- W jednym przypadku Rzecznik Praw Pacjenta powiedział, że chory musi dalej zostać, bo żona nie jest przygotowana. Ona nie jest przygotowana przez dwa miesiące i nie chce zabrać swojego męża. Takich przypadków mamy dziesiątki - podkreśla Prokop-Staszecka
Dyrektor szpitala im. Jana Pawła II mówi wprost, że tacy pacjenci zajmują łóżka chorym, którzy wymagają leczenia. Jednak w takich sytuacjach szpitale mają związane ręce.
W przypadku oddziału psychogeriatrycznego Szpitala im. Babińskiego w Krakowie - 20 z 70 przebywających tam pacjentów powinno być wypisanych do domu, ale nie chcą opuścić szpitala. Najczęściej bliscy twierdzą, że nie są w stanie zapewnić takiemu pacjentowi opieki i rehabilitacji.
"Przecież nie wypiszemy ich ze szpitala, nie zostawimy pod drzwiami do domu. Niestety musimy się mocno nagimnastykować, by te sprawy - często sądowe - doprowadzić do końca" - tłumaczy Maciej Bóbr ze Szpitala im. Babińskiego w Krakowie.
Stąd współpraca z Ośrodkami Pomocy Społecznej, zatrudnianie pracowników, którzy zajmują się tylko tym, jak np. w Szpitalu w Tarnowie. Tamtejszy rekord ustanowił pacjent, który przebywał na oddziale jeszcze trzy miesiące po zakończeniu leczenia. "Pacjent był nieubezpieczony. Nie miał kontaktu z rodziną" - mówi Damian Mika, przedstawiciel szpitala.
Oczywiście w przypadkach skrajnych dyrektorzy informują, że mogą naliczyć opłatę za przebywanie w szpitalu. Ta kwota może wynieść nawet 300 zł za dobę. Ale i tu sprawa nie jest prosta.
" Pani, która była na diagnozie, miała po 6 dniach wyjść dzisiaj. Oświadcza nam, że nie może wyjść, bo córka nie może jej odebrać i ona zostanie do jutra, może do pojutrza. Ja pytam, czy wie, że zgodnie z tym możemy naliczyć pieniądze? Na to córka powiedziała - spróbujcie naliczyć " - mówi dyrektorka szpitala im. Jana Pawła II w Krakowie.
Tymczasem ustawa o ochronie zdrowia mówi, że w przypadku, gdy pacjent nie wymaga hospitalizacji, należy go wypisać i zwolnić miejsce kolejnym chorym.
(Teresa Gut/ko)