Kobieta z przodującym łożyskiem, z krwawieniem czynnym, do której przyjechała karetka pogotowia na wezwanie. Bardzo szybko znalazła się na naszym oddziale. Wykonaliśmy cięcie cesarskie, które ratowało zdrowie jej oraz jej dziecka. Myślę, że brakło 10 minut do tragedii. Co z tymi pacjentkami, które znajdą się w takiej sytuacji i będą zmuszone dojechać do Krakowa? Do Suchej Beskidzkiej? Do Bielska?
- pytają położne z porodówki w Wadowicach, która od 1 lutego przestanie istnieć.
Sprawa likwidacji porodówki w wadowickim szpitalu budzi ogromne emocje - z jednej strony chodzi o bezpieczeństwo pacjentek, z drugiej o pracę położnych, które pod koniec stycznia dostaną wymówienie. Położne wskazują - podając przykład sprzed niespełna dwóch tygodni - że zamknięcie porodówki w tak dużym powiecie i konieczność dojazdów ciężarnych do innych szpitali stanowi realne zagrożenie dla życia matek i ich nienarodzonych dzieci.
W ciągu dwóch dni petycję przeciwko likwidacji porodówki w szpitalu w Wadowicach podpisało ponad cztery tysiące osób. W czwartek (15 stycznia) przed starostwem pielęgniarki i położne z oddziału ginekologiczno-położniczego zorganizowały pikietę w obronie porodówki. Przedstawiciele związków zawodowych rozmawiali z dyrektorką szpitala oraz ze starostą. Na wtorek zapowiedziano zwołanie konwentu wójtów i burmistrzów powiatu wadowickiego oraz organizację nadzwyczajnej sesji rady powiatu.
Wojewoda nie wydał jeszcze decyzji w sprawie porodówki w Wadowicach.
Pierwszym i fundamentalnym zadaniem jest zapewnienie bezpieczeństwa pacjentkom. Kobiety muszą rodzić w warunkach bezpiecznych
- mówi Krzysztof Jan Klęczar, wojewoda małopolski. Dodaje też:
Wpłynęło do mnie pismo dotyczące zaopiniowania decyzji o czasowym wstrzymaniu pracy tego oddziału. Nie wydałem jeszcze tej opinii. Najpierw spotkam się z dyrekcją NFZ, a także z konsultantem wojewódzkim, potem z organem prowadzącym i być może z pracownikami. Musimy się bardzo wnikliwie tej sprawie przyjrzeć. Z jednej strony, jeżeli chodzi o środki finansowe, oczywiście trzeba o nich rozmawiać, ale one nie mogą tu odgrywać roli kluczowej. Nie może być też mowy o politycznych emocjach.
Spotkania mają się odbyć jak najszybciej, tak by wypracować rozwiązanie przed 1 lutego. Wojewoda podkreśla, że szpital cały czas będzie działał i zapewniał pomoc w każdym nagłym przypadku.
Co stanie się z pracownikami porodówki, jeżeli ta przestanie istnieć? Barbara Bulanowska, dyrektorka szpitala w Wadowicach odpowiada:
Lekarze, którzy - na przykład - byli ordynatorami bądź zastępcami ordynatorów, dostaną propozycję pracy gdzie indziej. I to już nie są stanowiska kierownicze, ale miejsca pracy na innych oddziałach. Jest jeszcze grupa położnych, którą chcemy zatrudniać jak najdłużej. To dziewięć pań w okresie ochronnym i chcielibyśmy, zdając sobie sprawę z ich sytuacji, zaproponować im pracę na dyżurach przy SOR-ze w karetce, razem z ratownikiem.