Co roku w czasie uchwalania budżetu na renowację zabytków wybucha spór o specjalny fundusz przeznaczony dla Krakowa. Każdego roku Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego rozdziela w sumie 80 mln zł na odnowę zabytków, których w Polsce jest blisko 300 tys. Kwota nie wystarcza na pokrycie ogromnych kosztów renowacji wszystkich dóbr kltury. Kraków jest jednak w uprzywilejowanej pozycji. Od 1985 roku Narodowy Fundusz Rewaloryzacji Zabytków Krakowa rocznie otrzymywał z budżetu państwa 40 mln zł. W 2013 kilka ruchów miejskich zaprotestowało przeciw nierównemu podziałowi środków. Po burzy wywołanej protestami Sejm zmienił dotację i w 2014 roku Kraków otrzymał o 10 mln zł mniej.
"Oczywiście fundusz specjalny dla Krakowa jest solą w oku prezydentów innych miast, którzy też mają potrzeby w zakresie ochrony zabytków. Stoję jednak na stanowisku, że Kraków jest tą perłą, jeśli chodzi o zabytki, dziedzictwo narodowe, o którą warto dbać w sposób szczególny" - mówił zapytany przez Martę Szoskiewicz Bronisław Komorwski w specjalnym wywiadzie udzielonym Radiu Kraków.
Zapis rozmowy Marty Szostkiewicz z prezydentem Polski Bronisławem Komorowskim
Marta Szostkiewicz: Chciałam zacząć od innego pytania, ale śmierć Władysława Bartoszewskiego jest tak poruszająca, że nie sposób od tego nie rozpocząć rozmowy. Władysław Bartoszewski zostawił nam pewnego rodzaju testament. Mówił, że warto być przyzwoitym. Panie prezydencie, gdzie jest miejsce na przyzwoitość w polityce?
Prezydent RP Bronisław Komorowski: Wiele razy o tym rozmawiałem z Władysławem Bartoszewskim. Czuł się zawsze w obowiązku, żeby tłumaczyć, że bycie przyzwoitym nie zawsze się opłaca. Warto jednak być przyzwoitym, bo dzięki temu czynimy świat trochę lepszym. Władek Bartoszewski miał pełną świadomość, że może pokazywać swoje życie jako przykład tego, że można żyć aktywnie, z przytupem a jednocześnie mieć poczucie, że przez to życie szło się z elementarną przyzwoitością, nie dostosowując się do złych oczekiwań świata. Bo przecież i takie bywały.
Da się być przyzwoitym we współczesnej polityce panie prezydencie?
Myślę, że dokładnie tak samo, jak w przedwojennej Polsce i jak w czasach komunistycznych. Ważne jest, żeby nie ulegać pokusom. To nie jest tak, że polityka demokratyczna niesie za sobą większe pokusy. W systemie niedemokratycznym te pokusy były takie same, wsparte zresztą jakąś formą presji. Władysław Bartoszewski swoim życiem dawał przykład, że można być konsekwentnym patriotą a jednocześnie człowiekiem otwartym na resztę świata, na inne narody, że można mieć bagaż własnych, strasznie ciężkich doświadczeń, takich jak bycie więźniem obozu Auschwitz a jednocześnie być promotorem pojednania między Polakami a Niemcami. Ta przyzwoitość przejawiała się w wyciąganiu lekcji z własnego życia i w dawaniu dobrego przykładu innym.
Przejdźmy do współczesności. Politycy twierdzą, że w razie agresji ze Wschodu Polska pozostałaby bezbronna. Jak panu się słucha takich słów?
A dlaczego mamy się bronić sami? Po to jesteśmy członkiem najpotężniejszego sojuszu militarnego świata, jakim jest NATO, żeby nie bronić się sami, tylko szykować się do obrony kolektywnej. Głosy, o których pani mówi, to są głosy czarnowidzów, którzy wszędzie widzą, że jest źle, że tu jesteśmy za słabi a tam za brzydcy, a gdzie indziej może za mało wygimnastykowani. Polska sobie świetnie poradziła z problemem własnego bezpieczeństwa, odzyskując wolność, niepodległość i zabezpieczając swoją suwerenność poprzez członkostwo w sojuszu. Uruchomiła również bardzo głębokie reformy własnego systemu obronnego i zainwestowała bardzo wiele w nowoczesny system uzbrojenia. Jesteśmy, dzięki temu, wiarygodną częścią Sojuszu Północnoatlantyckiego. Wnosimy bardzo wiele, jeśli chodzi o nowoczesne uzbrojenie i siłę naszej armii. W związku z tym możemy bardziej wiarygodnie oczekiwać, że uzyskamy normalne wsparcie na wypadek zagrożenia. Rozumiem, że świadomość zagrożeń płynących ze Wschodu wynika z lęku związanego z agresywną polityką rosyjską, ale strach i przekonanie, że się nie obronimy, to najgorszy doradca. Jednocześnie jest to największa zachęta dla potencjalnego agresora. Nic tak nie zachęca agresora, jak słabość ofiary. Rosja może zdestabilizować region i zagrozić w wielu miejscach, ale może wygrać tylko i wyłącznie wojnę nerwów. Żadnej innej nie jest w stanie z Polską wygrać.
Może czulibyśmy się bezpieczniej, gdyby we wschodniej części Polski stacjonowały bazy NATO, z żołnierzami amerykańskimi. Panie prezydencie, sądzi pan, że to jest realne?
To jest stały postulat Polski, od początku naszego członkostwa w Sojuszu i on się częściowo realizuje. Już teraz mamy niewielkie, ale jednak mamy, stałe oddziały armii amerykańskiej.
Ale one stacjonują w północnej Polsce.
To wszystko jedno gdzie, we wschodniej czy zachodniej Polsce. Są na naszym terytorium. Chodzi o to, żeby to widzieli sąsiedzi Sojuszu, na Wschodzie. Oprócz tego, notujemy ostatnio dużą aktywność nie tylko Amerykanów, ale i innych krajów należących do NATO na rzecz wykonania ustaleń ze szczytu NATO w Newport, w którym brałem udział. Chodzi o to, aby na terenie Polski była ciągła obecność wojsk NATO. To samo dotyczy krajów nadbałtyckich. Niedawno miał miejsce spektakularny rajd oddziałów amerykańskich przez terytorium państwa polskiego. To są działania Sojuszu Północnoatlantyckiego, które mają powiedzieć Rosji, że NATO tutaj jest i demonstruje swoją obecność. Aczkolwiek tu nie ma wielkich baz, bo nikt nie zamierza tworzyć ciężkich baz jak w latach 50. czy 60. na ternie Niemiec. Dla Polski rzeczą najważniejszą jest, żeby tu, na naszym terytorium pojawiły się instalacje NATO, elementy infrastruktury obronnej: magazyny części zamiennych i amunicji. W razie gdyby doszło do zagrożenia, będzie to miało decydujący wpływ na skuteczność działań obronnych całego Sojuszu. Jeszcze raz chciałem powiedzieć, że nie należy tworzyć klimatu zagrożenia wojennego, bo Polska w świecie, który staje się relatywnie mniej bezpieczny, trudno tego nie dostrzec, ma prawo czuć się relatywnie bezpiecznie, dzięki Sojuszowi i dzięki sile polskiej armii.
Panie prezydencie był pan w Zakopanem, na Kasprowym Wierchu, na zakończenie sezonu narciarskiego.
To niestety nie był mój sezon narciarski. Popsułem w zeszłym roku kolano i cały sezon diabli wzięli.
Jedna z liderek góralskiej społeczności, Zofia Bigosowa, zarzuca panu publicznie, że nie bronił polskiej własności, kolejki na Kasprowy Wierch. Pyta pana równie publicznie, czy pana to nie boli, że będzie pan wjeżdżał na Kasprowy kolejką, która nie jest polską własnością?
Przed wojną też nie była własnością państwa polskiego. Była budowana przez obce konsorcjum. Właściciel zawsze ma prawo sprzedać swoją własność, komu uzna za najkorzystniejsze. Tak samo Polskie Koleje Linowe dokonały, jak rozumiem, wyboru najatrakcyjniejszej dla siebie oferty. Jeśli ktoś miał inny pomysł, to powinien się postarać i tę kolejkę kupić. Mógł być lepszym w składaniu ofert a nie wyłącznie narzekać.
Przenieśmy się na chwilę do Krakowa. Mamy wielki problem, który nie jest tylko naszym problemem, ale też problemem Zakopanego i innych małopolskich miast. Chodzi o jedno z największych w Europie zanieczyszczeń powietrza, które niszczy nasze płuca i zabytki. Czy pomoże pan, panie prezydencie, w legislacji prawa w tym względzie?
Dawniej zabytki Krakowa wręcz się rozpuszczały, m.in. figury przed Bazyliką Piotra i Pawła. Pamiętam, pokazywano to z przerażeniem. Dzisiaj taka degradacja już nie ma miejsca.
Krakowskie mury też się sypią...
W całej Polsce nastąpiła gigantyczna poprawa systemów ochrony klimatu. No cóż, Kraków leży blisko Śląska i są tego konsekwencje. Słusznie też chyba Kraków wprowadził ograniczenia z zadymianiem przestrzeni miejskiej przez piece, więc ta walka trwa i tylko ona może przynieść pozytywne efekty. To jest świadome stawianie na bardziej nowoczesne formy ogrzewania, zmniejszanie emisji gazów, które mogą grozić zabytkom. Oprócz tego, Kraków dysponuje czymś, czym nie dysponuje żadne inne miasto w Polsce, to znaczy funduszem centralnym, przyznawanym z budżetu państwa, który jest z resztą cząstką budżetu Kancelarii Prezydenta, na renowację zabytków.
I tak zostanie? Obiecuje pan?
Ja nic nie obiecuję, bo ja te pieniądze daję regularnie.
Ale były zakusy na ten fundusz. Dlatego pytam, czy zostanie on utrzymany dla Krakowa?
Niech pani pyta inne miasta. Oczywiście fundusz specjalny dla Krakowa jest solą w oku prezydentów innych miast, którzy też mają potrzeby w zakresie ochrony zabytków. Stoję jednak na stanowisku, że Kraków jest tą perłą, jeśli chodzi o zabytki, dziedzictwo narodowe, o którą warto dbać w sposób szczególny.
Przed nami ostatnie trzy tygodnie kampanii. Czy ciągle pan jeszcze liczy na to, że uda się wygrać w pierwszej turze?
Byłoby to bardzo dobre, nie tylko z mojego punktu widzenia. Wszystko jest w rękach wyborców. Jak zdecydują, tak będzie. Nie warto pytać kandydatów, czy chcieliby wygrać w pierwszej turze, bo to oczywiste, że by chcieli. Wszystko zależeć będzie od aktywności wyborców i od ich preferencji. Robię, co mogę. Jeżdżę po całym kraju. Staram się być aktywny także jako prezydent. Staram się zachęcać do tego, by Polacy zagłosowali na zgodę i bezpieczeństwo, co być może zaowocuje tym, że wystarczy i pierwsza tura. A jeśli nie, dalej będziemy się ścigali o pierwszeństwo.
Liczy pan na debatę z Andrzejem Dudą w drugiej turze?
Zdaje się, że kontrkandydat na to liczy i ma do tego prawo. Druga tura zawsze oznacza debatę, w przeciwieństwie do pierwszej tury. No bo jak tu debatować w jedenaście osób. To byłaby zachęta, żeby wszyscy strzelali do jednej, prezydenckiej bramki. Debata nie odbyłaby się w celu jakiegokolwiek wyjaśnienia poglądów, tylko zaszkodzenia kontrkandydatowi.
Nie obawia się pan debaty z Andrzejem Dudą?
Ja się nigdy, niczego w życiu nie obawiałem. Słyszę, że mój kontrkandydat boi się dyskusji z Korwinem-Mikke, używając argumentu, który ja jemu dedykuję, że prezydentura to jest tak ważna rzecz, że nie może o niej debatować z Januszem Korwinem-Mikke. Cytat ten przekazuję z powrotem Andrzejowi Dudzie.