W miejscach, gdzie dwa pasy zwężają się do jednego, codziennie dochodzi do sporów między kierowcami. Tak jest na przykład na alei 29. Listopada. Są tacy kierowcy, kórzy sądzą, że już na samym początku powinniśmy się ustawić na jednym pasie i na nim pozostać. Są jednak inni, którzy sądzą, że do końca można jechać drugim pasem a potem skręcić tuż przed zwężeniem.
Zapis rozmowy Karola Surówki z Piotrem Hamarnikiem z ZIKiT-u:
Jak powinniśmy jeździć?
- Trzeba sprawdzić, jaka jest sytuacja, jeśli chodzi o zatłoczenie pasów. Każdy kierowca powinien wiedzieć, że jeździmy prawym pasem. Generalnie oczywiście. Lewy pas służy do wyprzedzania. Jeśli nie ma dużego ruchu i korka to korzystamy z prawego pasa.
Jeśli jest zwężenie i korek, a samochody są na obydwu pasach, to kto ma rację?
- Rację mają ci, którzy próbują korzystać z dwóch pasów do końca. Od kilku lat staramy się wpoić kierowcom, że kulturalne jest, żeby w razie korka i zwężenia, korzystać z dwóch pasów. Nie można blokować tych, którzy chcą jechać pasem, który znika. Z taką sytuacją się spotykamy. Szczególnie lubią to robić kierowcy TIR-ów, którzy ustawiają się obok siebie i blokują pas, który jeszcze może być używany.
Mówi pan o tak zwanej jeździe "na zamek", czyli żeby samochody się wpuszczały po jednym tuż przed zwężeniem. Jednak wśród naszych słuchaczy są na pewno tacy, którzy powiedzą: "a takie gadanie". Czy to jest udowodnione naukowo, że tak jest szybciej?
- Wystarczy myśleć logicznie. Na dwóch pasach korek złożony z 50 samochodów będzie dwa razy krótszy niż na jednym pasie. Ruch w takim wypadku jest płynniejszy, a korek jest krótszy. Nie blokuje się skrzyżowań za sobą. Korzystamy na tym wszyscy. Czasami się denerwujemy, że nie możemy się włączyć do jazdy z drogi podporządkowanej, bo jest korek na drodze głównej. Jak już wjeżdżamy na drogę główną, to od razu zmieniamy pas lub blokujemy kierowców, którzy chcą jechać dwoma pasami i wydaje nam się, że jesteśmy bardzo sprawiedliwi.
(Karol Surówka/ko)
Obserwuj autora na Twitterze: