Tydzień przed premierą to zawsze wielkie emocje. Nie zapytam, na jakim etapie jest spektakl, bo na tydzień przed premierą zwykle bywa… niegotowy.
Jest niegotowy. Pojawiają się wątpliwości, bezsenność. I to przekonanie, że może to wszystko nie ma sensu.
Czyli wszystko idzie zgodnie z planem – zapowiada się dobry spektakl. „Portret Doriana Graya” czy po prostu „Dorian Gray”? Jaki jest ostateczny tytuł?
Ostatecznie: „Dorian Gray”. Fabuła oczywiście oparta jest na powieści Oscara Wilde’a „Portret Doriana Graya”, ale zostawiliśmy skrócony tytuł.
Trzymacie się wiernie powieści, czy to raczej swobodna adaptacja? To znakomita książka, ale językowo – jednak z innej epoki.
Trzymamy się jej. Także tej jej „ramotowatości”, próbując wydobyć ponadczasowość. To opowieść o pragnieniu nieśmiertelności, wiecznej młodości – a to przecież temat aktualny od zawsze. Zbiega się to z ideą naszego Pałacu Nieśmiertelności – miejsca spotkań i wykładów o zdrowiu, długowieczności, stylu życia. Wilde wpisuje się w to zaskakująco mocno.
Zresztą prawa autorskie do powieści wygasły, więc pewnie wiele teatrów po nią sięgnie. Jeden z wybitnych współczesnych pisarzy powiedział mi kiedyś, że próbował zrobić nowe tłumaczenie, ale uznał, że tekst jest tak osadzony w swoim czasie, iż niewiele da się z nim zrobić.
A ty mówisz to na kilka dni przed premierą.
Bo czuję chropowatość języka. To ogromne wyzwanie – tekst sprzed ponad stu trzydziestu lat wkładamy w usta jedenastu młodych, debiutujących aktorów. W powieści bohaterowie mają dwadzieścia kilka lat, później czterdzieści – tylko jeden z nich się nie starzeje. Moglibyśmy obsadzić doświadczonych aktorów o młodym wyglądzie, ale postawiliśmy na zespół, który dopiero zaczyna.
Nowe są piosenki – muzykę napisał Paweł Harańczyk, teksty są moje. Wprowadzamy też element technologiczny: obraz 3D, pracę z algorytmami AI, interakcję z modelami językowymi. To nie jest łatwe – technologia potrafi zawieść – ale próbujemy, by maszyna współtworzyła świat spektaklu, reagowała na scenę, na muzykę, nawet na widzów. Testujemy też choreografię z udziałem maszyny. Czasem myślę, że szybciej nauczy się układu niż aktor.
Nie idźmy w tę stronę. Wciąż wolimy oglądać ludzi, nie maszyny.
A może zaczniemy mieć wobec maszyn jakieś uczucia? Nasz Dorian jest artystą nowych mediów, trochę w stylu Dalego. Skoro Dali chodził z mrówkojadem, nasz Dorian będzie chodził z psem. I próbujemy nad tym zapanować. To żywy organizm – nieprzewidywalny.
Ale sedno pozostaje: nowa muzyka, scenografia Łukasza Błażejewskiego. Teraz próbujemy to wszystko poskładać – a tydzień przed premierą wszystko się jeszcze rozpada.
Zostawmy na chwilę niepokój premiery. Co z tą nieśmiertelnością? Pałac Nieśmiertelności, wykłady o zdrowiu – to dość nieoczywiste jak na przestrzeń artystyczną. Skąd to zainteresowanie?
Chyba wiek. Po czterdziestce ciało zaczyna przypominać o sobie. Dawniej można było funkcjonować bez ograniczeń – dziś już nie. Zmieniają się hormony, pojawiają się suplementy, badania, większa uważność. Zaczęliśmy o tym rozmawiać i pomyśleliśmy, że chcemy stworzyć przestrzeń do spotkań z lekarzami, naukowcami, do rozmów o technologii i zdrowiu. To temat odległy od teatru, ale bardzo nas pociąga.
A premiera za kilka dni, a my wciąż o długowieczności.
Bo Dorian jest takim projektem życia. Jak Bryan Johnson – milioner, który podporządkował życie eksperymentowi odmładzania. Jego organizm funkcjonuje jak u dużo młodszej osoby. Oczywiście to kosztuje fortunę. Ale lekarze, z którymi rozmawiamy, twierdzą, że biologicznie jesteśmy zaprogramowani nawet na sto pięćdziesiąt lat. To kwestia czasu i technologii.
Czy o tym właśnie jest spektakl?
O tym też. Ale budujemy również świat Oscara Wilde’a – jego pragnienie wolności, sławy, życia. Sto dwadzieścia dziewięć lat temu wyszedł z więzienia – zniszczony, upokorzony. W jego procesie nawet literatura stała się dowodem. Kochał życie, estetykę, piękno – i to życie mu odebrano.
Dorian jest w pewnym sensie jego marzeniem. W naszym spektaklu nie powstaje portret – powstaje program operacyjny. Zamiast obrazu mamy system, który zapisuje i przetwarza to, co ukryte.
Premiera odbyła się 21 lutego w Teatrze Nowym Proxima