Jak relacjonuje Justyna Nowicka z redakcji Radia Kraków Kultura, spektakl zaczyna się zgodnie z didaskaliami Wyspiańskiego, lecz szybko okazuje się, że to gra z konwencją i tradycją. Na scenie pojawia się nie jeden, lecz wielu Konradów, a romantyczna fraza podszyta jest ironią i parodią. Autorka podkreśla, że zanim rozwinie się narodowy dramat, widzowie oglądają współczesną „Polskę” w krzywym zwierciadle – polityczną debatę sprowadzoną do pojedynku min i frazesów. W jej ocenie Kleczewska skraca i kondensuje tekst do esencji, budując spektakl jako „teatr w teatrze”, z monumentalnymi schodami Justyny Łagowskiej i upiorną Muzą-akrobatką, która nadaje całości ton balansujący między cyrkiem a mitem.
Jak pisze Justyna Nowicka, w drugim akcie wybrzmiewa bezwzględna diagnoza polskich wad: braku solidarności, nacjonalizmu i przekonania o wyjątkowej misji dziejowej, a cytaty z Wyspiańskiego uderzają wciąż aktualną trafnością. Recenzentka zauważa, że spektakl pełen jest powidoków „Wesela” i „Dziadów”, transowych choreografii i zejść „w dół” – ku śmierci, mitowi i wawelskim upiorom, wizualizowanym na ekranie w kształcie trumny. Jej zdaniem dramat pozostaje opowieścią o klęsce, a jeśli pojawia się nadzieja, to jedynie w formie trudnego do wyobrażenia cudu; Kleczewska – jak sugeruje – demaskuje narodowe fantazmaty, redukując je do formy szopki i odsłaniając mechanizm, który od lat paraliżuje zbiorową wyobraźnię.