Oczywiście dla nich przekaz pochodów i manifestacji był zupełnie inny - to miał być wyraz poparcia dla władz i ustroju, ale zwykli ludzie pękali ze śmiechu oglądając w telewizji prostackie twarze Towarzyszy Szmaciaków, przyjmujących z trybuny pozdrowienia ludu pracującego miast i wsi. Materiał montowano tak, żeby widać było wyłącznie uśmiechniętych i szczęśliwych ludzi - większość tych spędzonych na siłę, znudzonych i wściekłych, kamera zręcznie omijała.
Niezamierzonym efektem komicznym były powiewające na czerwonych sztandarach podobizny Marksa, Engelsa, Lenina i aktualnych przywódców, wiatr wykrzywiał ich twarze, jak w gabinecie krzywych luster.
Ludowi rzucano 1-majowy ochłap - z ciężarówek sprzedawano świeże bułki z szynką, towar normalnie niedostępny, słodycze i piwo.
Kulisy pochodu widziałam z okien - w dzieciństwie mieszkałam przy ul. Gertrudy / wówczas Waryńskiego/. To tam tłumy nieszczęśników przywiezionych z całego województwa, oczekiwały na swoją kolej przedefilowania przed trybuną honorową na Basztowej. Od świtu zajmowali jezdnię, chodniki i Planty nudząc się śmiertelnie, grając w karty, drzemiąc i jedząc przywiezione z domu kanapki. Oczywiście nikt nie pomyślał, że lud pracujący miast i wsi ma potrzeby fizjologiczne. Ich efekt śmierdział na Plantach przez wiele majowych dni.
1 maja przez Basztową przepędzano też młodzież szkolną. Dość szybko znaleźliśmy w konstytucji zapis o wolności zgromadzeń, ale zanim to nastąpiło, dwa razy zmuszono nas do udziału w tej durnej imprezie i dwa razy zakończyło się to skandalem. Byłam chyba w piątej klasie, kiedy mieliśmy przemaszerować w pochodzie, unosząc przed trybuną napis złożony z literek na patykach. Nie pamiętam jego treści, jakaś pochwała ustroju. Przez tydzień ćwiczyliśmy na szkolnym podwórku - oczywiście nauczyciele nie wiedzieli, że po lekcjach odbywały się inne, całkiem prywatne ćwiczenia. W rezultacie, przed trybuną, z której towarzysze serdecznie pozdrawiali urocze dzieciątka - ktoś się potknął, komuś się nagle but rozwiązał, ktoś pomylił szyki i zdumionym oczom, zamiast stosownego napisu, ukazało się hasło zupełnie absurdalne. Nasz skromny wkład w światowy nurt dadaizmu.
Rok później do udziału w pochodzie już nas nie dopuszczono, mieliśmy dzień wcześniej wziąć udział w capstrzyku. Ten udział zakończył się dość gwałtownie po tym, jak ul. Krowoderska zatrzęsła się od śpiewanej przez nas na całe gardło piosenki: " Żal, żal za dziewczyną, za zieloną Ukrainą"..., a kolega otulił się czerwonym sztandarem / pozdrowienia Janku ! / . Tym razem wezwano rodziców.
Całą klasą z podstawówki poszliśmy do liceum, a za nami poszła fama, bezwzględnie lojalnych wobec siebie wywrotowców. Udziału w komunistycznych spędach nikt już nam nie ośmielił się proponować.
c.d.n.