Może dlatego, że pomysłodawca tego wspaniałego muzycznego święta i jego dyrektor artystyczny Stanisław Gałoński najwyraźniej oszukał Chronosa i nie zmienia się od kilkudziesięciu lat. Nie tylko wygląda tak samo, jak wtedy, ale pełen jest młodzieńczego zapału i pasji, dzięki której potrafił i potrafi przezwyciężać tzw. obiektywne trudności, ale też ludzką zawiść i za niewielkie pieniądze, przez lata tworzyć festiwal na niezmiennie wysokim poziomie.
Trudno wymienić wszystkich artystów z najwyższej półki, którzy podczas festiwali wystąpili - wystarczy wspomnieć takie nazwiska jak Henryk Szeryng, Jordi Savall, Shlomo Minz, Krystian Zimerman, a wśród zespołów The Hilliard Ensemble, Melos Quartett, Academy of Ancient Music czy Chanticleer.
W tym roku na festiwalu pojawiły się ponownie takie sławy jak Emma Kirkby, Grigorij Sokołow czy Cikada Ensemble, ale też wielu innych muzyków, znanych ze światowych estrad i tych, którzy wielkie kariery dopiero rozpoczęli.
Odhecaton - fot. ze strony zespołu
Krakowscy melomani długimi brawami nagrodzili wspaniale wykonanie utworów włoskich i działających we Włoszech kompozytorów XVI w. Głównym punktem programu były Responsoria, niezwykłe dzieło księcia Carla Gesualda da Venosy, będące podsumowaniem jego twórczości i odzwierciedleniem tragicznego życia. To muzyczny geniusz, który wyprzedził epokę. Postępy chromatyczne, dysonanse, zaskakujące połączenia harmoniczne nawet dziś szokują - jak musiały brzmieć dla współczesnych?
Przed nami ostatnie dwa koncerty festiwalu. W sobotę muzyka św. Hildegardy z Bingen u Dominikanów a w niedzielę u Augustianów wielki finał - Walerij Sokolow i Orkiestra Akademii Beethovenowskiej pod batutą Tadeusza Strugały. Słuchając tego koncertu już będę czekać na kolejny festiwal Muzyka w Starym Krakowie. Czterdziesty, jubileuszowy.
beata penderecka