Chcielibyśmy powiedzieć, że to jest prawda, ale to jest absolutny fejk, choć marketingowo jest genialny. Nasz żołądek to nie jest biurokrata, który potrzebuje trzech dni na zaksięgowanie dostawy. On działa w czasie rzeczywistym. Jeden pączek to od 250 do nawet 400 kalorii. Jeśli zjemy go szybko, jedyne co osiągniemy to ryzyko czkawki.
Żeby spalić jednego pączka, musielibyśmy przez godzinę biegać wokół Plant, albo... przez 30 minut bardzo intensywnie rzuć kolejne pączki. Spalenie przez jedzenie to brzmi jak perpetuum mobile, ale nie do końca, bo w trakcie tego żucia dostarczamy kolejne kalorie, więc to trochę jak gaszenie pożaru benzyną.
Statystycznie dzisiaj każdy z nas wciśnie w siebie około 2,5 pączka. Rekordziści traktują to tylko jako rozgrzewkę przed obiadem i nazywają to dietą pudrową, ale pamiętajmy o faktach. Cukier puder to nie jest oficjalna przyprawa narodowa, która neutralizuje tłuszcz, choć dziś w Małopolsce faktycznie mogłoby się tak wydawać.
Kolejną fałszywą teorią jest ta, że pączek z różą to w zasadzie takie danie fit, no bo róża to roślina, więc to prawie jak sałatka. Jeśli ktoś jednak potrzebuje argumentu, żeby zjeść jeszcze jednego, to mamy coś z archiwum Muzeum Wsi Mazowieckiej. To nie jest fejk, to jest czysta staropolska tradycja. "Kto w tłusty czwartek nie zje pączków kopy, temu myszy zniszczą pole i będzie miał pusto w stodole". Zatem drodzy słuchacze, nie ryzykujcie. To jedyny dzień w roku, kiedy fake newsy o nieliczeniu kalorii łykamy tak chętnie jak lukier.
Podsumowując, kalorie istnieją, róża to nie sałata, ale tradycja to tradycja. Jedzcie śmiało, tylko nie liczcie na to, że wasz metabolizm nagle oślepnie.