|
|
Kraków 101.6 MHz
Kraków
101.6 MHz
Tarnów
101,0 MHz
Nowy Sącz
90,0 MHz
Zakopane
100,0 MHz
Andrychów
98,8 MHz
Gorlice
97,4 MHz
Krynica-Zdrój
102,1 MHz
Rabka-Zdrój
87,6 MHz
Szczawnica
90,0 MHz
|
Kontakt 4080 (SMS)
DZIEJE SIĘ COŚ W TWOJEJ OKOLICY?
SKONTAKTUJ SIĘ!
12 200 33 33 (antena)
12 630 60 00 (recepcja)
12 630 62 06 (reklama)
4080 (SMS)
500 202 323 (SMS i MMS)
redakcja@radiokrakow.pl
reklama@radiokrakow.pl
|
A
A
A

Daria Gosek-Popiołek: "Trzeba apelować do prezesa NIK o rezygnację do czasu wyjaśnienia sprawy"

- Dla mnie sytuacja jest jasna, powinniśmy apelować o rezygnację Mariana Banasia - mówiła na antenie Radia Kraków posłanka Lewicy, Daria Gosek-Popiołek. Jak zaznaczała, ważna jest też odpowiedź na pytanie, co jest w raporcie CBA na temat jego oświadczeń majątkowych. Marian Banaś pojawił się w środę na posiedzeniu sejmowej komisji, która opiniowała kandydatów na wiceprezesów NIK-u. Nie odpowiadał na pytania posłów, wygłosił oświadczenie, w którym stwierdził, że prowadzona jest przeciwko niemu kampania oszczerstw. A przeciwko autorom zniesławień będzie podejmował kroki prawne. "Najwyższa Izba Kontroli to jedna z najważniejszych instytucji, która powinna stać na straży przejrzystości. Każde zamieszanie wokół niej powoduje, że tracimy zaufanie do instytucji" - mówiła Daria Gosek-Popiołek w porannej rozmowie Radia Kraków.

Posłuchaj porannej rozmowy w Radiu Kraków

fot: RK

Zapis rozmowy Mariusza Bartkowicza z posłanką Lewicy z partii Razem, Darią Gosek-Popiołek.

 

Na początek zapytam o wizytę na posiedzeniu sejmowej komisji ds. kontroli państwowej prezesa Najwyższej Izby Kontroli, Mariana Banasia. Prezes NIK prezentował kandydatów na wiceprezesów. Posłowie opozycji oczekiwali odpowiedzi na trudne pytania, ale nie mieli możliwości ich uzyskać. Było za to oświadczenie prezesa NIK. Nigdy nie podejmował działań niezgodnych z prawem, a twierdzenie, że jest inaczej, będzie traktował jako szkalowanie swojego dobrego imienia. Co dalej z prezesem NIK?

- To pytanie o to, co jest w raporcie CBA. To pytanie o kroki Ministerstwa Finansów i premiera. Dla mnie to jasne. Trzeba apelować do prezesa NIK o rezygnację do czasu wyjaśnienia sprawy. Zarzuty są poważne. One rzutują na całą instytucję, która powinna ferować wyroki obiektywnie. Teraz tej pewności nie mamy. Nie rozumiem uporu PiS, które nie jest w stanie zareagować odpowiednio. Bardzo mocno sądzę, że NIK to jedna z najważniejszych instytucji w kraju. To sprawia, że my tracimy zaufanie do instytucji publicznych. To nie powinno się wydarzać.

 

Z uwagi na rangę NIK w systemie prawnym, stanowisko prezesa jest dobrze chronione. Trudno jest go odwołać. Ciekawa jest wczorajsza mocna wypowiedź minister Jadwigi Emilewicz dla portalu money.pl. „Jeżeli będzie potrzeba znaleźć większość w Sejmie, żeby zmienić ustawę o NIK, to ją znajdziemy” - powiedziała. Jeśli pojawi się projekt zmiany ustawy w tej sprawie, to państwo by to poparli?

- Zależy, co będzie w ustawie. Nieodłączną częścią ustawy powinno być zwiększenie finansowania NIK, danie uprawnień kontrolerom, żeby były kontrole doraźne.

 

A nie z dużym wyprzedzeniem i zapowiedzią?

- Tak. Jestem przeciwniczką zmian legislacyjnych na kolanie. Często one są przegłosowane, potem się okazuje, że można to było zrobić lepiej. Lewica jest otwarta na rozmowy po zmianach w NIK. Chodzi o całe funkcjonowanie NIK.

 

Teraz 30-krotność składek ZUS. Projekt posłów PiS został z Sejmu wycofany. Może pojawić się nowy, autorstwa posłów Lewicy?

- Nasz zostanie złożony. On jest teraz konsultowany ze związkami zawodowymi, pracownikami. Chcemy, żeby to był wstęp do rozmowy o emeryturach. Za moment o te świadczenia będzie ubiegać się duża grupa osób, która przez lata pracowała na śmieciówkach. Za dużo Polaków jest zagrożonych ubóstwem na emeryturze. Trzeba mówić o minimalnej emeryturze i jak znaleźć pieniądze. W dalszym kroku to wstęp do rozmowy o podatkach, skąd państwo czerpie pieniądze. Najbliższe 4 lata to ważne lata. Cieszę się, że Lewica będzie w tym uczestniczyła. Dzięki temu będzie tam strona społeczna.

 

Emerytura minimalna, czyli w gruncie rzeczy emerytura obywatelska – takie świadczenie, do którego każdy by miał prawo w minimalnej wysokości, niezależnie od stażu pracy i formy świadczenia pracy?

- Tak. Ten mechanizm jest znany w krajach Europy. Trzeba pamiętać, że istotą relacji społecznych jest solidaryzm. Trzeba tak myśleć. Każdy z nas zna osoby starsze, które liczą, za co zapłacić. Tak nie powinno być w 2019 roku w UE. To zobowiązania państwa w stosunku do osób potrzebujących wsparcia.

 

Solidaryzm to jedna strona medalu. Druga to nieubłagana demografia. Jak mówią naukowcy, zmiany jeszcze nigdy nie postępowały w takim tempie. Ich efektem będzie większa liczba seniorów uprawnionych do świadczenia emerytalnego. Z drugiej strony nie rodzi się wystarczająco dużo nowych obywateli, którzy zasilają rynek pracy.

- Dodam też, że jest konieczność zbudowania spójnego systemu opieki nad osobami starszymi. Długość życia wzrasta. Kto zajmie się osobami starszymi potem? Domy opieki są przepełnione. Stoimy przed dużym wyzwaniem. Na Lewicy jest dyskusja o podatku cyfrowym, podatku od wielkich korporacji. Te pieniądze by pozwoliły na to, żeby system opieki nad osobami starszymi był bardziej wydolny.

 

Kiedy czytamy takie wpisy jak byłego wiceministra pracy i rodziny Bartosza Marczuka, który przestrzega, że za kilkadziesiąt lat emerytury to będzie ułamek dzisiejszych wynagrodzeń, to musimy się pogodzić z tym, że wiek przejścia na emeryturę – 60, 65 lat – będzie trzeba traktować umownie? Trzeba będzie pracować znacznie dłużej, żeby mieć godne świadczenie?

- Nie wiem. Wiele rozmawiam z osobami, które są u końca swoich lat pracy. One podnoszą zmęczenie fizyczne. Jeśli ktoś zaczął pracę w wieku 18-19 lat, pracował całe życie fizycznie, ta wydolność w wieku 60 lat jest mała. O tym trzeba rozmawiać. Jako społeczeństwo musimy uzyskać konsensus. Musimy przekonywać do pewnych racji i postaw wyborców.

 

Jak podoba się pani najnowszy kandydat Lewicy w wyborach prezydenckich?

- Kto jest najnowszym kandydatem?

 

Zdaniem Bogusława Sonika i Katarzyny Lubnauer z KO - Jacek Jaśkowiak, który się zgłosił do prawyborów Koalicji Obywatelskiej. Ich zdaniem – z uwagi na poglądy – powinien być kandydatem Lewicy.

- Ja przyznam, że dla mnie jako polityczki i wyborczyni lewicowej Jacek Jaśkowiak jest atrakcyjniejszą propozycją niż pani Kidawa-Błońska. To kwestia układu sił. To nie była oczekiwana kandydatura dla mnie.

 

Dla Małgorzaty Kidawy-Błońskiej chyba także.

- To dobrze. Wewnętrzna rywalizacja być może ma sens. Pamiętajmy jednak o specyfice tych wyborów. One wymagają zaangażowania wyborców środka. To się rozbije o małe procenty i sprawną kampanię. Pojawiają się głosy o mniejszej rozpoznawalności Jaśkowiaka. Pamiętajmy, że Duda na początku kampanii miał 8%.

 

Jak pani wspominała ostatnio w Radiu Kraków, na Lewicy prawyborów nie będzie, bo nimi będzie I tura. Jesteście mentalnie bliżej podjęcia decyzji o waszym kandydacie lub kandydatce?

- Grudzień to moment, w którym to ogłosimy. Chcemy, żeby Polacy mieli o czym rozmawiać przy Wigilii. Oczywiście żartuję, nie zalecam wtedy rozmów o polityce. Mamy zasadę, że decyzje podejmujemy w koalicji, potem je komentujemy.

 

Znana jest państwu ta kandydatura?

- Mamy kilka nazwisk. Między nimi podejmiemy decyzję.

 

Jak ocenia pani fakt, że debata o Polsce w kontekście stref wolnych o LGBT wróciła do Parlamentu Europejskiego? Dyskusja chwilami była burzliwa, szczególnie gdy poglądy wymieniali politycy z Polski.

- Tak. Przysłuchiwałam się tej debacie. Uchwały przyjmowane przez samorządy, te deklaracje, w których twierdzą, że gminy są wolne od ideologii LGBT, są złe. To buble legislacyjne. One nie powinny być uchwalane. Po drugie deklarowanie, że jakaś przestrzeń jest wolna od danych osób, jest złe. Nie dostrzegam ideologii, widzę różnorodne osoby. To rozmowa o otwartości społeczeństwa. Czy próbujemy tworzyć wieże, w których się zamykamy?

 

Na koniec zapytam o spór o feminatywy. W dyskusji jest też stanowisko Rady Języka Polskiego. Naukowcy zajęli salomonowe stanowisko. „W polszczyźnie jest potrzebna większa, możliwie pełna symetria nazw osobowych męskich i żeńskich” - czytamy. Jednocześnie naukowcy dodają, że prawo do stosowania nazw żeńskich należy zostawić mówiącym. Takie stanowisko sprawi, że częściej będziemy mówić o polityczkach, gościniach, członkiniach i tak dalej?

- Najważniejsze jest prawo tych polityczek czy danych osób, żeby je nazywać, jak one chcą. Ja cenię feminatywy. One pokazują, że kobiety są. Dla innych kobiet może to być problem. Będąc z Krakowa, cenię sobie zdrowy rozsądek. Po rozmowie z marszałek Witek, w Sejmie pojawią się druki z „posłanką”. Dla części kobiet to ważne. Jesteśmy po to, żeby rozmawiać. Dla niektórych osób feminatywy są istotne, dla innych nie. To element życia politycznego.

27%
73%