Wit Szostak – pisarz znany z powieści i dramatów dla dorosłych, który tym razem zadebiutował w literaturze dziecięcej książką "Wylinka", wydaną przez Powergraph, rozmawia z Wiolettą Gawlik.
Dlaczego książka dla dzieci?
Autor przyznaje, że impuls pojawił się wraz z ojcostwem. Chciał zaprosić dzieci do swojego świata pisarskiego – najpierw własne, potem także inne młode czytelniczki i czytelników. Czekał jednak na odpowiedni moment – gdy jego dzieci podrosły i zaczęły sięgać po „grubsze”, bardziej złożone lektury. Wtedy pojawił się pomysł na historię, która nie będzie książką obrazkową dla najmłodszych, lecz opowieścią dla dzieci około dziesiątego roku życia – i jednocześnie dla ich rodziców.
Skąd wzięła się „Wylinka”?
U źródeł powieści leży temat pamięci i tożsamości – stale obecny w twórczości Szostaka. Inspiracją stało się zdanie: „W tym domu mieszka wiele wspomnień”. Autor zadał sobie pytanie: a co, jeśli wspomnienia rzeczywiście mogłyby w domu mieszkać?
Tak narodziła się historia Klary i Janka – dwojga dziesięciolatków pochodzących z różnych epok. Klara żyje współcześnie, Janek „przybywa” z lat 50. XX wieku. Spotykają się w tajemniczym domu w Beskidach – przestrzeni zawieszonej między czasami i pamięcią. Dla Klary naturalny jest telefon komórkowy, dla Janka – aparat z tarczą i kablem. Dzieci próbują zrozumieć, kim są, gdzie się znajdują i czym naprawdę jest dom, który łączy ich historie.
Co oznacza tytuł?
Wylinka to pozostałość po zrzuceniu skóry przez niektóre zwierzęta – np. węże czy skorupiaki. Wygląda jak prawdziwe ciało, ale jest już tylko pustą powłoką. Dla autora to metafora przemiany:czy
człowiek również „zrzuca” swoje dawne wersje?
czy dziecko, którym byliśmy, pozostaje gdzieś w nas jak wylinka?
czy dojrzewanie to tylko zyskiwanie, czy także nieodwracalna utrata?
Książka nie stawia tych pytań wprost – raczej zaprasza do ich samodzielnego odkrywania.
Czy to nie za trudne dla dziesięciolatków?
Szostak zauważa, że dzieci już bardzo wcześnie doświadczają przemiany: pójście do szkoły, pierwsza noc poza domem, utrata mlecznych zębów. Z perspektywy dorosłych to drobiazgi, ale dla dziecka – momenty przełomowe. „Wylinka” dotyka więc doświadczeń realnych, choć podanych w metaforycznej formie.
Autor świadomie nie chciał pisać książki, która jedynie spełnia wyobrażone oczekiwania młodego odbiorcy. Literatura – również dziecięca – powinna jego zdaniem stawiać wyzwania, otwierać na inny sposób patrzenia i przełamywać przyzwyczajenia.
Język i konstrukcja
Jak zauważają recenzenci, to opowieść bardziej skupiona na stanie wewnętrznym bohaterów niż na dynamicznej akcji. Język bywa gęsty, momentami poetycki, momentami surowy. To literatura budująca most między dzieckiem a dorosłym – przeznaczona do wspólnej lektury.
Spotkanie z własnym dzieciństwem
Pisząc książkę, autor powrócił do swoich górskich wspomnień – zapachów igliwia, potoków, drewnianych domów. Opowiada, że niemal fizycznie odczuwał tamte obrazy. Spotkał swojego dziesięcioletniego „Doprka” (bo „Wit” to pseudonim literacki) – i dobrze mu było z tym spotkaniem.
Co dalej?
„Wylinka” nie musi być jednorazowym eksperymentem, choć autor nie składa jeszcze konkretnych deklaracji. Zapowiada natomiast kolejną powieść dla dorosłych.
Jedno jest pewne: „Wylinka” to książka o dorastaniu, pamięci i tożsamości – napisana tak, by czytać ją razem i zadawać sobie pytanie:czy
moja dawna wersja mnie gdzieś jeszcze istnieje – jak wylinka, którą kiedyś zostawiłem za sobą?