Frekwencja wyniosła 33,4 procent. Za odwołaniem prezydenta opowiedziało się 97,8 procent uczestników referendum, a za rozwiązaniem Rady Miasta głosowało 96 procent głosujących. Jak wynika z sondażu, do urn poszli przede wszystkim przeciwnicy obecnych władz Krakowa.
To szansa dla Krakowa
– mówił na gorąco w rozmowie z Radiem Kraków Jan Hoffman, jeden z inicjatorów referendum.
– Mam nadzieję, że Kraków tę szansę wykorzysta, mądrze wybierając kolejnego prezydenta. Nie chodzi o to, żeby zastąpić pana prezydenta Miszalskiego kimś podobnym, tylko żeby był to ktoś, kto lepiej poprowadzi sprawy miasta. Zanim to się stanie, premier Donald Tusk wskaże komisarza. Wierzę, że będzie to dobry wybór dla Krakowa. Liczymy też, że komisarz podejmie działania niezbędne dla miasta, bo szkoda tych trzech miesięcy – powiedział Hoffman.
Nowy komisarz powinien w pierwszej kolejności zrobić w Krakowie audyt, między innymi dlatego, że miasto jest coraz mocniej zadłużone. Aktualnie to około 8 mld złotych - podkreśla Jan Hoffman:
Solidny audyt - taki jak na przykład Koalicja Obywatelska zlecała wchodząc do spółek Skarbu Państwa - trzeba by zrobić wchodząc do Krakowa. I myślę, że tutaj komisarz mógłby ten proces rozpocząć, chociaż ten audyt pewnie będzie dłużej trwał. Myślę, że powiniwn zacząć naprawiać urząd, chociażby likwidując departamenty, bo to był taki autorski pomysł prezydenta Miszalskiego zupełnie niepotrzebny.
Musimy to policzyć. Jesteśmy w trakcie kalkulacji - odpowiadają inicjatorzy referendum w sprawie odwołania prezydenta Krakowa, pytani o koszty kampanii referendalnej.
Finanse są zawsze problematyczną sprawą, ponieważ trzeba to policzyć. Muszę siąść z tym księgową, bo mam księgową, która mi to liczy. Mam na to trzy miesiące, także myślę, że będzie ujawnione całe sprawozdanie z wydatków, z wpływów, bo muszę podsumować to, co zebraliśmy od ludzi.
Jeden z inicjatorów referendum Wojciech Jakubowski mówi, że Krakowianie pokazali czerwoną kartkę Aleksandrowi Miszalskiemu i radzie miasta:
Te kolejki dzisiaj to nie był przypadek. Były lokale, gdzie ta frekwencja była dużo wyższa niż te trzydzieści trzy procent. Pewnie były też takie, w których była sporo niższa. Niemniej jednak determinacja w tak upalny pierwszy dzień od wielu tygodni mieszkanek i mieszkańców Krakowa była na tyle duża, bo to jest ogromna rzecz.
Na oficjalne wyniki wciąż czekają także politycy Koalicji Obywatelskiej.
Pamiętamy, jak sondażownie myliły się przy poprzednich wyborach, więc liczymy, że również tym razem będzie podobnie. Muszę jednak wskazać na bardzo duże oburzenie tym, co działo się w mediach społecznościowych. Kwestie łamania ciszy referendalnej były niestety na porządku dziennym. Jeżeli jeden z liderów ruchu referendalnego mówi o dowożeniu ludzi do komisji taksówkami i o tym, że za to płaci, to wywołuje ogromne oburzenie, bo tak nie powinno być
– komentował radny KO Tomasz Daros.
W czasie ciszy referendalnej brakło ciszy - powiedział z kolei - w rozmowie z Radiem Kraków - przewodniczący Rady Miasta Jakub Kosek z Koalicji Obywatelskiej:
Bardzo różne okoliczności się pojawiały w czasie i referendum i samej ciszy. Część z nich zgłaszaliśmy, część wiem, że mieszkańcy zgłaszali. Będziemy to wszystko analizować.
Ostateczne wyniki głosowania mają być znane w nocy lub nad ranem. Do udziału w referendum uprawnionych było ponad 586 tysięcy mieszkańców Krakowa. Aby referendum dotyczące odwołania prezydenta było ważne, potrzebna była frekwencja na poziomie prawie 159 tysięcy głosujących. W przypadku Rady Miasta próg wynosił ponad 179 tysięcy osób.