Zbiórka podpisów przedłużona do jutra (10 marca). Organizatorzy akcji zmierzającej do przeprowadzenia referendum w sprawie odwołania Aleksandra Miszalskiego ze stanowiska prezydenta Krakowa, ogłosili jej przedłużenie w mediach społecznościowych - ma to być odpowiedź na liczne prośby mieszkańców, którzy mimo chęci, nie zdążyli dotąd złożyć swojego podpisu.
Osoby zatrudnione przez organizatorów do zbierania podpisów, jutro raz jeszcze wyjdą więc na ulice. Akcja potrwa do godziny 20-stej.
Gdyby wniosek został złożony w ostatnim możliwym terminie, czyli 26 marca, referendum mogłoby zostać zorganizowane na przykład w długi czerwcowy weekend. Tego chce uniknąć Jan Hoffman, inicjator przeprowadzenia referendum.
- Jeżeli okaże się, że 58 tysięcy podpisów jest ważnych, wtedy dojdzie do referendum - podkreśla.
"Uważam, że referendum to najlepsze, co mogło mi się przytrafić jako politykowi" - to ostatni komentarz prezydenta Krakowa zamieszczony w jego mediach społecznościowych.
Aleksander Miszalski zapowiedział wielką korektę przepisów o strefie czystego transportu, darmowe niedziele w strefie płatnego parkowania oraz obniżkę cen biletów miesięcznych.
- Te trzy decyzje, które część mieszkańców zdenerwowały, korygujemy - dodawał.
W akcję zbiórki podpisów włączyły się największe partie opozycyjne - PiS, Konfederacja i ugrupowanie Grzegorza Brauna. Z kolei główny rywal Miszalskiego w wyborach samorządowych w Krakowie, Łukasz Gibała, przyznał, że opłaca część osób zbierających podpisy.
Zgodnie z przepisami, aby zwołać referendum w Krakowie, trzeba zebrać co najmniej 10 procent podpisów osób uprawnionych do głosowania, czyli w praktyce około 58-60 tysięcy mieszkańców. Sprawdzaniem ważności podpisów zajmie się PKW. Żeby referendum było wiążące, w głosowaniu musi uczestniczyć minimum 3/5 liczby osób, które brały udział w wyborze prezydenta miasta. W tym wypadku to 158 tysięcy krakowian.