódzkiego Inspektoratu Ochrony Środowiska. "Te wartości są inne niż w Europie. Mamy złe powietrze. Tu w grę wchodzi polityka. My też uważamy, że te poziomy są zawyżone" - komentuje rzecznik WIOŚ.
Dla porównania, we Francji alarm smogowy ogłasza się już przy przekroczeniu 80 mikrogramów na metr sześcienny pyłów PM 10. Posłowie Nowoczesnej chcą, aby polskie wartości były obniżane stopniowo, tak aby w 2021 roku informację o zagrożeniu zanieczyszczeniem powietrza podawać, gdy poziom pyłu PM10 przekroczy 50 mikrogramów. Alarm smogowy byłby ogłaszany, gdyby poziom smogu przekraczał 100 mikrogramów. Rząd negatywnie ocenił poselski projekt nowelizacji ustawy. Uzasadnienie przedstawił w pisemnym stanowisku. "Wprowadzenie poziomu alarmowego na znacznie niższym poziomie, a tym samym konieczność ogłaszania stanu alarmowego, może spowodować, że społeczeństwo nie będzie reagować na sytuacje, kiedy stężenia pyłu zawieszonego PM10 są przekroczone wielokrotnie" - informuje rząd.
W dalszej części przedstawiono zestawienie dni ze smogiem, gdyby poziom alarmowania o zanieczyszczeniu wynosił kolejno 80, 100 lub 150 mikrogramów. Według rządowych wyliczeń, gdyby norma alarmowa wynosiła 100 mikrogramów na metr sześcienny - tak jak chce tego Nowoczesna - to w 2015 roku w Polsce odnotowanoby 131 dni ze smogiem. W 2016 takich dni byłoby 101, a w 2017 roku 92. O wnioskach z tych wyliczeń napisano tak: "Z powyższego wynika, że wraz z obniżeniem poziomów dla pyłu zawieszonego PM10 znacząco wzrasta liczba dni z ich przekroczeniami" - czytamy.
Nie wiadomo jednak, w jaki sposób wyliczono te wartości, bo według Krakowskiego Alarmu Smogowego w samej stolicy Małopolski takich dni z zanieczyszczeniem w 2017 roku byłoby zaledwie 41, czyli o połowę mniej. Anna Dworakowska z Krakowskiego Alarmu Smogowego nie kryje zdumienia opinią rządu. "Ta odpowiedź jest po prostu skandaliczna. Pokazuje, że rząd chce sprawę zamieść pod dywan. Nie chce o tym mówić otwarcie i uczciwie. I tak naprawdę żadne działania nie są podejmowane. A przypominam, że te poziomy można obniżyć jednym podpisem ministra środowiska pod jednym rozporządzeniem" - ocenia w rozmowie z Radiem Kraków Dworakowska.
Aktywistka dodała, że Krakowski Alarm Smogowy walczy o obniżenie polskich norm od trzech lat. Na razie bez skutku. O to, czy normy informowania i alarmowania o zanieczyszczeniu powietrza powinny być obniżone zapytaliśmy też dr Annę Prokop - Staszecką - pulmonolog i dyrektor Szpitala Jana Pawła II. "Trzeba by to rozważyć na poważnie. Norma jest rzeczą umowną. Jak obniżymy granice, to cały czas będziemy poddawani stresowi, że jesteśmy w zagrożeniu życia i zdrowia" - uważa dr Prokop-Staszecka.
Projekt nowelizacji ustawy autorstwa Nowoczesnej trafił do sejmowej komisji, która ma go ocenić.
Co ciekawe, w przy obecnie obowiązującej normie alarmowania - czyli 300 mikrogramach na metr sześcienny - w ubiegłym roku nie było ani jednego dnia z alarmem smogowym.
(Joanna Orszulak/ew)