Prezes Krakowskiego Stowarzyszenia Obrony Zwierząt Agnieszka Wypych przekonuje, że pomysł testowania pojazdów z napędem elektrycznym jest po to, żeby przekonać nieprzekonanych:
Żeby zadośćuczynić potrzebom tych, którzy chcieliby, aby pojazd przypominający dorożkę tradycyjną jeździł po ulicach Krakowa. Można stworzyć pojazd, który będzie nawiązywał do tego wyglądu, ale nie będzie napędzany pracą mięśni konia.
"To najlepszy pomysł dla Krakowa" - przekonuje Joanna Hańderek, miejska radna Nowej Lewicy (jej klub przygotowuje uchwałę w tej sprawie).
Na rynku są już dorożki elektryczne - jeżdżą między innymi po Berlinie, Brukseli i Wiedniu. One z jednej strony będą gwarantem trwania pewnej tradycji, będą nawiązywać do Krakowa, ale z drugiej strony - jako elektryczne - będą czyste. Nie tylko, jeżeli chodzi o spaliny, ale przede wszystkim pod względem etycznym
- dodaje radna Hańderek.
"Współczesne miasto nie jest dla koni"
Najbardziej zainteresowanym pomysł się nie podoba. Przedstawiciel Stowarzyszenia Dorożkarzy Krakowskich mecenas Eryk Nęcek uważa, że "konie muszą zostać". I dodaje, że bez nich to już nie będzie dorożkarstwo:
Praca ze zwierzęciem jest czymś cudownym. Nam zależy, żeby koń był obecny w Polsce, w krajobrazie naszego kraju, bo jest go coraz mniej. Ponadto, dzięki temu, że są te konie, mamy miejsca pracy. Nie tylko dorożkarze, ale też kowale, weterynarze, rolnicy, którzy zbierają owies i siano. Gdyby zabrać konie, to - według naszych obliczeń - pracę straci około 700 osób.
Problem w tym, że spór o krakowskie dorożki ciągnie się od lat. W przeszłości aktywiści nazywali dorożkarstwo chociażby "anachronizmem", "bezdusznym biznesem" i "barbarzyńskim zwyczajem".
Pojęcie krzywdy można się posługiwać w sposób najzupełniej dowolny i sztuczny. Uważamy, że krzywdą jest zawsze traktowanie zwierzęcia jak gdyby było przedmiotem, a nie czującą istotą. Miasto współczesne nie jest miejscem dla koni. Po prostu nie jest
- przekonuje Wypych.
UNESCO nie dla dorożek
Eryk Nęcek odbiera zarzuty i podkreśla, że konie regularnie są badane przez inspektorów weterynarii:
Przepisy mówią, że konie nie mogą pracować w upałach powyżej 28 stopni. Koń nie może też przebywać na Rynku dłużej niż 12 godzin co drugi dzień. 12 godzin nie oznacza, że koń cały czas jeździ, tylko są przerwy pomiędzy przejazdami. Co więcej - każdy dorożkarz ma też więcej koni niż jedną parę. Ja sam posiadam sześć, więc to wygląda tak, że jeden koń idzie góra raz, dwa razy w tygodniu do pracy.
Jak na konflikt reagują władze Krakowa? Trudno powiedzieć, bo temat jest politycznie drażliwy - i od lat administracja nie opowiada się jednoznacznie po żadnej stronie.
Wiadomo natomiast, że krakowskie dorożki nie trafią na listę niematerialnego dziedzictwa kulturowego UNESCO. Taką decyzję podjęło Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego. Wnioskowali o to sami dorożkarze, a sprzeciw do resortu wysłali aktywiści.