Do Małopolski nie przyleci największa grupa Ocalałych z Holokaustu, to około 60 osób. Mieli przyjechać również potomkowie ofiar nazistowskich Niemiec, a także osoby chcące oddać hołd ofiarom. W sumie mowa więc o grupie od kilkuset do ponad tysiąca gości.
W oświadczeniu dyrektor generalny Marszu Żywych Revital Yakin Krakovsky zapowiada jednak, że "izraelska delegacja powróci na Marsz w przyszłym roku, z podniesionymi wysoko głowami", "z jeszcze większą siłą".
Kłopoty nie tylko na Bliskim Wschodzie
Jak udało nam się nieoficjalnie dowiedzieć, organizatorzy Marszu mogą spodziewać się dodatkowych problemów, które również dotyczą obaw o bezpieczeństwo - tym razem w Polsce.
W zeszłym roku na trasie wydarzenia zorganizowano propalestyńską manifestację. Sytuacja geopolityczna na Bliskim Wschodzie od tamtego czasu pogorszyła się. Są więc poważne obawy - także wśród polskich służb - że podczas Marszu może dojść do niebezpiecznych incydentów.
Z naszych nieoficjalnych ustaleń wynika, że do Auschwitz może nie przyjechać również spora część, jeśli nie większość delegacji z Ameryki Południowej. Dla samego znaczenia Marszu to o tyle istotne, że uczestnicy z tego rejonu świata byli w ostatnich latach jedną z najliczniejszych grup.
Koordynator Obserwatorium Wielokulturowości i Migracji Uniwersytetu Ekonomicznego w Krakowie prof. Konrad Pędziwiatr mówi, że nie dziwią go decyzje Żydów i poczucie zagrożenia. Obecna polityka rządu Benjamina Netanjahu osłabia "budowany przez dekady soft power narodu semickiego". Jak mówi prof. Pędziwiatr - w opinii międzynarodowej notowania Izraela "lecą na łeb, na szyję".
Operacja odwetowa [atak na Palestynę - red.] była i jest nazywana najmocniejszymi słowami, czyli takimi jak ludobójstwo. Mówimy o zabiciu kilkudziesięciu tysięcy ludzi, absolutnym zniszczeniu Strefy Gazy. Czymś, czego nawet Rosja nie dokonała na terytorium ukraińskim prowadząc pełnoskalową inwazję. Te bestialstwa, których dopuszczała się najmoralniejsza armia świata, bardzo znacząco odbiły się na postrzeganiu Izraela
- dodaje prof. Pędziwiatr.
Nie bez znaczenia jest fakt - tłumaczy ekspert - że opinia społeczna w znacznej mierze obwinia Izrael również o wybuch wojny pomiędzy Stanami Zjednoczonymi a Iranem:
Te wydarzenia wpływają bezpośrednio na wszystkich nas, między innymi poprzez wysokie ceny paliw. Zwłaszcza w sytuacji, kiedy ta wojna nie ma realnego i ważnego uzasadnienia z perspektywy europejskiej. Polskie społeczeństwo będzie coraz bardziej krytyczne do Izraela.
O połowę mniej
W zeszłorocznym Marszu wzięło udział 8 tys. osób. W tym roku organizatorzy zapowiadali jeszcze niedawno, że trasą przejdzie 7 tys. uczestników. Wraz z informacją o odwołaniu przylotu izraelskiej delegacji pojawiła się nowa liczba - 6 ,5 tys.
Według naszych nieoficjalnych informacji liczba ta może być znacznie mniejsza - nawet 4 lub 5 tys. uczestników, co oznaczałoby jeden z najmniej licznych Marszów w historii.
Jednocześnie prof. Pędziwiatr przekonuje, że nawet pomimo napiętej atmosfery - Marsz Żywych powinien się odbyć:
To jest już długa tradycja i wydaje mi się, że powinna być kontynuowana, bez względu na sytuację międzynarodową.
Uczestnicy Marszu Żywych co roku pokonują pieszo około trzech kilometrów - z obozu Auschwitz I do obozu zagłady Auschwitz II–Birkenau. Tą samą drogą, którą w czasie wojny prowadzono więźniów.
Ideą Marszu Żywych jest upamiętnienie ofiar Zagłady i edukacja na temat Holocaustu. Ale też manifestacja sprzeciwu wobec ludobójstw: przeszłych, teraźniejszych i przyszłych - w duchu hasła "Never Again - Nigdy Więcej".