Piotr Witek, ekspert do spraw dostępności cyfrowej i technologii wspierających w Fundacji Instytut Rozwoju Regionalnego, ale także autor książki „Zakochany po uszy czyli jak pies Przewodnik zmienił moje życie” w rozmowie z Marzeną Florkowską
- A
- A
- A
Zakochany po uszy czyli jak pies przewodnik zmienił moje życie
Jest to nadal dla mnie fascynujące, jak on obserwuje, co się dzieje dookoła, jak czyta moje emocje. On nadal po tylu latach cały czas szuka kontaktu ze mną, bliskości. Jak jest tylko w pobliżu zaraz albo łapka, albo pyszczek kładzie mi na stopie. Gdy nawet rozmawiam przez telefon, nie ruszę się z miejsca, ale zdenerwuję się, od razu ogon uderza o podłogę i już pies wie, że dzieje się coś niedobrego.Rzeczywiście jest pan zakochany po uszy?
Po same uszy. Takie miękkie, pluszowe, fantastyczne.
Ale to nie jest pierwsza psia miłość pana życia.
Jest to pierwszy przewodnik, nie pierwszy pies. Wcześniej mijałem owczarka szkockiego, który nie był przewodnikiem. Był przekochany na pierwszy rzut oka, ale był diabłem wcielonym, więc był uroczy i kochany na swój sposób. Ale mój obecny pies przewodnik to jest anioł w psiej w skórze. Nie można o nim inaczej powiedzieć. Każdy, kto go widzi, jest po prostu nim zauroczony.
Dlaczego długo zastanawiał się pan, czy zdecydować się na psa przewodnika?
Tak, zastanawiałem się, bo wcześniej miałem psa i troszkę trudno było mi sobie wyobrazić psa jako nietowarzysza, jako psa pracującego, którego najpierw ktoś musi wytresować, zmusić do pewnych zachowań. Nie potrafiłem sobie tego wyobrazić, jak to się odbywa.
Miałem tutaj taką dużą blokadę mentalną, czy mogę prosić o to, aby ktoś przygotował, wytresował mi psa, zmusił, żeby, mówiąc kolokwialnie, służył moim potrzebom. Miałem z tym bardzo duży problem. Jednak później poznałem kilka osób, które same posiadały psa przewodnika. Widziałem, że tym psom nie dzieje się krzywda. I to tak naprawdę przekonało mnie, żeby spróbować takiego psa zorganizować.
Był pan zaskoczony, że to nie dzieje się tak szybko?
Właśnie wtedy okazało się, że to nie jest takie proste, bo organizacje, fundacje i stowarzyszenia, oprócz tego, że szkolą te pieski, to też starają się dopasować psa do konkretnych cech osoby, z którą później taki pies będzie pracował, czyli osoba, która jest flegmatyczna, powolna, nie może dostać dynamicznego psa, bo nie zapanuje nad tym psem.
I w drugą stronę, pies flegmatyczny, powolny, nie może trafić do osoby dynamicznej, bo w drugą stronę, to ten opiekun psa zamęczy tego psa, ciągając go we wszystkie strony, gdy pies nie jest na to po prostu przygotowany, czy mentalnie, czy fizycznie.
Czyli to nie jest tak, że po prostu się zgłasza potrzeby psa przewodnika i ten pies niejako przychodzi, myśląc obecnymi kategoriami, w paczkomacie i go dostajemy do domu gotowego i tyle.
Nie, absolutnie nie.
Najpierw jedziemy w ogóle na takie spotkanie do danej organizacji, gdzie jesteśmy poddawani ocenie, czy w ogóle nadajemy się na to, żeby takim psem się zająć. Stowarzyszenia biorą pod uwagę to, czy nie tylko jesteśmy odpowiednio stabilni psychicznie, emocjonalnie, żeby takim psem się opiekować, bo bierzemy odpowiedzialność przecież za żywe stworzenie, za żywą istotę, ale także, czy posiadamy odpowiednie warunki lokalowe, żeby takiego psa mieć gdzie trzymać. I musi być nas stać na utrzymanie takiego psa. To nie jest kwestia tylko jego nakarmienia, ale psy pracujące bardzo często odwiedzają weterynarza. Trzeba zapewnić mu odpowiednią profilaktykę, odpowiednią suplementację, bo te psy mnóstwo czasu chodzą po twardych powierzchniach, więc muszą brać odpowiednie specyfiki na łapy, nastawy. To wszystko kosztuje.
Dopiero jeśli przejdziemy taką weryfikację pozytywnie, przechodzimy do następnego etapu, kiedy pies jest do nas dopasowywany. Z reguły organizacje równolegle szkolą kilka piesków i taki pies jest do nas dopasowywany pod kątem temperamentu, wielkości, czasami płci, bo ludzie mają różne preferencje . Dopiero wtedy pojawia się ten etap zwany przejmowania psa, gdzie osoba niewidoma i pies zaczynają razem pod okiem trenera pracować, uczyć się swoich gestów, komunikacji ze sobą, bo pies musi się nauczyć przyjmować komendy od człowieka, a człowiek informacje od psa. I tak naprawdę wtedy dopiero okazuje się, czy ten zespół będzie w stanie ze sobą razem pracować, czy też nie.
To ocenia trener. I jeśli nie pasują do siebie, to na w miarę wczesnym etapie pies jest zamieniany, podejmowana jest próba dopasowania innego psa. Czasami, jeśli takiego pieska nie ma, to trzeba czekać nawet kilka lat, tak jak to miało miejsce w moim przypadku.
Szkolenie psa asystującego trwa dłużej niż na przykład szkolenie psa policyjnego?
Tak, to jest bardzo skomplikowany proces. On trwa od dwunastu do czasami osiemnastu miesięcy, czasami dwóch lat. To też w zależności od umiejętności psa, ale wśród różnych psów asystujących czy pracujących tak naprawdę wyszkolenie przewodnika osoby niewidomej jest najtrudniejsze z uwagi na jedną specyficzną umiejętność, której trzeba nauczyć takiego psa, czyli tak zwane wyuczone nieposłuszeństwo. Bo pies co do zasady działa w tandemie. Opiekun psa wydaje dyspozycje, pies wykonuje komendę i wszelkiego rodzaju psy, czy policyjne, czy lawinowe, dla nich wszystkich to jest super zabawa, bo za wykonaną komendę dostają przysmak, więc one świetnie się bawią. W przypadku psów przewodników problem polega na tym, że czasami pies musi sprzeciwić się opiekunowi.
To jest to tak zwane wyuczone nieposłuszeństwo. Jeśli osoba niewidoma każe psu przejść przez ulicę, a pies na przykład zobaczy nadjeżdżając samochód elektryczny, którego osoba niewidoma nie słyszy, powinien sprawić, że nie ruszy się z miejsca, że osoba niewidoma nie zrobi kroku naprzód, że nie wejdzie pod samochód, a osoba niewidoma nie widząc, nie słysząc, że ten samochód nadjeżdża, próbuje wymusić, żeby pies poszedł dalej. I jest to niezwykle duże obciążenie dla psa, przeciwstawić się swojemu opiekunowi.
Robi to dla jego dobra, ale opiekun tego nie wie. I to jest bardzo trudna sytuacja. Ja mam też w tym obszarze ogromne szczęście, ponieważ mój pies zupełnie nieuczony w momencie takiego właśnie zagrożenia kładzie mi łapę na bucie, tak jakby mówił: „stary, a nie kroku dalej”. I to jest dla mnie sygnał, nie że on się czymś zainteresował, czy że stracił czujność. To jest dla mnie sygnał, że w tym momencie dzieje się coś niedobrego i mam stać w miejscu i się nie ruszać. No to jest osobny zupełnie temat, jak te psy to rozumieją.
Ale czy to jest prawda, że osoba trenująca psa ma wpływ na to, jaki on będzie? Bo powiedział Pan, że sam pies może mieć różny temperament, ale może trener psa może tutaj też swoje odcisnąć w jakieś piętno.
Na pewno jest też tak, że z jednej strony indywidualne cechy psa, z drugiej strony też socjalizacja. Rzeczywiście można po psie poznać, od którego trenera wyszedł w obrębie danej organizacji. Znam psy, które wyszły spod ręki mojej trenerki i mają charakter bardzo podobny, czy zachowania bardzo podobne do mojego pieska.
Dowodów nie mam żadnych, ale to ewidentnie widać, że trener odciska piętno też na zachowaniu, późniejszym zachowaniu i pracy psa.
Na czym polega wyjątkowa więź pomiędzy właścicielem, a psem przewodnikiem?
To jest więź, którą trudno zrozumieć nawet zwykłym właścicielom psa, którzy mając psa wychodzą do pracy, psa zostawiają w domu, idą na zakupy, psa zostawiają w domu. Właściciel psa przewodnika i jego opiekun spędzają ze sobą 24 godziny na dobę.
To jest zupełnie inny poziom relacji, dlatego też trudno jest oduczyć psa niepożądanych zachowań, na przykład w sytuacji, gdy zostaje sam. To jest coś, z czym opiekun psa powinien sobie poradzić na samym początku, żeby pies na przykład nie płakał, nie wył za właścicielem, gdy ten wyjdzie do piwnicy, wyrzucić śmieci, czy musi iść do lekarza bez psa. A tu niestety bardzo często mamy do czynienia z takimi sytuacjami, że pies łapie coś w rodzaju choroby sierocej i nie jest w stanie funkcjonować bez swojego opiekuna.
Jest to dla pana fascynujące, jak ten pies pana rozumie i wyczuwa, co trzeba zrobić, czy po tych kilku latach jakby wdarł się pan już w jego psychikę?
Jest to nadal dla mnie fascynujące, jak on obserwuje, co się dzieje dookoła, jak czyta moje emocje. On nadal po tylu latach cały czas szuka kontaktu ze mną, bliskości, czyli jak jest tylko w pobliżu zaraz albo łapka, albo pyszczek kładzie mi na stopie, żeby być blisko i czyta emocje. Gdy nawet rozmawiam przez telefon, nie ruszę się z miejsca, ale zdenerwuję się, od razu ogon uderza o podłogę i już pies wie, że dzieje się coś niedobrego.
Co dzieje się, jeśli taki pies odchodzi na emeryturę?
Ludzie różne wybierają metody, czy sposoby rozwiązania tego problemu. Ja na pewno nie będę oddawał psa rodzinie, czy jakiemuś wolontariuszowi, żeby tam doczekał swoich lat. Doszedłem do wniosku, że skoro on poświęcił dla mnie całe życie, to nie mam innej możliwości, żebym ja nie poświęcił też się i nie wyczekał z nim do jego ostatnich dni. Więc na pewno spędzi ten czas ze mną. Trudne jest o tyle też dla samego psa, jeśli osoba niewidoma próbuje wziąć kolejnego psa. Bo wtedy taki pies, jeśli wychodzimy z nowym psem do pracy, stary pies też chce iść. Jak jemu wytłumaczyć, że on jest nagle na emeryturze.
Trudne dylematy. Jak w każdej miłości.
Tak jest.
KSIĄŻKA „Zakochany po uszy czyli jak pies Przewodnik zmienił moje życie” KLIKNIJ
Komentarze (0)
Najnowsze
-
19:13
TCS - Kot 17. w Bischofshofen, wygrał Tschofenig, a Prevc zdobył Złotego Orła
-
17:28
Czekali na to od lat. Ważna decyzja dla Krynicy-Zdroju
-
17:16
W Tarnowie... w białej bryczce
-
15:24
Wicepremier Kosiniak-Kamysz: są już terytorialsi, będzie też zawodowe wojsko w Tarnowie
-
14:58
Śmiertelny wypadek na torach w Białym Dunajcu
-
14:50
Tłumy na krakowskim Orszaku Trzech Króli
-
14:32
Noworoczne spotkanie PSL w Tarnowie. Kosiniak-Kamysz: bezpieczeństwo i silne sojusze to priorytety
-
13:27
Spore utrudnienia na drodze w powiecie limanowskim
-
12:28
Nowy Sącz w koronach. Tak świętowano Objawienie Pańskie
-
12:10
Skoki narciarskie: co z Wielką Krokwią? Dyrektorka COS: skocznia była gotowa
-
11:48
Minister obrony w Gdowie: „w żaden sposób nie mamy powodów, żeby żałować dyktatora”
-
10:35
Powroty z długiego weekendu. Na drogach jest bardzo tłoczno